SEPR – Subiektywny Energetyczny Przegląd Roku

SEPR – Subiektywny Energetyczny Przegląd Roku

blank

Tym razem zamiast cotygodniowego SEPT, zaproponuję SEPR, czyli subiektywny przegląd wydarzeń w energetyce w mijającym 2025 r. Ale to nie tylko podsumowanie roku, to także opatrzenie klamrą dotychczasowej mojej działalności komentatorskiej w ramach SEPT, bo wszystko o czym piszę poniżej znajdowało wcześniej miejsce w moich przeglądach tygodniowych.

Główny element pozostaje bez zmian, będzie to mój w pełni subiektywny przegląd tego co się działo w energetyce. A skoro tak to z góry proszę o wyrozumiałość, że o czymś nie napiszę czy nie opatrzę komentarzem. Nie będę też relacjonował zdarzeń w rytmie kolejnych tygodni a nawet miesięcy bo powstałby z tego jakiś opasły tekst, ponad granice wytrzymałości mojej i Państwa. To raczej moja impresja dyktowana kluczowymi zjawiskami czy procesami, jakie zachodzą w energetyce w Polsce i na Świecie, choć wsparta rzecz jasna odniesieniami do konkretnych wydarzeń. Niech to będzie równocześnie symboliczne otwarcie 2026 r.

Trump i jego drillowanie

Każdy kto uważa, że 2025 r. nie był rokiem Trumpa, moim zdaniem, zakłamuje rzeczywistość. I nie chcę toczyć dyskusji, czy obecny prezydent USA postępuje słusznie czy nie, czy się z nim zgadzamy, czy odsądzamy od czci i wiary. To właściwie jest nieistotne, choć przyznam, że ja akurat w dużej części działania Trumpa przyjmuję ze zrozumieniem. Jedną z dziedzin, gdzie zmiany w polityce i światowej gospodarce są wręcz sejsmicze, to energetyka. I nie powinniśmy być zaskoczeni, przecież jednym z głównym haseł kampanii w 2024 r. było odkurzone stare hasło Republikanów drill baby, drill. Hasło, które miało nie tylko oznaczać powrót do intensywnej eksploatacji paliw kopalnych, ale też restaurację energetyki atomowej i walkę z wszelkimi naleciałościami ideologii klimatyzmu nie tylko w energetyce. Czasem słyszymy – Trump sam to lubi powtarzać – o rewolucji zdrowego rozsądku.

I trzeba przyznać, że obecny lokator Białego Domu realizuje obietnice wyborcze z dużą… energią. To są dziesiątki, setki aktów wykonawczych, decyzji, oficjalnych komunikatów, wypowiedzi przedstawicieli administracji na różnego rodzaju forach krajowych i międzynarodowych. Mamy więc wsparcie dla amerykańskiego górnictwa, przemysłu naftowego, gazowego, eksportu LNG, dofinansowania dla energetyki atomowej, w tym decyzje o ponownym otwieraniu niektórych elektrowni jądrowych. Równocześnie administracja wycofuje wsparcie dla energetyki wiatrowej i słonecznej. To decyzje rządu USA o mało co nie doprowadziły do bankructwa Ørsted duńskiego potentata energetyki wiatrowej. Jak spekulowała prasa, to też zakulisowe działania agend rządowych doprowadziły do zamknięcia projektu Esmeralda 7, jednego z największych przedsięwzięć fotowoltaicznych na świecie (panele o łącznej mocy 6,7 GW położone na 25 tys. hektarów!).

Zmiana polityki energetycznej USA wpływa na kolejne tysiące decyzji na całym świecie. Rządy, organizacje międzynarodowe, instytucje finansowe. Zmiany widać praktycznie wszędzie. Z tego grona może bym wyłączył te państwa, które nic nie musiały zmieniać, bo tradycyjnie utrzymywały energetykę opartą na paliwach kopalnych (by wymienić tylko Indie i Chiny) czy te państwa lub organizacje, które nie chcą – przynajmniej oficjalnie – nic zmieniać, bo wciąż podążają drogą klimatycznego szaleństwa, jak UE. Jako wymowny przykład zmian, można wskazać Bank Światowy, który w połowie roku podjął decyzję, iż zaczyna na nowo wspierać projekty energetyki jądrowej, przez lata będącej na indeksie projektów zakazanych. Wprawdzie to jeszcze nie wsparcie dla energetyki opartej na paliwach kopalnych, ale jak donosił Reuters, Amerykanie są zdeterminowani, by i taką zmianę na Banku wymusić. A jak wiadomo, kto płaci, ten wymaga (USA są największym udziałowcem BŚ).

Tu już tylko wspomnę o decyzji administracji o objęciu sankcjami dwóch rosyjskich gigantów naftowych: Rosnieft i Łukoil. Wprowadziło to ogromne perturbacje na rynkach, ale przede wszystkim było bardzo bolesnym ciosem dla gospodarki Rosji. UE wprowadzała w tym samym czasie bodaj 19 pakiet sankcji, który owszem, wywoływał reakcję na prezydencie Rosji, ale raczej nie był to strach. Decyzja Trumpa to zupełnie inny ciężar gatunkowy.

I mimo, że możemy mieć sporo wątpliwości co do niektórych elementów polityki międzynarodowej, szczególnie w części dot. zakończenia wojny na Ukrainie, to generalnie patrząc na politykę prezydenta Trumpa, mogę powiedzieć Thank you USA!

Wiatraki już nie kręcą

Taki tytuł miał jeden z pierwszych moich tekstów na łamach DOBITNIE. Opisywałem wtedy kłopoty branży wiatrowej w Polsce i Europie. I właściwie niewiele się zmieniło, chociaż nie, zmieniło się – bo sektor przeżywa jeszcze większe trudności. Długo by wymieniać: decyzje administracji USA, desperacka próba ratowania Ørsteda, problemy innego duńskiego potentataVestas, aukcje offshore, które nie wychodzą w kolejnych krajach UE – Holandii, Danii, Francji.

A co słychać w ojczyźnie wiatrakowej rewolucji, w Niemczech? Tam to dopiero dzieje się prawdziwa wiatrowy dramat. Kraj, który dał Europie jedną z pierwszych ustaw regulujących energetykę wiatrową (2000 r.), dziś boryka się ze skutkami funkcjonowania farm wiatrowych, czasem naprawdę dotkliwymi. Ograniczanie wsparcia przez władze, nieudane aukcje offshore, rekordowo niski wiatr w I kwartale 2025 r. (produkcja r/r minus 30%) i jednocześnie wielkie nadwyżki energii, które nie trafiają do sieci – straty liczone w miliardach euro. Do rangi symbolu urasta decyzja o zamknięciu i rozbiórce morskiej farmy Alpha Ventus koło Borkum – pierwszej takiej instalacji w Niemczech, dumy naszych zachodnich sąsiadów, uruchomionej w 2010 r. z planem pracy do… 2035 r. Skończyło się dofinansowanie ze środków publicznych, skończył się projekt. I czy ktoś się przejął, jak wiele mogły te elektrownie jeszcze wyprodukować „zielonej i najtańszej energii”?

To nie koniec złych wiadomości dla wielbicieli tzw. energetyki odnawialnej pochodzącej z wiatru. Pojawiają się kolejne informacje, analizy o negatywnym wpływie elektrowni wiatrowych na obronność i funkcjonowanie siły zbrojnych – zakłócenia radarów, systemów okrętowych, samolotów. Efekt? Pierwsze państwa rekomendują dużo większą ostrożność w lokowaniu kolejnych inwestycji energetyki wiatrowej: Szwecja, Francja. Także w tym kontekście można umieścić sierpniowe weto Prezydenta Karola Nawrockiego wobec nowelizacji polskiej ustawy wiatrakowej (choć oczywiście przesłanek przedmiotowej decyzji było dużo więcej).

To wszystko jest szczegółowo analizowane i znajduje ślad w opracowaniach różnych poważnych gremiów. I tak np. Międzynarodowa Agencja Energii  zmniejsza prognozę wzrostu mocy z OZE w latach 2025-2030. Wprawdzie dalej prognozują wzrost, ale jednak dynamika wyraźnie hamuje.

Na tym tle odznacza się jedno państwo, które wbrew okolicznościom ogłasza, że tym trudnościom nie zamierza się kłaniać. Że twardo będzie stać na gruncie wiatrakowej odnowy. Czy moi szanowni Czytelnicy zgadną, które to państwo?

Prąd zniknął

Na szczęście nie na zawsze, na kilka godzin, ale wystarczyło by w posadach zatrząsały się gospodarki Hiszpanii i Portugalii.  Kwietniowy blackout na płw. iberyjskim, największy od lat w Europie „tylko” w PKB obu państw mógł przynieść ubytek 0,4-0,7%. A gdzie koszty społeczne, trudne do uchwycenia w jakiejkolwiek statystyce? A gdzie zaufanie do państwa? O blackoucie w różnych wymiarach pisałem wielokrotnie, nie tylko w rubryce SEPT, ale kilka kwestii warto podkreślić.

Blackout był właściwie nieunikniony i Hiszpanie sami są sobie winni. W dniu awarii (28 kwietnia) generacja energii elektrycznej z niestabilnych źródeł OZE (głównie energia słoneczna, w mniejszym stopniu wiatrowa) sięgnęła w apogeum 72% (w stos. do zapotrzebowania krajowego to było aż 85%, sytuację trochę ratował eksport), a równocześnie dostępność źródeł stabilnych będących w rezerwie była ledwie na poziomie kilkuset MW, więc sytuacja była więcej niż ryzykowna. Właściwie potrzebny był tylko impuls uruchamiający katastrofalne domino. I taki pojawił się, wiemy nawet na, których farmach fotowoltaicznych.

Energetyka hiszpańska od lat jest pastwiskiem dla polityków z progresywnych ugrupowań owładniętych ideą „płonącej planety”. Szefem tamtejszego operatora sieci elektroenergetycznych (firmy Red Electrica) jest pani Beatriz Corredor, prawniczka, od zawsze polityk partii socjalistycznej, m.in. minister mieszkalnictwa w gabinecie Jose Luisa Zapatero. Kiedy zostawała szefową Red Electriac miała zerowe doświadczenie i wiedzę nt. funkcjonowania systemu elektroenergetycznego. To tak, jakby szefową PSE została pani minister Kotula albo Dziemianowicz-Bąk. W efekcie prymat nad zdrowym rozsądkiem i zasadami fizyki systemów energetycznych zdobyła ideologia.

Niszczący wirus po pochłonięciu mniejszej Portugalii zatrzymał się na Francji. To m.in. efekt trwałości tamtejszego systemu budowanego o stabilną energetykę jądrową. Warto o tym pamiętać, tak, jak warto przyglądać się działaniom podejmowanym i w Hiszpanii i w innych państwach UE, które mają na celu zmniejszanie ryzyka kolejnych blackoutów. Wydaje się, że Hiszpania po szoku wywołanym kwietniową awarią podejmuje raczej (z naciskiem na raczej) słuszne decyzje. Inne państwa, podobnie.

Także Polska, która deklaruje wielkie inwestycje w sieci i systemy zabezpieczeń. Słusznie, tylko po co na drugim oddechu przeznaczamy grube miliardy złotych w ogromne inwestycje w niestabilne OZE? Nowa Strategia PSE, nowelizacja Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu (KPEiK) nie zostawiają wątpliwości. Będą panele i wiatraki, mnóstwo wiatraków i będziemy mieli najtańszy prąd, którego boi się Putin. I wszyscy zarobią! I Tomasz Lipiński zaśpiewa „Jeszcze będzie przepięknie”, a pan minister Miłosz Motyka od wdzięcznego Narodu otrzyma Order Orła Białego, który wręczą mu zamiast Prezydenta, wdzięczne dzieci w strojach łowickich. I jeszcze…

Nie, nie będzie najtańszego prądu. Putin jeśli już, to pęknie ze śmiechu, a jak ktoś zarobi, to raczej pani Dominika Kulczyk. Pani Prezes zarobi (szacunek), a my zostaniemy z… ministrem Motyką i koniecznością łożenia miliardów złotych na wiatrakowe przedsięwzięcia.

Przewodnicząca KE – towarzysz Czyrek 2.0

Zagadnieniem, które zasługuje na krótki choćby komentarz jest to co dzieje się w organach decyzyjnych Unii Europejskiej. Niezrozumiałe dla wielu, także dla mnie, brnięcie ku katastrofie, której dostrzeżenie nie wymaga jakiś wielkich zdolności profetycznych.

Lubię przywoływać przykład V Plenum KC PZPR, które ogłaszało w październiku 1987 r. konieczność realizacji drugiego etapu reformy gospodarczej. W momencie, kiedy wszystko w PRL, szczególnie gospodarka się waliło, a pierwszy etap reformy był klęską w każdym wymiarze. Wielu w KC wiedziało co się dzieje, ale ci najważniejsi, podejmujący decyzję i dysponujący siłą albo nie zdawali sobie z tego sprawy albo owszem wiedzieli, ale z innych przyczyn nie chcieli ustąpić nawet na milimetr. No wypisz, wymaluj sytuacja w KE. Przecież jak posłuchać wystąpień Ursuli von der Leyen, Przewodniczącej KE o konieczności dalszych „ambitnych” reform i walki o „ratowanie klimatu” to czym to się różni w rewolucyjnym zapale od towarzyszy Czyrka czy Baryły?

Bruksela właściwie nie pyta już, czy coś jest wykonalne. Pyta wyłącznie, czy brzmi wystarczająco ambitnie. Energetyka, przemysł, rolnictwo, imigracja, wolność słowa. To tylko obszary, które można ideologicznie zdobywać, opisując to później w formie kolejnych dyrektyw. Symbolicznym gwoździem do tej trumny zdrowego rozsądku stała się omawiana kilka tygodni temu propozycja redukcji emisji CO₂ o 90% do 2040 roku. Tak, do 2040. Nie do końca wieku, nie w jakieś realniejszej perspektywie, tylko w półtorej dekady. Bez debaty o kosztach, bez gwarancji technologicznych, bez odpowiedzi na pytanie, kto za to zapłaci. Chociaż nie, na to ostatnie odpowiedź znamy: obywatele. Ci sami, którzy już dziś płacą rachunki wyższe o kilkadziesiąt procent i słyszą, że powinni się cieszyć, bo „ratują planetę”. Może dlatego nie podejmuje się dyskusji?

Rok ten pokazał całkowite oderwanie elit unijnych od nastrojów społecznych. Protesty rolników? „Dezinformacja”. Sprzeciw przemysłu? „Lobbing”. Wątpliwości państw członkowskich? „Brak solidarności klimatycznej”. W Brukseli nie ma już sporów – jest jedynie linia, którą należy powtarzać. Kto pyta, ten podejrzany. Kto liczy, ten wróg.

2025 to rok, w którym rozdźwięk między wiarą decydentów UE w realne wyznaczanie globalnych standardów, a rzeczywistością był już tak duży, że co raz intensywniej należy stawiać pytanie: dokąd zmierzamy? Ta idiotyczna walką o zmniejszanie emisji CO₂ jest najlepszym dowodem. Kiedy my kosztem zarzynania naszej gospodarki redukujemy emisje, wyłączając m.in. kolejne bloki węglowe, Świat zużywa jeszcze więcej węgla! Europa sama skazuje się na marginalizację. Dwie dekady temu stanowiła o ok. 25% światowego PKB, dzisiaj to niecałe 15%. I dalej nic nie dociera. Są tylko dąsy i ciągle powtarzane, a to, że Putin, że Chiny traktują nas z góry, że Trump nas obraża krzycząc, byśmy się obudzili. No to budzimy się. Budzimy się w sytuacji, w której co raz mniej znaczymy (o rozmowach pokojowych ws. Ukrainy dowiadujemy się szczegółów, jak nam Prezydent USA zechce coś powiedzieć), ale za to z ambitnym celem redukcji CO₂.

I pozostaje nam mieć nadzieję, że wspomniana wcześniej diametralna zamiana polityki USA zmusi – tak zmusi! – UE do korekty własnego kursu. Czyli czekamy na „efekt Trumpa” także w tej zramolałej instytucji.

Na Zachodzie bez zmian

Nic chyba lepiej nie pasuje do skomentowania polityki naszych niemieckich… przyjaciół, jak właśnie tłumaczenie tytułu znanej powieści Ericha M. Remarque.  To świetnie też komponuje się z moimi tygodniowymi przeglądami energetycznymi, gdzie Niemcy zajmowały stałe miejsce. A bardziej ta szczególna cecha prowadzenia polityki i narracji przez naszych zachodnich sąsiadów, podniesiona tam wręcz do cnoty państwowej – hipokryzja. Nie ma chyba drugiego tak utalentowanego narodu w tej materii. To widać bardzo dobrze w gospodarce i energetyce. Nie chcę teraz pracowicie wymieniać wszystkich przykładów, bo bym musiał napisać artykuł wielkości tekstu dla kwartalnika opinii, kto ciekaw, odsyłam do kolejnych SEPT czy do twórczości takich osób, jak redaktor Aleksandra Fedorska.

Ale te swoiste tańce wokół Rosji, gazu, Nord Stream, aktywów rosyjskich w Niemczech (np. Rafineria Schwedt), te wszystkie Schrödery czy Manuele Schwesig, to warto konsekwentnie przypominać. Tak, jak walkę prowadzoną z polskim węglem w tym samym czasie, gdy bez zażenowania importuje się energię elektryczną z Polski (z czego głównie produkowaną?). Te przedziwne ruchy wobec OZE, przemysłu samochodowego, atomu. Te dopłaty do energii dla przemysłu, które w Niemczech są dobre, bo niemieckie, a w innych państwach są złe, nieeuropejskie. I tak dalej, i tak dalej.

By była jasność, nie mam problemu z tym, że Niemcy twardo walczą o swoje interesy. To poniekąd chwalebne, przynajmniej z ich punktu widzenia. Ale mam ogromny problem – i nigdy z tym się nie pogodzę – gdy Niemcy próbują wymuszać na nas decyzje korzystne dla nich tłumacząc, że to jest w naszym interesie. I nie zaakceptuję tego tonu wyższości, że oni lepiej wiedzą, bo są… no właśnie, lepsi? To doskonale widać w całym tym szalonym Zielonym Ładzie, który oficjalnie „ratuje planetę”, a tak naprawdę miał być potężnym wehikułem wzmacniającym potęgę ich gospodarki i technologii. Tylko, że Chiny okazały się sprytniejsze. A umowa MERCOSUR? Czym jest, jak nie rozpaczliwą próbą ratowania niemieckiego przemysłu kosztem rolnictwa w całej UE?

Niech Niemcy dbają o własny interes. Niech walczą, nawet brutalnie, ale bez opowiadania nam, że robią to dla naszego dobra. I niech nie wtrącają się do polityki innych państw, już nie mówiąc o meblowaniu innych rządów! To wtedy ich nawet polubię.

Polski Atom

Rok 2025 może się okazać jednym z kluczowych dla naszego programu atomowego. Dużo się tu działo. Po początkowych niejednoznacznych sygnałach politycznych, temat polskiego atomu jakby zyskał drugi oddech. Jak wiadomo, zmiana rządu i szukanie nowych kierunków rozwoju – przeważnie na siłę by odróżnić się od poprzedników – nigdy nie sprzyjają projektom strategicznym.

Ale ostatnie miesiące przynoszą szereg pozytywnych sygnałów. Od nominacji Wojciecha Wrochny na Pełnomocnika Rządu do Spraw Strategicznej Infrastruktury Energetycznej i nominacji w spółce Polskie Elektrownie Jądrowe (Marek Woszczyk), po orzeczenia sądów wspierające inwestycję na Pomorzu wbrew różnym pseudoekolgicznym organizacjom (pamiętajmy, że ekspertem jednej z takich organizacji był, może dalej jest, Piotr Niemczyk b.wiceszef UOP). Do tego aktualizacja Polskiego Programu Energetyki Jądrowej (PPEJ) i oczekiwana decyzja KE akceptująca zaproponowany model finansowy inwestycji.

Tempa nabierają też działania PEJ i innych instytucji zaangażowanych w projekt, by wspomnieć o kolejnych dokumentach podpisywanych z partnerem technologicznym, konsorcjum Westinghouse–Bechtel(przede wszystkim umowa pomostowa). To już jest realna baza dla kolejnych prac nad projektowaniem, dokumentacją i badaniami, aby nie tylko mówić o atomie, ale go budować. Nasz kraj tworzy też zaplecze naukowe i technologiczne. Co ważne, w kontraktach i negocjacjach coraz głośniej mówi się o uczestnictwie polskich firm w łańcuchu dostaw, co oznacza, że atom może się stać realnym impulsem rozwojowym dla polskiej gospodarki. Musimy tylko o to zadbać.

Generalnie jestem bardzo krytyczny co do dokonań obecnej ekipy rządzącej z premierem Tuskiem na czele. Ale widać, że coś tam w programie atomowym drgnęło. Mam sporo obaw, nie wszystkie pomysły przyjmuję z uznaniem (np. kontrakt różnicowy do finansowania pierwszej elektrowni), ale wychodzę z założenia, że w tej sprawie należy wspierać decydentów i osoby zaangażowane w projekt. Jak się należy, krytykować, ale powstrzymywać temperament polemiczny. Podobnie z programem małego atomu czyli SMR.

Na kłopoty Nawrocki

Tak, jak zaczynałem niniejszy przegląd prezydentem, tak i prezydentem zakończę.  Ale ze Stanów Zjednoczonych wrócę na naszą ojczystą ziemię i ostatnie słowa poświęcę niedawno wybranemu Prezydentowi RP, Karolowi Nawrockiemu. Bo to był rok Karola Nawrockiego!

Tu już pominę wszystko to co działo się w czasie i po kampanii, bo to dość obszernie opisywali moi koledzy na łamach DOBITNIE i na naszym kanale youtube. Za to skupię się na działaniach podejmowanych przez głowę państwa już po zaprzysiężeniu, a dotyczących energetyki.

Pierwsza refleksja, że Prezydent dotrzymał słowa i nie miał żadnych skrupułów by blokować szkodliwe pomysły rządu.  Przede wszystkim myślę o nowelizacji tzw. ustawy wiatrakowej. Na DOBITNIE sporo o tym pisałem m.in. o szkodliwych, czy wręcz niebezpiecznych zapisach i decyzję Prezydenta przyjąłem z satysfakcją (przypomnijmy np. poprawkę senatorów Waldemara Pawlaka i Stanisława Gawłowskiego o możliwości budowy elektrowni wiatrowych w pobliżu lotnisk wojskowych!). Także kolejne weta, bo rząd otrzymał bardzo jasny komunikat: raz, by przygotowując kolejne projekty ustaw kierował się interesem obywateli, dwa, by prace legislacyjne prowadzone były w bardziej przejrzysty i staranny sposób. Czy Premier Tusk i jego ministrowie przyjmą ze zrozumieniem te sugestie? Mam tu duże wątpliwości, ale tym bardziej weto traktuję jako narzędzie dbania o interes nas wszystkich.

Ale aktywność Prezydenta to nie tylko blokowanie szkodliwych projektów rządu, ale też własne inicjatywy. Tu widać spore zaangażowanie, by wspomnieć tylko o projekcie ustawy „Tani prąd – 33%”. Małość funkcjonariuszy obecnej koalicji powoduje, że projekt utknął w Sejmie, ale jego medialność zmusiła do większej aktywności przedstawicieli rządu. Liczne wypowiedzi i kolejne pomysły Miłosza Motyki, ministra energii są dla mnie oczywistym potwierdzeniem. Ale to nie tylko projekty ustaw, to dialog z partnerami społecznymi i poparcie dla różnych inicjatyw. Zdecydowanie nie da się pominąć Karola Nawrockiego w bieżącej polityce.

I biorąc pod uwagę, że w obszarze energetyki ciągle nowe pomysły zgłaszają tacy tytani jak Paulina Hening-Kloska, Urszula Zielińska czy Miłosz Motyka, to patrzmy na misję Karola Nawrockiego z niegasnącym uczuciem ulgi i nadziei. To jest też powód, by na 2026 r. patrzeć z większym optymizmem, czego sobie i Państwu życzę!

Ilustracja: nalepka „Drill Baby drill!” dostępna: https://www.ebay.com/itm/296642987737

Autor tekstu
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

Wyszukiwarka
Kategorie
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank