Poniedziałek – 1 grudnia
Wracamy. Minione tygodnie to czas pełen wydarzeń, nie sposób nawet je wszystkie wymienić. Dlatego zgodnie z zasadą, bliższa koszula ciału, chciałbym wrócić do wydarzenia organizowanego przez środowisko DOBITNIE czyli Konferencji „Polska Następny Krok, Rozwój, Atom, Węgiel – Dobitnie 2025”.
Razem z naszymi partnerami: NSZZ „Solidarność” – Region Śląsko-Dąbrowski i EC Zagłębie Dąbrowskiemieliśmy ambicję zmierzyć się z pytaniem, właściwie całą sekwencją pytań o przyszłość polskiej energetyki. Czy jest tak, jak chcą niektórzy, że wszystko już jest zdecydowane i dysponentami kluczy do polskiej energetyki są politycy i urzędnicy w Brukseli, a my możemy być tylko wykonawcami tamtejszych dyspozycji? A wtedy konsekwentna, brutalna dekarbonizacja i program „wiatrak w każdym domu”. A może przeciwnie, jest jeszcze miejsce na suwerenność i samodzielne definiowanie, jak należy rozumieć bezpieczeństwo energetyczne? Jak w takiej sytuacji określić ramy transformacji energetycznej?
Nie wiem, czy na wszystkie pytania udało się uzyskać odpowiedź, ale na pewno udało nam się stworzyć forum do uczciwej, czasem bardzo twardej dyskusji. Bez taryfy ulgowej dla kogokolwiek, z lekceważeniem dla politycznie poprawnych tabu z wolą postawienia rzetelnej diagnozy na temat kondycji polskiej energetyki i nadzieją sformułowania dobrych rozwiązań.
Sukces Konferencji i liczne pozytywne opinie, z którymi spotkaliśmy się na samym wydarzeniu, także po utwierdzają nas w przekonaniu, że warto było zaangażować się w jej organizację. Wynosimy też silne przekonanie, że nie możemy zatrzymać się tylko na tym przedsięwzięciu i traktujemy to, jako pierwszy krok. Mamy wiele pomysłów na organizację podobnych wydarzeń – nie tylko dotyczących energetyki – i właściwie już nad nimi pracujemy. Szczegóły wkrótce.
O Konferencji więcej:
Polska – Następny Krok – Rozwój, atom, węgiel,
Konferencja „Polska – następny krok”. O energetyce, uczciwie! – Dobitnie
Wtorek – 2 grudnia
ETS2 podniesie inflację, ale wsparcie i inwestycje mogą osłabić uderzenie – donosi serwis Energy.Drink powołując się na opracowanie analityków ING Banku Śląskiego. Wskazuje się, że po wejściu w życie systemu inflacja może skoczyć nawet o 2,3%. To sporo, choć nasuwa się oczywiste pytanie, czy tylko tyle? Jak zwracają uwagę analitycy: „Banki centralne w regionie dostrzegają rosnące ryzyko wzrostu inflacji ze względu na wdrożenie systemu ETS2 względem transportu publicznego, sektora budynków i małych instalacji przemysłowych”. Taką opinię wyraził niedawno prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński, który przestrzegał przed ryzykiem wzrostu inflacji, choć wspominał o poziomie „tylko” ok. 2%.
Zdaniem autorów presję inflacyjną mogą zmniejszyć działania przyspieszające transformację energetyczną, zmierzające m.in. do budowy systemów efektywnych energetycznie. Tu ogromna rola rządu we wdrażaniu i koordynowaniu stosownych programów modernizacyjnych. Jednak działania te mogą być dalece niewystarczające biorąc pod uwagę gigantyczne wyzwania i koszty, z którymi będziemy się mierzyć próbując dostosowywać się do wymagań unijnych. Mają tu znaczenie dwa główne czynniki: potężny sektor ciepłowniczy opierający się głównie na węglu i wykluczenie transportowe znacznej części obywateli Polski.
Ciekawie w tym kontekście brzmią słowa: „Co ważne, dyrektywa ma zostać wdrożona bezpośrednio do prawa krajów członkowskich, więc przepisy krajowe są niezbędne, aby elementy techniczne mogły zostać wprowadzone w życie”. Przepisy krajowe w randze ustaw. Czyli takie, które muszą zyskać akceptację Karola Nawrockiego, a jak wiemy Prezydent nie jest wielbicielem przedmiotowych regulacji unijnych. Hm…, czy to jest jakiś komunikat? A precedensy z blokowaniem wdrażania ETS2 w Europie już są.
Środa – 2 grudnia
Wspólna konferencja Szefa Sztabu Generalnego, gen. Wiesława Kukuły i kierownictwa Polskich Sieci Elektroenergetycznych z prezesem Grzegorzem Onichimowskim na czele. Uczestnikami byli też członkowie rządu: wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz i minister energii Miłosz Motyka. Poza deklaracjami o współpracy przedstawiciele obu instytucji podpisali porozumienie o współpracy. Ktoś złośliwie mógłby zapytać, dlaczego dopiero teraz, gdy pełnoskalowa wojna za naszą wschodnią granicą trwa już blisko 4 lata, a de facto działania wojenne z różnym nasileniem prowadzone są od ponad 11 lat. Ja nie będę się wyzłośliwiał, przeciwnie, cieszę się, że z tego wydarzenia, bo traktuję je jako komunikat, że dwie kluczowe instytucje dbające o nasze bezpieczeństwo zacieśniają współpracę. W dzisiejszych czasach, pełnych medialnej piany takie informacje mają swoją rangę. I co ważne, ich adresatem są nie tylko obywatele, którzy w ten sposób otrzymują komunikat, że mogą czuć się bezpiecznie, na ile to możliwe, ale też nasi nieprzyjaciele. W niestabilnych czasach to ma swoją wagę. W porozumieniu i na konferencji sygnatariusze mówili o współpracy w zakresie wymiany informacji, doświadczeń, wiedzy eksperckiej, standaryzacji, tworzenia wspólnych kompetencji i szkoleń. Te działania wpisywano w cały proces ochrony infrastruktury krytycznej.
Niestety, głos musiał też zabrać wicepremier Kosiniak-Kamysz i mogliśmy usłyszeć kilka niewyszukanych mądrości na temat prymatu energetyki słonecznej i wiatrowej, w tym: „zniszczenie milionów niezależnych od siebie instalacji fotowoltaicznych, czy rozproszonych farm wiatrowych jest trudniejszym zadaniem niż atak na jedną wielką elektrownie.(…) Dlatego odnawialne źródła energii są taką solą w oku Federacji Rosyjskiej”. Ech…
Panie Premierze, to ja mam prośbę, lepiej jak Pan skupiłby się na sprawach obronności, wojska, bo wydaje się, że lepiej Pan porusza się w tej tematyce, bo mam nadzieję, że po dwóch latach na stanowisku szefa MON, Pan już orientuje się w tych kwestiach. A energetykę proszę zostawić osobom bardziej kompetencyjnie rozwiniętym w tej materii. Nie wiem wprawdzie, czy do tego zbioru można zaliczyć ministra Motykę, ale na pewno jak nie pan minister, to ktoś się znajdzie.
Czwartek – 4 grudnia
Barbórka. Raczej smutna, bo brać górnicza nie ma wielu powodów do świętowania. Jak słyszałem opinie osób związanych z górnictwem, została już chyba tylko tradycja i obowiązek pokłonienia się Św. Barbarze, bo i radość ze spotkania już nie ta co kiedyś.
Zespół DOBITNIE opublikował Raport pt. „Kryzys polskiego górnictwa węgla kamiennego. Analiza przyczyn, skutków i rekomendacje naprawcze”. Smutna to lektura. W 2024 r. polski sektor węglowy zanotował stratę 13,4 mld zł., choć jeszcze 2023 r. kończył z generalnym wynikiem 4,8 mld zł zysku. Prognozy na 2025 r. też nie napawają optymizmem. Koszt wydobycia przekroczył 1000 zł za tonę, a cena sprzedaży to zaledwie 330 zł.! Już tylko te dane muszą wywoływać wstrząs, bo pogorszenie się wyniku całej branży zaledwie w rok o ok. 19 mld musi szokować.
Najgorsza sytuacja jest w największej naszej kompanii górniczej w Polskiej Grupie Górniczej (PGG). To tu jest największy koszt wydobycia tony węgla i tu notujemy najniższą wydajność wydobycia w przeliczeniu na jednego pracownika. Porównanie danych ekonomicznych między PGG a Lubelskim Węglem Bogdanka (LWB) to przepaść.
Raport bardzo krytycznie ocenia nadzór państwa nad całym sektorem, który od lat był nieadekwatny do skali wyzwań, największą krytykę kierując jednak w stronę obecnej ekipy. Smutnym potwierdzeniem tych działań było powołanie, a później likwidacja fasadowego de facto Ministerstwa Przemysłu z siedzibą w Katowicach. Resort, który miał być bliżej spraw Śląska, w tym górnictwa po stronie sukcesów może zapisać… no właśnie co, to że powstał i funkcjonował półtora roku? Ale zły nadzór to nie tylko te nieszczęsne ministerstwo, to rozdrobnienie spraw górnictwa i energetyki pomiędzy trzy co najmniej resorty. To nie może dobrze działać.
Kolejnym fatalnym akordem jest polityka unijna, której niesławnym symbolem jest tzw. Zielony Ład. Fatalnie, że Polska, a szczególnie obecny rząd nie jest w stanie w jakikolwiek sposób temu się przeciwstawić. To szczególnie widoczne jest w praktyce tej ekipy, bo te „sukcesy”, jak szumnie odtrąbione przez minister Paulinę Hening-Kloskę przesunięcie wejścia w życie ETS2 wywołują tylko śmiech, o ile ktoś jest zdolny do śmiechu przez łzy.
Raport oprócz diagnozy zawiera też obszerny katalog rekomendacji. Tyleż koniecznych, co pilnych. Można z poszczególnymi rekomendacjami i samym raportem polemizować, ale nie można go pominąć w dyskusji o górnictwie. To kolejny element – po wcześniej omawianej Konferencji w Zabrzu i bogatego już zbioru naszych artykułów i analiz, który wzmacnia nasz mandat do dyskusji o przyszłości polskiego górnictwa i energetyki.
Piątek – 5 grudnia
Będziemy uczyć Niemców na nowo podejścia do energetyki jądrowej– powiedział minister Wojciech Wrochna, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej w wywiadzie dla serwisu WNP.pl. To generalnie interesująca rozmowa, w które nie zabrakło zaskakujących stwierdzeń np., że cele dekarbonizacyjne Polski u UE nie są motywowane ideologicznie. Pan minister próbuje nas przekonywać, że mogą to być wymogi… ekonomiczne. Dość wysoko oceniam kompetencje pełnomocnika, więc zostawię to bez komentarza.
Ale wśród wielu ciekawych wątków zwrócę uwagę na fragment dotyczący naszej energetyki atomowej i planów budowy pierwszej elektrowni na Pomorzu. Mając na uwadze zaangażowanie środków publicznych (ponad 60 mld zł.) inwestycja musi zyskać akceptację Komisji Europejskiej. Według wcześniejszych deklaracji przedstawicieli rządu decyzja w Brukseli powinna zapaść do końca roku. Mamy już pierwszą dekadę grudnia, rozstrzygnięcia wciąż nie ma. Minister zdaje się być jednak optymistą, choć bardzo ostrożnym: „Czasu jest coraz mniej, musimy być „bardziej pewni”, że to może się wydarzyć. Mam nadzieję, że to będzie dobry prezent dla polskiej energetyki, być może szybciej, niż przed samą Gwiazdką”. Osobiście wolę odwołanie się do Świąt Bożego Narodzenia, tak czy tak, to już niedługo i zweryfikujemy na ile optymizm ministra Worochny i innych członków rządu jest uzasadniony.
A, że może być problem informuje w serwisie Wysokie.Napięcie Bożena Horbaczewska, ekspert ds. energetyki jądrowej,m.in. członek Polskiego Komitetu Światowej Rady Energetycznej, pracownik naukowy na SGH. Pani doktor, kolejny zresztą raz, zwraca uwagę na ryzyko, jakie niesie ze sobą wybranie przez obecnych decydentów Kontraktu różnicowego (CfD) do finansowania inwestycji. I dość wątpliwych założeń dotyczących pracy elektrowni przyjętych przez spółkę PEJ. W efekcie mamy bardzo poważne ryzyko, że przy ewentualnej akceptacji wniosku przez KE i po uruchomieniu elektrowni będziemy uzyskiwali z tego źródła dużo mniej energii niż zakładamy, a energia ta będzie koszmarnie droga. Zapłacimy za to wszyscy, czy w naszych rachunkach czy z budżetu państwa. Ale to pod warunkiem, że Bruksela nie wniesie sprzeciwu. A trzeba zauważyć, że KE jest bardzo niechętna by energetykę atomową finansować z kontraktów CfD z definicji bardzo korzystnych dla inwestorów. Dla projektów OZE, proszę bardzo, tu urzędnicy brukselscy wspierają z całego serca, ale nie dla atomu. Przekonali się o tym Czesi realizując inwestycję w Dukovanach, sprzeciw KE niezwykle skomplikował plany Pragi. Mamy więc w perspektywie dość fatalną alternatywę: brak zgody KE na realizację elektrowni w takim modelu, ewentualnie przy decyzji pozytywnej ryzyko produkcji bardzo drogiej energii podważającej ekonomiczny sens inwestycji.
Trudno nie zadać pytania, czy jest sens tak ryzykować sukcesem całego projektu? Czy nie ma innego modelu? W każdym wymiarze ryzykujemy fiaskiem przedmiotowego projektu. Czy o to nam chodzi? Byśmy nie mieli elektrowni atomowej?
Sobota– 6 grudnia
Informowałem już w SEPT o podwyżkach opłat wchodzących w skład naszych rachunków za energię elektryczną. Była więc podwyżka opłaty mocowej, potem opłaty OZE. Uśredniając miesięcznie to wzrost dla przeciętnego gospodarstw domowego między 7 a 10 zł. Teraz pojawił się temat kolejnych opłat jakie widnieją na naszych rachunkach tj. opłaty kogeneracyjnej i przejściowej. I tu niespodzianka, nie będzie podwyżki opłaty kogeneracyjnej a opłata przejściowa ma być zlikwidowana. Zawdzięczamy to ministrowi energii, Miłoszowi Motyce, który oświadczył, że podjął taką decyzję. Nie doczytałem, na czyj wniosek, więc chyba jednoosobowo. Dobrodziej! Wprawdzie poziom opłaty kogeneracyjnej, podobnie jak dotyczącej OZE to ok. 10-15 zł. rocznie (3 zł./MWh), czyli nie dużo, ale brak podwyżki to zawsze dobra wiadomość. Opłata przejściowa to już zupełne grosze.
Tu przyznam, że nie wiem skąd się wzięła ta dyskusja i problem podwyższenia tej opłaty, bo trochę tak wygląda, że znikąd. Ja oczywiście w to nie wierzę, bo przecież wtedy to pan minister bohatersko rozwiązałby problem, którego nie ma. A może to efekt inicjatywy Prezydenta Nawrockiego i jego projektu ustawy pn. „Tani prąd – 33 procent”? Bo tam pojawił się pomysł likwidacji opłat: kogeneracyjnej, przejściowej, mocowej i OZE.
Niedziela – 7 grudnia
Kolejny cios w zwolenników teorii, że energetyka wiatrowa to samo dobro. Tym razem uderzenie przyszło z niespodziewanej strony – prestiżowego magazynu naukowego Science! Autorzy w obszernym i trzeba przyznać niełatwym tekście przedstawili problemy, jakie pojawiają się środowisku naturalnym w pobliżu wielkich wiatrowych farm morskich. W największym skrócie instalacje takie mogą generować efekt lokalnego… ocieplenia!
Artykuł przedstawia wyniki modelowania, które pokazują, że duże morskie farmy wiatrowe mogą istotnie zmieniać warunki oceaniczne i atmosferyczne w swoim otoczeniu. Według autorów, turbiny osłabiają prędkość wiatru przy powierzchni, co prowadzi do zmniejszenia mieszania wód i spłycenia warstwy podlegającej naturalnym procesom wymiany. W efekcie woda przy powierzchni ociepla się o 0,3–0,4°C, a głębsze warstwy stają się chłodniejsze i bardziej odizolowane. To z kolei wywołuje wzrost pionowych strumieni ciepła oraz zmianę stabilności atmosfery. Bo te cieplejsze na powierzchni morze wpływa na całe otoczenie: na faunę, florę i lokalne warunki atmosferyczne.
Tu właściwie mógłbym zakończyć i dla lepszego efektu dać konkluzję w stylu: wiatraki niszczą morskie ekosystemy. Bo przecież często podobną metodę stosują zwolennicy teorii antropogenicznego (spowodowanego przez człowieka) ocieplenia klimatu. Biorą jeden model klimatyczny lub jeden tekst problemowy oparty na jednym badaniu albo jedną katastrofę naturalną i bombardują nas krzykliwymi nagłówkami w stylu „planeta płonie”. Więc nie, ograniczę się do konkluzji, że problem należy dalej badać. To był zresztą jeden z kluczowych wniosków przedstawionych przez autorów opracowania. Wielu rzeczy jeszcze nie wiemy, a same modele to niezwykle skomplikowana i obarczona ryzykiem błędu praca. I to jest uczciwe postawienie problemu.
I pamiętajmy: Precz z Zielonym Ładem!
Materiał powstał dzięki współpracy z Wojciechem Jakóbikiem i serwisem Energy Drink.
Źródła:
www. energydrink.today/2025/12/02/ets-2-wzrost-inflacja-prognoza-ing/
www. biznesalert.pl/pse-zaciesniaja-wspolprace-z-wojskiem-by-ochronic-infrastrukture/
www.wnp.pl/energia/na-te-decyzje-czeka-cala-polska-energetyka-wiceminister-mowi-wnp-byc-moze-nawet-przed-gwiazdka,1010612.html
www.wysokienapiecie.pl/115246-tak-dla-elektrowni-atomowych-ale-pomysl-na-ich-finansowanie-wymaga-refleksji/
www. biznesalert.pl/minister-energii-nie-bedzie-podwyzki-oplaty-kogeneracyjnej-w-2026-roku/
www.science.org/doi/10.1126/sciadv.adw7603
