O mój Boże, 45 lat – kiedy to się stało? Tak, byłem pod Stocznią, miałem 18 lat, skończyłem liceum i przyjechałem na wakacje do Gdańska z rodzicami. Mieszkaliśmy u znajomych na Żabiance. Rodzice pojechali wcześniej, ja dojechałem jak się już zaczęło. Przed wyjazdem słuchałem Wolnej Europy i coś tam już wiedziałem, ale nie do końca rozumiałem. Patrzyłem na Stocznię z okien pociągu, byłem kilka razy pod bramą, ale tą boczną, która była pokazana w „Człowieku z marmuru” kiedy Radziwiłowicz szedł do Jandy po schodach nad torami. Nawet nie wiedziałem, że jest ta najważniejsza – główna. Po tygodniu strajku wyjechaliśmy nad jezioro koło Bytowa i tam słuchałem negocjacji, które były transmitowane przez lokalne radio. Wielka historia była koło mnie, niby w niej uczestniczyłem, ale zupełnie biernie. Jeszcze nie rozumiałem, że setki flag nad zakładami pracy oznaczają zupełną zmianę, że ludzie nie są zainteresowani tylko michą, że słowo Polska, bez żadnych dodatków typu Rzeczpospolita i Ludowa, ma dla nich ogromne znaczenie. Że Ci robole w beretach to jest sól tej ziemi i Bóg, Honor i Ojczyzna są im dużo bliższe niż inteligentom. Oni po prostu mieli jakiś błąd w DNA i nie umieli pokochać komunizmu, który jakoby miał być ich ustrojem. I mimo, że wtedy nikt nie wystąpił z postulatem zmiany nazwy Stoczni i usunięcie z niej Lenina to było jasne, że wódz rewolucji nie był ich wodzem.
45 lat temu okazało się, że to nie przywódcy partyjni, nie dziennikarze ani intelektualiści, ale prości, wydawałoby się, ludzie noszą buławy marszałkowskie w plecakach. Do pracy szedł Wałęsa (nie jest moim celem wchodzenie dzisiaj w jego kwestie agenturalne), a po niedługim czasie wychodził Nasz Lechu, który podpisał porozumienie mając w klapie Matkę Boską i ogromny długopis z Papieżem, a na dodatek różaniec na szyi. Tadek Jedynak, którego poznałem osiem lat później, przyszedł do roboty na pierwszą zmianę, strajk już trwał, o czym mało kto wiedział. Tadek był osobą znaną na swoim oddziale i koledzy poprosili żeby coś powiedział bo komisja resortowa, która przyjechała na Manifest Lipcowy z Katowic była mało chętna do współpracy. To Tadek się tak odezwał, że zaraz sala go wsadziła do Komitetu Strajkowego i po kilku dniach wyszedł z kopalni jako niekwestionowany lider mimo, że przewodniczącym był Jarosław Sienkiewicz, człowiek partii, najprawdopodobniej od początku wstawiony w celu skanalizowania protestu i rozbijania go.
Andrzej Rozpłochowski poznał Jacka Jagiełkę w przeddzień strajku w Hucie Katowice. Było zebranie załogi z wydziału i obydwaj dość mocno zabierali głos. Tego dnia do strajku nie doszło, dyrekcja miała spełnić postulaty, ale z najważniejszego się nie wywiązała: w telewizji miano ogłosić, że załoga Huty popiera postulaty stoczniowców. A ponieważ nic nie ogłoszono, to następnego dnia Huta stanęła. A kolejnego Rozpłochowski został szefem już nie tylko hutniczego, ale już Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego, w którym był też Jagiełka. I o ile ten drugi miał już przeszłość opozycyjną, to właśnie Andrzej okazał się fantastycznym mówcą, trybunem i z czasem radykalnym antykomunistą. Czy zafukcjonowałby w życiu społeczno- politycznym gdyby nie ten strajk i późniejsza Solidarność? Tego nie wiemy, ale to kolejny przykład człowieka, który wychodząc do roboty nie wiedział, że wielka fala wyniesie go nie tylko na lidera ruchu społecznego, ale zmieni diametralnie jego życie.
Leszka Waliszewskiego poznałem 25 lat po tym, jak został pierwszym Przewodniczącym Regionu Śląsko – Dąbrowskiego. Opowiadał mi, że jak zaczął się strajk w FSO w Tychach to czuł, że dzieje się coś strasznie ważnego. Początkowo nie został wybrany do komitetu strajkowego i miał wrażenie, że go omija wielka przygoda, że jakby znalazł się na bocznym torze. Jednak trafił do tego komitetu i został nawet szefem Międzyzakładowej Komisji Założycielskiej późniejszego MKZ Tychy. To był moment, który zdecydował, że jego życie potoczyło się zupełnie inaczej, tak jak każdego z opisanych. Wszyscy działali w Związku, wszyscy kandydowali na przewodniczącego Zarządu Regionu Śląsko – Dąbrowskiej Solidarności, wszyscy byli ponad rok internowani. Tadek został szefem podziemia, wszedł do podziemnych władz krajowych, Leszek wyjechał do Stanów i wrócił w początkach XXI wieku. Andrzej odsiedział 2,5 roku, potem działał w podziemiu, ale przez swój radykalizm był coraz bardziej sekowany przez Wałęsę. Wyjechał do Stanów w 1988 a wrócił w 2010. Tadek i Andrzej nie żyją już kilka lat. Zresztą, co naturalne nie żyje coraz więcej osób. Tadek ma swój plac nazwany jego imieniem, w Jastrzębiu przed dawnym „Manifestem”, niestety w Katowicach władze nie są zainteresowane upamiętnianiem swoich bohaterów z lat 80.
A przecież to nie tylko te kilka postaci. To całe tłumy mniejszych i większych liderów czy liderek: Teresa Baranowska, Danka Skorenko, Jadzia Chmielowska. Można wymieniać godzinami. I kiedy o tym piszę to nachodzi mnie refleksja ile takich osób jest obecnie wśród nas? Czy my jesteśmy skazani na liderów, których aktywność zaczęła się w tamtych czasach? Czy teraz nie ma 25-30 latków, którzy rano wychodząc do pracy po kilku dniach mogliby stać się przywódcami nowych ruchów? Oczywiście to jest pewne uproszczenie bo była sytuacja rewolucyjna, a właściwie kontrrewolucyjna i tylko w takich warunkach mogą objawić się tacy ludzie. Jednak czysta statystyka wskazuje na to, że oni są, tylko chyba brakuje im impulsu, bodźca, jakiejś iskry, która rozpaliłaby ten ogień miłości do Polski i chęci życia w lepszym kraju.
Minęło 45 lat, to blisko dwa pokolenia, dzieci zdecydowanie starsze niż ja wtedy, wnuki za niedługo dogonią mój wiek z tamtego czasu. To był naprawdę sierpień gniewnych ludzi. Ale ten gniew był twórczy, to był gniew na brak wolności i poniżanie godności ludzkiej. W Stoczni strajk zaczął się w obronie zwolnionej Anny Walentynowicz, w HK z powodu oszustwa dyrekcji, która nie wywiązała się z obietnicy zamieszczenia informacji w telewizji. W Manifeście też może rozeszłoby się, gdyby dyrektor nie zwyzywał robotników od baranów, którym trzeba dać żreć siana. Niech to będzie przestrogą dla rządzących. To, że nowych, gniewnych ludzi nie widać to nie znaczy, że ich nie ma. Zawsze mogą się przebudzić. Warto o tym pamiętać. Pozwalam sobie to napisać dosyć dobitnie.
