Wszyscy eksperci od Trumpa i Maduro

Wszyscy eksperci od Trumpa i Maduro

blank

Dawniej szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie, a teraz otwieramy kompa, logujemy się na FB czy X i już jesteśmy równi wielkim tego świata. Ba, jesteśmy mądrzejsi i wiemy lepiej, co Trump, Macron czy Tusk lub Kaczyński powinni zrobić. Takie twórcze rozwinięcie słów Lenina, że kucharka może rządzić państwem, czy też — zgodnie ze słowami Napoleona — o buławie marszałkowskiej w plecaku szeregowego żołnierza. I nie ma w tym nic złego, bo też na tym polega demokracja, że każdy ma prawo do wypowiadania swoich poglądów i może gadać nieprawdopodobne głupoty albo też rzeczy mądre.

I nie problem, kiedy ludzie anonimowi, jak nie przymierzając piszący te słowa, opublikują coś, o czym mają średnie pojęcie. Można się wtedy uśmiechnąć i powiedzieć, że chłop udaje, iż zna się na wszystkim, a gada czy pisze głupoty. Gorzej z celebrytami, którzy wiedzą wszystko na każdy temat. Po akcji Stanów w Wenezueli okazuje się, że ludzie ze świata kultury mają ogromną wiedzę na temat prawa międzynarodowego, niuansów polityki prowadzonej przez wielkie mocarstwa i orientują się świetnie w tematach związanych z Ameryką Południową.

Dzięki panie Trump, tylko co dalej?

Ostatnio zajmowaliśmy się wszyscy podsumowaniami politycznymi mijającego roku, a tu — na samym początku nowego — wielkie buuum. Maduro porwany przez Trumpa i już nowy rok mamy ustawiony. Ludzie z prawicy złego słowa na Trumpa nie powiedzą, bo wiadomo: wszystko super i tylko brawo. Druga strona z kolei nie zostawia suchej nitki — co prawda Maduro to świnia, ale Trump nie lepszy: złamał prawo, otworzył drogę Putinowi, na Kremlu szampany i Chiny się cieszą. Najgorzej z politykami Koalicji, bo chcieliby powiedzieć, że ten Trump to kanalia, ale nie da się — bo cholernik pamiętliwy i po wypowiedziach sprzed czasu prezydentury na jego temat to nie można, bo jeszcze się wkurzy i w Polsce zrobi to samo. Z kolei politycy opozycji chcieliby, żeby zrobił, ale tylko sygnalizują to w niezbyt mądrych tweetach, bo nie wypada. I tak, jak w przysłowiowej soczewce, mamy sytuację typu słoń a sprawa polska. Możemy też mówić o efekcie motyla, który jakoś zawsze działa na Polskę, omijając inne kraje lub ledwie je muskając, a u nas wywołuje tsunami.

Otóż jako publicysta piszący do wąskiego grona i niezbyt opiniotwórczy mogę sobie pozwolić na swoją własną opinię, idącą trochę w poprzek podziałów politycznych. Wydaje mi się ona zdroworozsądkowa, chociaż być może tylko mi się tak wydaje. Dodam tylko, że nie znam się ani na prawie międzynarodowym, ani tym bardziej na sytuacji politycznej w Ameryce Południowej czy Środkowej. Wiem tylko jedno: Maduro jest komunistą, jakim był jego poprzednik Chávez, i to wystarcza, żeby go pozbawić władzy w jakikolwiek sposób. Jeżeli na dodatek dopuścił się zbrodni, wśród których narkobiznes byłby tak samo istotny jak u Ala Capone kłopoty z płaceniem podatków, to i tak należało gościa zamknąć. W Polsce obchodzimy rocznice Grudnia ’70 i ’81 — tam takich wydarzeń było więcej, z większą liczbą ofiar. Morderstwa szły w tysiące. I patrząc z tej strony, mogę powiedzieć tylko jedno: dzięki, Panie Prezydencie Trump. Mało tego, zapowiedź ewentualnego ataku na Kubę, kolejną skamielinę komunizmu, budzi moją jak największą radość i uznanie. Jeżeli to samo chciałaby zrobić Ameryka z Koreą Północną, Chinami i Rosją, to jestem za i podpisuję się obiema rękami.

Komunizm, interes i granice siły

Oczywiście to już są tylko moje pobożne życzenia i nierealne marzenia. Wszędzie, gdzie jest komunizm, żadne międzynarodowe umowy nie powinny obowiązywać, bo komunizm jest złem, z którym walka jest obowiązkiem całego wolnego świata. A że Trump robi to nie z miłości do demokracji, tylko w imię naftowego biznesu — niewiele mnie to interesuje. Stany Zjednoczone nie przystąpiły do wojny w 1939 roku i nie zależało im na wyzwoleniu Europy, tylko na własnym interesie. Ba — to Niemcy i Włosi wypowiedzieli im wojnę w grudniu 1941 roku. Z czasem Ameryce było po drodze z jedną częścią Europy, a mniej po drodze z drugą, którą po wojnie oddali Sowietom. Czy w związku z tym Francja czy jakaś mała Holandia miały się obrazić, że ich los wcześniej Stanów nie interesował? A co Polska czy inne kraje Europy Wschodniej, wcześniej nikczemnie oddane ZSRR? Tu jest wspólny interes i Europy, i Polski — rozdzielanie włosa na czworo jest nikomu niepotrzebne.

Oczywiście, gdyby to się wydarzyło za rządów Kamali, piania z zachwytu trwałyby miesiącami (szczególnie gdyby była to krucjata w obronie mniejszości takich czy innych), ale zrobił to pomarańczowy tyran, więc jest jak jest. Jakieś bzdury i opowieści o nowej epoce w polityce światowej są tak głupie, że bolą uszy i oczy. No to może przypomnijmy sobie kompromitujące operacje w Zatoce Świń na Kubie czy próbę odbicia zakładników „Orli Szpon” w Iranie — obie zakończone niepowodzeniem. I głównie to, a szczególnie tę pierwszą, różniło od obecnej sytuacji. A co z Panamą i Hondurasem już po 1989 roku? Jaka nowa epoka? Owszem, możemy mówić o nowym rozdziale tej samej opowieści, bo wszystko już było — jak rzekł Ben Akiba u Gałczyńskiego.

Ale żeby nie było tak słodko: opowieści Trumpa o zajęciu Grenlandii czy groźby wobec Meksyku są niedopuszczalne i tu żadne wygibasy słowno-muzyczne, które miałyby to tłumaczyć, nie mają uzasadnienia. Równie słabo wyglądają opowieści, że Amerykanie będą teraz rządzić Wenezuelą do czasu, aż powstanie tam przychylna władza. Komunizm, narkobiznes i rzeczywiste zagrożenia dla interesów USA (choćby sytuacja Kanału Panamskiego na początku rządów Trumpa) jak najbardziej usprawiedliwiają działania siłowe. Aneksje niepodległych krajów są niedopuszczalne. Trump, jaki jest, każdy widzi. Dla prawicy — nie tylko polskiej — jest po trochu mężem opatrznościowym. Ale nie patrzmy w niego jak w obrazek, bo ma zarówno dobre, jak i złe strony. Oczekiwanie, że wjedzie do Polski na białym koniu lub mianuje kogoś na swego namiestnika, jest niedorzeczne. Prawica musi sama wygrać, poprzez zmianę myślenia o polityce i poprzez zmianę pokoleniową. I dobrze byłoby, żeby politycy i publicyści prawej strony zrozumieli to bardzo dobitnie.

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank