U Świętego Łukasza stoi, że w niebie większa radość z jednego nawróconego niż z 99 sprawiedliwych. A co jak tych nawróconych jest 99 na jednego sprawiedliwego, a ich nawrócenie jest bardzo okresowe?
Chwalić Boga, nie muszę takich trudnych dylematów rozstrzygać, gdyż zajmuję się doczesnością, a w tej doczesności od wczoraj, zastępy kandydatów na świętych. Ludzi szczególnie stroskanych jakością naszego życia duchowego, tym czy sanktuaria dostatecznie dostojnie spełniają swą rolę i czy kult maryjny w Polsce jest w należyty sposób podtrzymywany.
Nie muszę już chyba nawet wspominać o panu Giertychu, którzy wraz z małżonką regularnie za swą zacną doczesną posługę i wdrażanie cnót katolickich w życiu na co dzień domagają się od podwarszawskiej wspólnoty powiązanej z Opus Dei szczególnego szacunku, a lokalnego księdza komunii co tydzień. Ostatecznie Giertych senior umacniając polski katolicyzm przez współpracę z generałem Jaruzelskim, a także głoszenie tez w rodzaju tych, że dinozaury żyły razem z ludźmi zapewnił całej rodzinie na pokolenia pierwszą ławkę w kościołach.
Tych, którzy teraz już chcą odpowiadać, że przecież ptaki… uprzedzam. Nie chodziło mu o ptactwo, które ponoć nadal jest w stanie dinozaurzym, a o wielkie stwory chodzące na czterech łapach, czy jak się tam odnóża tych potworów nazywały.
Za Giertychami idą inni. Pielgrzymka kibiców i wzajemnie pozdrowienia z prezydentem Karolem Nawrockim oburzyły tak stroskanych jakością liturgii i jej otoczki świeżo narodzonych katolików jak Dariusz Joński, a także gwiazdy pióra w rodzaju Bartosza Wielińskiego albo niejakiej Kublik nazywanej niegdyś nieelegancki przez obecnego marszałka Sejmu “cynglową”. Jak widać i czekiści czasem lądują pod krzyżem.
Wszystko za sprawą kibiców na Jasnej Górze i prezydenta. A przecież to miejsce, gdzie zamiast takich spotkań mógłby przykazania miłości uczyć Niesiołowski albo mogłyby się odbywać modły w intencji niejakiej pani Gizeli, by mogła więcej swoich ulubionych zabiegów wykonywać i umieszczać relacje na Instagramie. Miłośnicy sportów ekstremalnych mawiają “sky is no limit”, w tym przypadku można by rzec “Heaven is no limit”. Po polsku jedno i drugie “niebo”.
Budująca jest ta moc przyciągania naszej wiary i kultury. Nawet ludzi całkiem jej obcych. W końcu ja nie wtrącam się ani w ustrój wewnętrzny i to kogo przyjmują na zebraniach Lewicy, operatywkach “Gazety Wyborczej”. Nie wtrącam się w to co dzieje się wewnątrz klubów Krytyki Politycznej albo dajmy na to w synagogach.Nie instruuję cerkwi ani związków muzułmanów jak mają żyć i ze sobą gadać, bo to nie moi. Nawet w przypadku Kościoła Katolickiego jestem bardzo ostrożny, bo tęgi ze mnie grzesznik i umiarkowanej jakości wierny. Ale jednak jakoś tam zaangażowany w przeciwieństwie do ludzi,m którzy ten Kościół na co dzień i od święta zwalczają, a nagle się zatroszczyli o surowe wymogi, które stawiają Jasnej Górze.
Byłoby to nawrócenie fantastyczne, gdyby je poprzedzały żal za grzechy, szczera skrucha, spowiedź i win odkupienie. A tak, drodzy stroskani propagandziści z “Wyborczej”, Platformy i starego SLD, wybaczcie, ale mówiąc waszym jezykiem: wyp…ć!
