„Polityka” umieściła na okładce wizerunki Pierwszej Damy oraz małżonki Szymona Hołowni jako ilustrację do tekstu na temat emerytów mundurowych w Polsce. Przekaz prosty: oto żony polityków korzystają z emerytalnych przywilejów jeszcze przed czterdziestką. Eksmarszałek zareagował z oburzeniem: wara od rodzin! Hmm, punkt widzenia zależy, jak widać, od punktu siedzenia.
Oczywiście, tak po ludzku, żal mi Szymona Hołowni. W ciągu dwóch lat z „gigachada” i pieszczocha mediów stał się politycznym pariasem. Niezależnie od zastrzeżeń, jakie można wobec niego żywić, trudno nazwać go osobą nieuczciwą albo krętaczem.
Po zeszłorocznym spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim Hołownia, mówiąc kolokwialnie, przegwizdał sobie u liberalno-lewicowych komentatorów. Później było tylko gorzej. Teraz ci, którzy w grudniu 2023 roku chcieli karnie ścigać osoby kpiące z ówczesnego marszałka Sejmu (z paragrafu o znieważeniu konstytucyjnego organu państwa) używają sobie na Hołowni ile wlezie.
Pan Szymon zapewne kończy swoją przygodę z polityką, a raczej polityka kończy przygodę z nim. Niemniej, narzekając na ataki, powinien zrobić sobie mały rachunek sumienia – wszak zaczynał jako publicysta religijny. Czy w czasie kampanii prezydenckiej, kiedy mieszano z błotem nie tylko Karola Nawrockiego, ale próbowano dobrać się do jego rodziny, protestował? Czy było słychać donośne głosy oburzenia, gdy co miesiąc banda zaburzonych nienawistników robi hecę pod pomnikiem smoleńskim?
Nie mam żadnych wątpliwości, że standardy polskiej polityki osiągają dno, a zachowania, przed którymi zawahałby się lump, stają się nową jakością. Po obu stronach sceny politycznej. Jednak, jeżeli ktoś uważa, że takie zasady są w porządku, to niech będzie konsekwentny. Bo zdjęcie pani Hołowniowej na okładce „Polityki” to pieszczota w porównaniu z tym, co spotyka innych polityków, którzy wypadli z łask kierownictwa partii i państwa.
Niech Pan nie płacze, panie Szymonie.
