Ludowcy mogą powalczyć o centrowych wyborców zniechęconych do PiS. O ile Tusk im nie przeszkodzi

Ludowcy mogą powalczyć o centrowych wyborców zniechęconych do PiS. O ile Tusk im nie przeszkodzi

blank

Zaskoczenie? Raczej nie. Przemysław Czarnek był na krótkiej liście faworytów do nominacji na przyszłego premiera z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Łyżką dziegciu w beczce słodkiego miodu zwycięstwa jest fakt, że ta nominacja następuje półtora roku przed wyborami, w dodatku w momencie, gdy PiS w sondażach ma najgorsze od wielu lat notowania. Donald Tusk skomentował ten wybór krótko: będziemy mieli przeciwko sobie trzy Konfederacje. Walka o radykalnego wyborcę między trzema prawicowymi partiami może oznaczać wymarzoną sytuację dla ludowców i części Polski 2050.

Należę do tej grupy, która uważa, że mityczne centrum co prawda istnieje, ale jest kiepskim materiałem na oddzielną, w miarę silną formację. Dzieje centrowych inicjatyw są podobne i podobnie nieudane: start z wielkimi nadziejami i sondażami pokazującymi, że taka formacja może zdobyć i 20 proc. głosów. Potem zaś wybory i żenująca klęska.

Nie znaczy to oczywiście, że centrowy wyborca jest jak biały kruk. Owszem, istnieje i to nie na marginesie. Tylko, że ten wyborca raczej lokuje swoje sympatie w już istniejących ugrupowaniach, a nie w hipotetycznych inicjatywach. Kiedyś lokował je w Platformie Obywatelskiej i w PiS, ale po tym, jak Tusk wyciął do korzeni centroprawicę we własnej partii, głosy centroprawicowych wyborów jego ugrupowania częściowo zasiliły liberalną Polskę 2050.

Centrowy wyborca niczym ronin

Teraz mamy sytuację, w której centrowy wyborca nie wie, co ze sobą począć. Koalicja Obywatelska przesunęła się zdecydowanie na lewo. Polska 2050 pękła, a sondaże każdej z tych połówek dają 1-2% poparcia. Prawo i Sprawiedliwość obrało zaś kurs ścigania się z konkurentami, którzy są bardziej radykalni od tego ugrupowania. Nie chcę tu analizować, na ile ten ruch trapionej słabościami głównej partii opozycyjnej może pomóc, a na ile zaszkodzić. Wydaje się jednak, że przynajmniej na pewien czas zażegnał groźbę rozpadu partii Kaczyńskiego.

Na polskiej scenie politycznej jest jednak jeszcze jedno ugrupowanie, które potencjalnie może zawalczyć o głosy centrum. Nie w skali takiej, by dostać zastrzyk 10-12 punktów procentowych więcej, ale na pewno w takiej, by bezpiecznie w sondażach przekroczyć próg wyborczy. To Polskie Stronnictwo Ludowe.Dziś w większości badań osiąga wynik 4-5%, co oczywiście nie daje pewności wejścia do Sejmu. Pytanie, czy ludowcy porozumieją się z częścią Polski 2050 (bo druga część wyraźnie prze do roztopienia się na wspólnej liście z KO)?

Samo takie porozumienie to tylko punkt wyjścia. Konieczna byłaby nowa narracja, nowe oblicze ugrupowania, które mocniej kładzie nacisk nie tylko na interesy rolników, ale i innych grup społecznych. Które będzie umiało odróżnić się od KO, akcentować różnice i w razie potrzeby stanowczo się ścierać w ramach koalicji. Które również będzie potrafiło zabiegać o centroprawicowego wyborcę, zawieszonego między sceptycyzmem wobec ostrego zwrotu PiS w kierunku obu Konfederacji a rozczarowaniem wobec rządu.

PiS chciał unicestwić PSL. Czy Tusk pójdzie tą drogą?

Istotny będzie jeszcze jeden czynnik. PiS przez dwie kadencje swoich rządów uczynił jednym z priorytetów unicestwienie PSL i uczynienie siebie hegemonem na terenach wiejskich. Ludowcy osłabli, ale ich korzenie wciąż są mocne. Z tego powodu koalicja PiS-PSL jest dzisiaj niewyobrażalna: nie wchodzisz w pakt z silniejszym, który chce cię zniszczyć. Ale czy Tusk ma wobec ludowców inne plany?Czy nie jest przypadkiem tak, że chciałby powtórzyć w stosunku do ludowców scenariusz Nowoczesnej, który już całkiem wyraźnie stara się uskutecznić wobec rozbitej Polski 2050? PSL z niskimi notowaniami sondażowymi jest kuszony wspólną listą z KO (niezależnie od nazwy tej listy), jednocześnie rozpoczyna się „praca” nad działaczami, których łatwiej wciągnąć w orbitę Tuska. KO chciałaby mieć mocne przyczółki na wsi – a najłatwiej to uczynić kosztem PSL.

Tymczasem w strategicznym interesie Tuska leży to, by ludowcy przekroczyli samodzielnie próg wyborczy. Nie tylko ze względów arytmetycznych.

Czy koalicja rządząca skopiuje strategię Zjednoczonej Prawicy?

Spójrzmy na przyczyny mocnych notowań PiS, które utrzymywały się niemal przez dziesięć lat. To nie tylko korzystna sytuacja gospodarcza i polityka społeczna. Politycznie obóz Zjednoczonej Prawicy kierował ofertę do ludzi o różnych poglądach, od lewicy socjalnej, poprzez skupioną na rynku centroprawicę, po frakcję, nazwijmy to, narodową. Prawie wszystko dla prawie wszystkich. Obecna koalicja, chcąc budować stabilne poparcie, nie może kierować się tylko do mniej lub bardziej zdecydowanej lewicy. Zwłaszcza, że lewicę wrażliwą społecznie, w postaci Razem, odtrąciła. Dlatego centrowe ugrupowanie w ramach rządu – takie, które może zagospodarować jakiś ułamek wyborców zrażonych obecnym kursem PiS – byłoby strategicznie rozsądnym posunięciem. Jeżeli nawet będzie to niewielki odsetek takich wyborców, to przy mozolnym ciułaniu głosów przez oba obozy, koalicyjny i opozycyjny, może to przechylić szalę.

Zobaczymy, kto skuteczniej te drobne głosy pozbiera i zagospodaruje.

Autor tekstu
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Autor książek poświęconych historii polskiej gospodarki i Warszawy. Dla Dobitnie.pl pisze o polityce i kulturze..

Wyszukiwarka
Kategorie
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Autor książek poświęconych historii polskiej gospodarki i Warszawy. Dla Dobitnie.pl pisze o polityce i kulturze..

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank