Herculesy C-130 nie mają wygodnych siedzeń. Nie rozkładają się do pozycji półleżącej, nie serwują napojów z parasolką i nie pytają o preferencje dietetyczne. To poważne niedopatrzenie, zważywszy, że służą do ewakuowania ludzi z rejonów objętych wojną.
W październiku 2023 roku te toporne maszyny poleciały po Polaków do Izraela. Zabrano także obywateli innych państw. Państwo zrobiło to, co w takiej sytuacji powinno zrobić – zadziałało. A jednak w części mediów pojawiły się uwagi o komforcie podróży, wyprofilowaniu siedzeń, braku kanapek na pokładzie. Zabrakło także prosecco.
Ten kontrast dobrze ustawia perspektywę dla zrozumienia rozmowy prezydenta Warszawy i przez sławetne dwie godziny prezydenta Polski, Rafała Trzaskowskiego, z Żurnalistą. Najmocniejszy wątek? Trudny los faworyta. Prowadzenie w sondażach jako obciążenie. Oczekiwania jako ciężar. Presja jako codzienność. Trudno nie dostrzec kontekstu: mówi to polityk funkcjonujący w środowisku w dużej mierze mu przychylnym, wspierany przez znaczną część mediów i otoczony życzliwą narracją.
Drugi motyw to „kij w szprychach” – niemal jak nóż w plecy wbity Niemcom w 1918 roku przez tych, co wiadomo. Karol Nawrocki. Gdyby nie on – wszystko by działało. Trzaskowski by podpisywał, Tusk nim pomiatał, robota szłaby jak w ulu.
Tylko co z tym Dubajem? Do uruchomienia procedur nie potrzeba zgody głowy państwa. Wystarczy szybka decyzja. Tymczasem przebija się tradycyjny ton Radosława Sikorskiego: „trzeba było nie jechać”. Państwo w roli komentatora, nie organizatora.
Państwo jest jak Rafał Trzaskowski, który coraz wyraźniej upodabnia się do wujka Bronka – z tym samym spokojem, tą samą wiarą w oczywistość własnej przewagi i z podobnym zaskoczeniem, gdy rzeczywistość postanawia napisać własny scenariusz. I z pretensjami do wszystkich innych, poza sobą. Oby prędzej czy później rządzący panowie w podobnej sytuacji znaleźli się na fotelu Żurnalisty – ewentualnie na krzesłach w pokojach przesłuchań u innych, smutniejszych panów.
A tu więcej, zapraszam:
