Prezydent Karol Nawrocki po spotkaniu z prezesem NBP Adamem Glapińskim przedstawił alternatywę dla programu SAFE. Zamiast pożyczki (na atrakcyjnych warunkach, co trzeba podkreślić), obwarowanej wymogami inwestowania w sprzęt produkowany w Europie, żywa gotówka z sejfów banku centralnego. Po stronie rządowej szybko uruchomiono narrację: fajnie, ale tu mamy zero konkretów. Nic nie wiemy, więc nie ma o czym dyskutować. Ale co my tak naprawdę wiemy o SAFE? Też niewiele.
Jeśli odłożymy na bok miałką narrację o dobrodziejstwie, jakie wyświadcza Polsce Bruksela, o inwestowaniu w „polski” przemysł zbrojeniowy (czyli np. niemieckie fabryki ulokowane w naszym kraju), to treści zostaje bardzo niewiele.
SAFE: Geheime Reichssache!
Nie wiemy, na co mają iść pieniądze z pożyczki, której spłata obciąży każdego Polaka i jego dzieci. Tajemnica państwowa. Jak Ruski się, panie, dowie, to wystrzeli tu bombę. Więc nie można pozwolić, by podatnik wiedział, na jaki konkretnie cel państwo chce drenować jego kieszenie. Dobrze więc, chociaż jakie polskie podmioty skorzystają na SAFE? To też tajemnica. Bardzo, bardzo wiele. Przy czym zupełnie małym druczkiem promotorzy SAFE dodają, że polski zakład oznacza zlokalizowany w Polsce. Choćby należał w stu procentach do Niemców, Francuzów, Hiszpanów. Jednym słowem, model, w którym pożyczamy pieniądze, by zagraniczne koncerny mogły tu produkować broń i handlować nią ze światem bez żadnej korzyści dla Polski, jest w stu procentach realny. Przynajmniej żaden z przedstawiciele rządowej koalicji temu nie zaprzeczył.
Naiwna wiara, że Berlin i Bruksela nas nie oszukają
Czy w końcu owa słynna warunkowość, na mocy której można zablokować nam pożyczkę, ale zmuszać do jej spłaty, dotyczy tylko braku korupcji, czy spraw politycznych? Tego też nie wiemy. Jedni mówią tak, inni – siak. Być może sami nie wiedzą. Patrząc jednak na to, jak wygląda pojmowanie demokracji wśród unijnych gremiów decyzyjnych, przychylałbym się do wariantu ograniczającego polską suwerenność. Nie zarzucam rządzącym, że świetnie o tym wiedzą i z pełną premedytacją chcą pozwolić na zarzucenie Polsce finansowej pętli na szyję – sądzę, że raczej wolą interpretować fakty po swojemu, jak niegdyś premier Morawiecki. Co oczywiście brukselskim grupom nacisku jest na rękę.
Nie wiemy w końcu, w jaki sposób SAFE wytrawniejsi od Polski gracze wykorzystają, by wbić klin między Warszawę a Waszyngton.Przypomnę, że izolacja Polski od ważnych sojuszników jest to jeden z kluczowych celów niemieckiej polityki zagranicznej. I to od stu lat. Za Hitlera od Francji, za Merza od USA. Tu również musimy powiedzieć: niestety, nie wiemy.
Więc skoro w sprawie SAFE nie wiemy niemal nic, a w sprawie SEJF również nie wiemy niemal nic, to co stoi na przeszkodzie, by obie propozycje traktować równoważnie?
