SEPT – Subiektywny Energetyczny Przegląd Tygodnia – cz.11

SEPT – Subiektywny Energetyczny Przegląd Tygodnia – cz.11

blank

Poniedziałek – 18 sierpnia

I po wakacjach. Szkoda, ale cóż, energetyka też ważna, tyle się dzieje i zawsze jest o czym opowiadać. A my w DOBITNIE mamy ambicję uczestniczenia w dyskusji. Nawet nie spróbuję streścić wszystkiego tego co się działo przez te wszystkie tygodnie, ale wspomnę jedno: mamy nowego Prezydenta RP, zaprzysiężenie odbyło się bez większych problemów i dobrze. Pan Prezydent trochę obiecał w sprawach energetycznych, liczymy więc na jego aktywność. Nawet pewne działania zostały podjęte. Skwituję to krótko: tak trzymać!

To na dobry początek wiadomości w frontu walki o naszą pierwszą elektrownię jądrową. Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ) poinformowała w komunikacie, iż „Urząd Dozoru Technicznego (UDT) rozpoczął uzgadnianie dokumentacji dla urządzeń, które będą pracowały w pierwszej polskiej elektrowni jądrowej Lubiatowo – Kopalino. Dokumentację technologii AP1000 firmy Westinghouse przekazał do UDT inwestor planowanej na Pomorzu elektrowni jądrowej – spółka Polskie Elektrownie Jądrowe” (https://pej.pl/dla-mediow/aktualnosc/urzad-dozoru-technicznego-rozpoczal-uzgadnianie-dokumentacji-urzadzen-dla-pierwszej-polskiej-elektrowni-jadrowej/). To konieczny element w bardzo długim i równie skomplikowanym procesie zmierzającym do realizacji inwestycji, a właściwie do jej rozpoczęcia z całym koniecznym rozmachem. Jak zwraca uwagę Marek Woszczyk, Prezes PEJ: „Aby sprostać najwyższym standardom branżowym, już od początku prowadzimy proces uzgadniania dokumentacji. W tym kontekście szczególnie doceniamy rolę, zaangażowanie i dotychczasową współpracę z Urzędem Dozoru Technicznego.”

W komunikacie jest też mowa o tym, iż pierwsze decyzje techniczne UDT podjął w grudniu 2024 r. co zaowocowało uruchomieniem produkcji urządzeń do naszej premierowej elektrowni jądrowej przez włoską spółkę należącą do Westinghouse. Możemy też przeczytać o całym szeregu czynności, jakie są podejmowane przez UDT w związku z inwestycją na Pomorzu.

Ktoś mógłby stwierdzić, ot, zwykły komunikat, dwie instytucje współpracują, czym tu się ekscytować. To powinien być standard. Standard, tak. Ale tu jednak uważam, że każdy taki komunikat należy przyjmować z zadowoleniem (oczywiście mówię w imieniu swoim i tych wszystkich, którzy budowie energetyki atomowej kibicują). A wynika to z faktu, że energetyki jądrowej dopiero się uczymy. Na każdym polu: energetycznym, technicznym, budowlanym, środowiskowym, prawnym, regulacyjnym a nawet politycznym. Nie mamy doświadczeń, do których możemy się odwołać, nie mamy kadr we wszystkich wymienionych dziedzinach, które mogą poszczycić się udanymi wdrożeniami. W opublikowanej dwa miesiące temu aktualizacji Programu polskiej energetyki jądrowej (PPEJ) obszernie przeanalizowano ogromne potrzeby budowy kadr do realizacji inwestycji i rozwijania energetyki atomowej w Polsce. I to nie tylko w spółkach energetycznych, ale w ministerstwach, jednostkach samorządu terytorialnego, inspekcjach środowiskowych, Państwowej Agencji Atomistyki, instytutach naukowych, NCBiR, uczelniach i innych podmiotach. I w Urzędzie Dozoru Technicznego, gdzie wspomniana się, że do nadzoru nad każdym blokiem energetycznym potrzeba ok. 100 etatów.

W 2022 r. PGNiG Termika, z którą byłem wtedy związany zawodowo rozpoczęła poważniejsze przymiarki do SMR (Small Modular Reactor). To korespondowało z coraz intensywniejszym zaangażowaniem ORLENU w ten obszar. I pamiętam nasze dyskusje, analizy dostępnej dokumentacji, spotkania z przedstawicielami Orlen Synthos Green Energy (OSGE) i pytania, setki pytań dotyczących właściwie wszystkiego: technologii, kwestii środowiskowych (m.in. cała gospodarka wodna czy sprawy odpadów), realizacji inwestycji, regulacji w bardzo licznych obszarach, i wielu innych spraw. Bardzo szybko zdaliśmy sobie sprawę, że idea – owszem, inspirująca i będąca wielką szansą, nie tylko dla naszej firmy – dalece nie wystarczy. Mając te wspomnienia przed oczami, wyobrażam sobie, że „duży” atom to wszystko są te same problemy tylko ileś razy bardziej plus masa dodatkowych nie znanych nam wtedy.

Dlatego tak kompromitujące dla naszego państwa jest to wszystko co dzieje się od kliku miesięcy wokół reaktora „Maria” w Świerku, bezcennego bo dającego nam naukowe doświadczenie. Wprawdzie nowy minister energii, Miłosz Motyka twierdzi, że już niedługo działalność reaktora zostanie wznowiona, ale słyszałem to od kwietnia z różnych ust tyle razy, że mam ograniczone zaufanie, ale rzecz jasna, trzymam kciuki. Tak samo mocno, jak za sprawną realizację naszej pierwszej elektrowni jądrowej na Pomorzu. A w tym kontekście, każdy taki komunikat jak opublikowany przez PEJ przyjmuję z radością. Bo daje on nadzieję, że choć niektóre instytucje zaangażowane budowę naszej energetyki jądrowej starają się wykonać swoje zadanie. To bardzo trudne w sytuacji, gdy same się tego uczą, mając pewnie jakąś wiedzę teoretyczną, ale znikome doświadczenie. Doceńmy to.

Wtorek – 19 sierpnia

Wróćmy jeszcze do aktywności Prezydenta. Warto pamiętać, że na jego biurko (co ciekawe w dniu zaprzysiężenia) trafiła nowelizacja ustawy z dnia z dnia 20 maja 2016 r. o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych, czyli słynna „ustawa wiatrakowa”. Na temat ustawy, jej procedowania w rządzie i parlamencie pisałem już na lamach DOBITNIE kilka razy, a zbiorczo moją opinię zawarłem w obszernym tekście kilka dni temu (https://dobitnie.pl/8-powodow-dlaczego-prezydent-powinien-zawetowac-ustawe-wiatrakowa/). Sprawa jednak wywołuje cały czas emocje, bo dość powszechnie uważa się, że Karol Nawrocki ustawę zawetuje, co gdzieniegdzie wywołuje panikę w szeregach rządzących. Nie dziwne, że na akcję ratunkową postanowił wybrać się wspomniany wcześniej, świeżo upieczony minister energii, Miłosz Motyka, jak twierdzą niektórzy, cudowne dziecko PSL. Ja o niezwykłości przymiotów Pana Ministra to nie wiem, ale doceniam próbę walki o uratowanie ustawy. Z drugiej strony, kto jak nie minister energii z PSL? Pamiętamy, jak Miłosz Motyka i koledzy z partii mocno angażowali się w prace nad nowelizacją i promowali ideę zliberalizowaniem przepisów dot. lokowania lądowych farm wiatrowych.

Minister jeszcze w weekend udzielił wywiadu Jakubowi Wiechowi z portalu Energetyka.24 (https://energetyka24.com/oze/analizy-i-komentarze/motyka-dla-e24-podejmiemy-dialog-z-prezydentem-ws-wiatrakow-my-mu-pomozemy). Ciekawy to wywiad, właściwie zasługujący na osobne i obszerne omówienie, bo daje nam obraz polityka, urzędnika, który w najbliższym czasie ma być głównym moderatorem polskiej energetyki. No i ja raczej uspokojony nie jestem, mam sporo wątpliwości słuchając niektórych opinii ministra. Ale wróćmy do ustawy wiatrakowej i inicjatywy przekonania Prezydenta, by nie wetował ustawy. Słuchając wywiadu zastanawiałem się, czy przedstawiciele koalicji i sam minister naprawdę chcą dialogu w sprawie tej ustawy i współpracy w zakresie energetyki, czy jest to tylko retoryczne zapewnienie sobie alibi. Bo jeżeli minister jest łaskaw stwierdzić, że generalnie nie spodziewa się nadmiernej inicjatywy ustawodawczych Prezydenta w zakresie energetyki, bo „pełna kompetencja, jeżeli chodzi o nadzór właścicielski, jeżeli chodzi o regulacje leży po stronie rządu”. Jeżeli na pytanie redaktora Wiecha o ewentualne negocjacje, grę coś za coś – normalną przecież w polityce – bo Karol Nawrocki sam złożył poważne obietnice w czasie kampanii jest więc pole, na którym strony mogą ucierać kompromis, Miłosz Motyka stwierdza „ale my mu pomożemy”, no to ja mam wątpliwości. To oczywiście może być „tylko” brak doświadczenia ministra i niewystarczający poziom nabywanej z latami umiejętności doboru właściwych słów do treści, którą chce się przekazać. Ale równie dobrze może to być programowa niechęć do współpracy, a wtedy to gorzej dla nas wszystkich. Czas pokaże, starajmy się być dobrej myśli.

A tymczasem coraz większe kłopoty duńskiego Ørsted. Jeszcze niedawno wymieniając nazwę firmy z reguły używało się zamiennie słów w stylu „duński gigant”, „wiatrakowy potentat”. Dziś to firma na skraju upadku. Rosnące koszty, drogi kapitał, problemy z kolejnymi projektami, bolesna porażka z inwestycją w USA. A ja bym dorzucił, generalnie gorszy czas dla tego rodzaju energetyki. Jednym z ratunków dla Ørsted może być wspólna inwestycja z PGE pn. Baltica 2 i Baltica 3 o łącznej mocy 2,5GW. Mam tylko nadzieję, że jak już uratujemy Duńczyków – bo przecież wszyscy dokładamy się do projektów offshorowych – to chociaż na tym nie stracimy za bardzo.

Środa – 20 sierpnia

Spekulacje, jakie pojawiły się w ostatnich godzinach zostały potwierdzone, koreański koncern KHNP wycofuje się z planów budowy elektrowni jądrowej w Polsce.Pierwszy u nas o tym zaczął informować Wojciech Jakóbik. Sprawa jest poważna i wielowątkowa. Od kilku lat trwał spór pomiędzy koreańskimi KHNP i KEPCO a amerykańskim Westinghouse o kwestie własności intelektualnej dot technologii reaktora APR-1000 i APR-1400. W styczniu firmy zawarły ugodę. Jak spekulują media koreańskie, jednym z elementów tego porozumienia jest sukcesywne wycofywanie się Koreańczyków z rynku europejskiego z jednym wyjątkiem: Czech. Że coś może być na rzeczy wskazuje fakt, iż w ostatnim czasie Koreańczycy zadeklarowali, że nie wezmą udziału w przetargach w kilku państwach UE, teraz w Polsce.

Pamiętamy, koniec października 2022 r. uroczyste podpisanie listu intencyjnego pomiędzy przedstawicielami PGE, ZE PAK i KHNP w sprawie wspólnego przedsięwzięcia budowy elektrowni jądrowej w Koninie. Miał być to drugi polski projekt atomowy po elektrowni na Pomorzu. Sytuacja się zmieniła po uformowaniu nowego rządu, premiera Donalda Tuska. Niemal natychmiast zaczęły pojawiać się opinie, że to może nie dobry pomysł, może lepsza będzie inna lokalizacja, że może niekoniecznie Koreańczycy, bo są Francuzi. Dwa miesiące temu pojawiła się Aktualizacja PPEJ, gdzie wszystkie wątpliwości zostały formalnie skonsumowane w rządowym dokumencie. Był to jasny komunikat dla Koreańczyków, że szanse by realizowali nasz drugi projekt energetyki jądrowej wyraźnie maleją. I z Seulu zaczęły dochodzić głosy o rosnącej irytacji przechodzącej czasem w stan rezygnacji wyrażonej oficjalnie we wtorek przez prezesa KHNP na posiedzeniu komisji parlamentarnej.

Pytanie teraz brzmi, co dalej z naszymi projektami i ile ich będzie? Sprawą otwartą wciąż zostaje miejsce drugiej jednostki – Bełchatów czy Konin, choć w tej sytuacji wyraźnie rosną szanse Bełchatowa. No i partner technologiczny. W kontekście drugiej jednostki mówiono o francuskim EDF i Koreańczykach, zdecydowanie mniej o amerykańskim Westinghouse. Teoretycznie, decyzja KHNP wzmacnia szanse EDF, ale czy na pewno? Czy Amerykanie nie uznają rezygnacji Koreańczyków, jako zaproszenia, by mocniej powalczyć o drugą inwestycję?

Pamiętajmy jeszcze o jednej sprawie. 27 lipca szefowa KE i Prezydent USA zawarli porozumienie handlowe zdecydowanie promujące interesy USA, gdzie jednym z elementów jest zobowiązanie UE do zakupu amerykańskich technologii jądrowych. Zbiorcza kwota umów jest astronomiczna – 750 mld USD. Wprawdzie pojawiły się głosy kwestionujące przedmiotowe ustalenia i samą umowę, tym niemniej można przypuszczać, że po stronie KE pojawi się determinacja, by jak najwięcej z tego porozumienia udało się zrealizować. Groźba potężnych amerykańskich ceł jest wystarczającym straszakiem. I w tej właśnie sytuacji, jak na tacy pojawia się możliwość oddania Amerykanom realizacji drugiej polskiej elektrowni. Pewnie Francuzi nie byliby zachwyceni, ale czego się nie zrobi dla ratowania interesu rodzimych producentów win. Ponadto, sam EDF ostatnio komunikował, że w związku z ambitnymi planami realizacji projektów we Francji ogranicza inwestycyjną aktywność za granicą. Nagle puzzle zaczynają pasować, tylko czy jest to dla nas najlepsze rozwiązanie?

Dwie refleksje. Oto okazuje się, że o naszym bezpieczeństwie energetycznym w pewnej części mogą decydować inni. Pół biedy, że sojusznicy, ale jednak decydenci są za granicą. To zawsze powinno niepokoić. I druga rzecz: jestem zwolennikiem dywersyfikacji projektów atomowych. Z wielu względów, dlatego cieszyło mnie, że w wyścigu o kolejne inwestycje startują różni partnerzy. A za chwilę może zostać jeden. Nie cieszy mnie to, nawet uwzględniając, że jest to firma naszego najważniejszego sojusznika. Jak ostatecznie rozstrzygnie się przyszłość naszej drugiej elektrowni jądrowej, tego rzecz jasna, nie wiemy. Ale jedno wiem na pewno, program budowy polskiej energetyki jądrowej z minimum dwoma elektrowniami dużych mocy musi być kontynuowany!

Czwartek – 21 sierpnia

Prezydent zawetował tzw. „ustawę wiatrakową”.Karol Nawrocki zwrócił uwagę, iż kierował się przede wszystkim interesem wielu obywateli obawiających się perspektywy wiatraków zbliżających się do ich domostw. Wyraźnie też zaznaczył, że nie godzi się na mechanizm szantażu i wpisywanie prospołecznych rozwiązań do ustawy o innym zakresie tematycznym. Bardzo mocno opowiedział się za bezpieczeństwem militarnym państwa zagrożonym pomysłami lokowania farm wiatrowych w pobliżu infrastruktury wojskowej. Wyraźnie też sprzeciwił się niejasnym mechanizmom lobbingowym i zwrócił uwagę, że niektóre z kontrowersyjnych poprawek zgłaszał senator Stanisław Gawłowski skazany niedawno (w pierwszej instancji) na karę więzienia za praktyki korupcyjne. Na koniec Prezydent zapowiedział szybką inicjatywę ustawodawczą zawierającą przepisy dot. mrożenia cen energii, a także konsultacje z branżą biogazową i wsparcie dla tej idei.

Chwilę później na konferencji prasowej wystąpił Miłosz Motyka, minister energii. Konferencja miała być poświęcona pomysłowi rządu na wprowadzenie bonów ciepłowniczych, stąd miejsce – Elektrociepłownia Żerańi towarzystwo prezesa ORLEN S.A. Ireneusza Fąfary i członków zarządu ORLEN Termika, Andrzeja Gajewskiego i Michała Olszewskiego. Ale zanim obecni odnieśli się do planowanego tematu konferencji, minister wziął się za krytykowanie Prezydenta. Słuchając na żywo miałem wrażenie, że ktoś Panu Motyce odkręcił przysłowiowy bezpiecznik. Bo ani forma, ani treść nie przystawała do osoby, która mieni się być poważnym politykiem. Nawet nie chcę prostować wszystkich manipulacji, jakie mogliśmy usłyszeć, ale gorzej, bo w tym zapale ministrowi zdarzyło się mówić nieprawdę (kłamał?). Pomny wcześniejszych m.in. cytowanych powyżej wypowiedzi, nawet nie byłem jakoś specjalnie zaskoczony. Byłem jednak zasmucony, bo coraz wyraźniej widać, że do długiej listy problemów trapiących polską energetykę, można dołączyć kolejny, personalny.

A sama idea bonów ciepłowniczych? To koncepcja, jaka pojawia się w związku z niedawnym uwolnieniem taryf ciepłowniczych czy raczej zakończeniem w czerwcu obowiązywania tarczy rządowej ograniczającej możliwości wzrostu taryf za ciepło. Założenia są więc szczytne. Pytanie tylko na ile ten mechanizm będzie dostępny dla obywateli i na ile będzie stanowił wsparcie dla tych najbiedniejszych. Minister twierdzi optymistycznie, że bonem może być objęte kilkaset tysięcy gospodarstw domowych. Tu oczywiście można nieco złośliwie zapytać, czy te kilkaset tysięcy to bardziej sto czy dziewięćset tysięcy, ale nie bądźmy już tacy drobiazgowi.

Jak ujawniono w projekcie stosownej ustawy, bon miałby trafiać do jednoosobowych gospodarstw domowych o dochodach niższych niż 3.272,69 zł., a w przypadku gospodarstw wieloosobowych, ten dochód na osobę powinien być niższy niż 2.454,52 zł. na osobę. Czy jest to miarodajny poziom, to kwestia oceny, ja kwotę graniczną dla rodzin wieloosobowych określiłbym wyżej. Nieco dziwi też fakt, że próg taryfowy od którego bon mógłby znaleźć zastosowanie to 170 zł. za GJ, to naprawdę dużo. To oznacza, że dla niewiele niższych, ale obiektywnie bardzo wysokich taryf wsparcia nie będzie. Obie te kwestie mocno ograniczą możliwość skorzystania z bonu przez obywateli.

Jest jeszcze jedna sprawa. O bon trzeba będzie wystąpić. Nie widziałem wzoru takiego wniosku, ale jak mogę się domyślać, może nie być to łatwy dokument do wypełnienia. Takie kwestie zawsze są barierą, szczególnie dla ludzi starszych. I może trochę o to tu chodzi, by zniechęcić przynajmniej część potencjalnych beneficjantów. Swoją opinię opieram na doświadczeniu tworzenia podobnych mechanizmów przez ludzi obecnej ekipy rządowej (także przy poprzednich rządach PO-PSL). I tu widać zasadniczą różnicę, w filozofii definiowania takich systemów wsparcia. Poprzednicy, popełniając też błędy, starali się by tarcze miały charakter powszechny, by obywatele bez dodatkowych obowiązków otrzymali ten szczególny przywilej od państwa. Obecna ekipa przeciwnie, ogranicza skalę działania systemu pomocy i każe jeszcze spełniać dodatkowe obowiązki. A w tle jest też skala zaangażowania państwa, bo jak ujawnił minister energii, utrzymywanie wcześniejszego mechanizmu wsparcia kosztowałoby tylko w II poł. 2025 r. ok. 1,5 mld dodatkowych zł., a system proponowany teraz przez rząd to ok. 900 mln zł. przez półtora roku. Różnica wyraźna i jestem przekonany, że różnica w skuteczności oddziaływania na obywateli też będzie wyraźna.

Piątek –22 sierpnia

Ten dzień poświęćmy na kilka krótszych informacji zebranych w tygodniu.

Ciekawostka. W trakcie prac nad inwestycją prowadzoną przez Polską Spółkę Gazownictwa niedaleko Inowrocławia natknięto się na zbiorową mogiłę z okresu ok. 8 tys. lat przed n.e.Jak twierdzą archeolodzy, to sensacyjne znalezisko o randze międzynarodowej. A ja wspominam o tym, bo takie znaleziska się zdarzają. Należy z tych skarbów się cieszyć, ale zawsze mają one wpływ na harmonogram danej inwestycji. Im większa inwestycja, tym prawdopodobieństwo takich opóźnień większe. Pamiętajmy o tym, analizując często krytycznie – i przeważnie słusznie – opóźnienia przy wielkich inwestycjach infrastrukturalnych.

Wielki sukces ORLENU w projekcie SMR. Choć ten sukces powinienem wziąć chyba w cudzysłów. Ireneusz Fąfara, szef koncernu na konferencji z okazji prezentacji wyników finansowych Grupy Orlen za pierwszą połowę 2025 powiedział: „Z dużą dozą odpowiedzialności mogę powiedzieć, żeto, co padło publicznie z ust pana premiera, że oczekuje do końca lata decyzji w tej sprawie, to my tego dotrzymamy”. Chodzi o wiążące porozumienie z Michałem Sołowowem i należącą do niego firmą MS Galleon odpowiadającą za rozwój technologii w ramach wspólnego przedsięwzięcia czyli Orlen Synthos Green Energy. To rzeczywiście sukces prezesa ORLENU, tym bardziej imponujący, że ok. dwa lata temu, jeszcze za prezesury Daniela Obajtka, ORLEN był mniej więcej w tym samym punkcie. Pamiętam, bo Termika, z którą ówcześnie byłem związany funkcjonowała już w ramach GK naszego paliwowego czempiona i ten temat był mocno dyskutowany w ramach Grupy, a dodatkowo o czym wspomniałem wcześniej, sami prowadziliśmy rozmowy z kierownictwem OSGE, bo poważnie analizowaliśmy zaangażowanie Termiki w technologię SMR. Reasumując: obecne kierownictwo paliwowego koncernu aktywnie angażowało się w sprawę SMR-ów, podejmowało (i podejmuje) wiele działań i po tym wszystkim wrócono mniej więcej do tego samego punktu, co dwa lata temu i to jest sukces. Hm… Jeżeli inne sukcesy ORLENU wyglądają podobnie, to winszuję.

A tymczasem Niemcy dzielnie walczą o podtrzymanie miana największych hipokrytów w UE. Część komentatorów było pod wrażeniem obrazków z Gabinetu Owalnego, gdzie cały wianuszek przywódców europejskich przekonywał Donalda Trumpa do ostrzejszych działań wobec Rosji i jej prezydenta. A podobno największym jastrzębiem w tym gronie (nie licząc oczywiście prezydenta Ukrainy) był kanclerz Niemiec Friedrich Merz. Prawdziwy retoryczny młot na Putina. To jedno, ale już w sprawie ostatecznego wyrugowania Rosjan z Rafinerii Schwedt to Niemcy nie są tacy wyrywni. Jak donosi Reuters: „Berlin rozważa przedłużenie powiernictwa nad niemieckimi aktywami rosyjskiego producenta ropy naftowej Rosnieft” (https:// www.reuters.com/business/energy/berlin-weighs-trusteeship-extension-rosnefts-german-assets-sources-say-2025-08-21/). Berlin konsekwentnie unika nacjonalizacji, zadowalając się utrzymywaniem kontroli przez powiernictwo, odnawiając je tylko co 6 miesięcy. We wrześniu minie 6 taki cykl. To powoduje, że prawnie 54% udziałów w Rafinerii wciąż prawnie jest w rękach Rosjan. A przecież można było te aktywa znacjonalizować, tak jak działo się to w innych państwach UE, a później choćby sprzedać z zyskiem pewniejszemu partnerowi np. pochodzącemu z Polski. Był taki pomysł, by kapitałowo w Schwedt zaangażował się ORLEN. No, ale po pierwsze, to był zły ORLEN z jeszcze gorszym prezesem Obajtkiem. Po drugie – w gruncie rzeczy dużo istotniejsze – dla naszych niemieckich przyjaciół jakoś zawsze tak się składa, że lepszy jest Rosjanin niż Polak. Oficjalnie nikt do tego się nie przyzna, ale nieoficjalnie? Niemcy są mistrzami w trudnej sztuce państwowej hipokryzji, to setki lat doświadczeń i warto o tym pamiętać układając z nimi – skądinąd konieczne – relacje polityczne, gospodarcze czy historyczne.

Sobota – 23 sierpnia

Kolejni przedstawiciele przemysłu ciężkiego z Niemiec skarżą się na politykę klimatyczną i energetyczną.Można dopowiedzieć: któryś to już raz. Klika tygodni temu pisałem o liście reprezentantów rad zakładowych firm BASF i Arcellor Mittal, a także związków zawodowych górnictwa, przemysłu chemicznego i energetyki Pisano wtedy m.in. „Jeśli transformacja energetyczna jest operacją na otwartym sercu na naszej gospodarce, to jak dotąd ta operacja całkowicie się nie powiodła. Pacjentowi grozi śmierć na stole operacyjnym„. Trudno o dosadniejsze słowa.

Teraz krytyczną opinię o Energiewende wyraził prezes jednej z największych tamtejszych firm, thyssenkrupp Miguel Lopez (https://www.focusplus.de/wirtschaft/wollen-derjenige-deutschen-traditionskonzern-zerschlaegt-4207). Trzeba przyznać, że to kolejna taka wypowiedź szefa niemieckiego giganta stalowego. Stwierdził, że Niemcy nie są i nie będą w stanie produkować tzw. zielonej energii elektrycznej po konkurencyjnych stawkach i aby z takiej energii korzystać będą musiały polegać na dostawach z innych regionów w Europie. Wskazał dwa takie kierunki: płw. iberyjski i Skandynawię. Bardzo ostro wyraził się o wydawaniu miliardów euro na dotowanie energii wiatrowej i słonecznej, jednoznacznie oceniając, że to pieniądze wyrzucane w błoto. Z obawą patrzy na kondycję niemieckiego przemysłu, stwierdzając, że ratunkiem gospodarki powinny być niższe ceny energii, które muszą spaść w jego ocenie do max. 30 Euro za 1MWh. Ciekawie też zabrzmiały słowa, iż przemysł stalowy może zostać w Niemczech, ale tylko wtedy, gdy będą zachowane warunki konkurencyjności w skali całej Europy. Tym niemniej jego zdaniem deindustrializacja już się rozpoczęła.

Tymczasem w Chinach energetyki boom węglowej, jak podaje Energy Drink. Produkcja energii z paliw kopalnych w lipcu była najwyższa od roku, sięgnęła poziomu 602TWh i wzrosła o 4,3%. Jak tłumaczą analitycy jednym z powodów była fala upałów podnoszących zapotrzebowanie na energię przy mniejszej generacji z OZE. To koresponduje z informacjami podanymi przez ekspertów Center for Resarch and Clean Air (CRCA) o decyzjach Pekinu ws. następnych inwestycji w moce węglowe. Wspomina się o kolejnych 95GW! Wprawdzie, dla analityków CRCA to tragiczne wiadomości i uzasadnienia tych decyzji szukają w ich zdaniem nieudolnym zarządzaniu systemem elektroenergetycznym w państwie środka, ale moim zdaniem, sprawa jest zdecydowanie bardziej zniuansowana. Owszem, błędy w zarządzaniu systemami mogły się pojawić o czym mogą świadczą awarie w kilku prowincjach, ale ja też widzę konsekwentną politykę władz w rozwijaniu sektora węglowego, zarówno wydobywczego (Chiny to ponad połowa światowego wydobycia) jak i energetycznego. Mocy dostępnych z OZE jest też więcej, ale cały czas jest to konsekwentnie równoważone stabilną energetyką opartą o paliwa kopalne.

Niedziela – 24 sierpnia

Warto sięgnąć do dwóch artykułów Reutersa z sierpnia w sprawie problemów branży OZE w Indiach.

Najpierw mogliśmy się dowiedzieć, że gwałtownie narasta wolumen mocy wstrzymywanej przez tamtejsze agendy federalne. Innymi słowy, inwestorzy uzyskali stosowne koncesje na wytwarzanie energii, z reguły zrealizowali swoje projekty, ale nie mogą produkować i sprzedawać energii elektrycznej bo nie uzyskali podłączeń do sieci lub wystąpiły opóźnienia natury prawnej lub regulacyjnej. Czyli projekty są zrealizowane, statystyki mocy z OZE pięknie rosną, tylko energii elektrycznej z tego nie ma żadnej. W ostatnich 9 miesiącach łączna moc takich projektów widmo wzrosła ponad dwukrotnie i sięgnęła w połowie roku blisko 50GW, co stanowi już wyraźnie ponad 25% wszystkich zaewidencjonowanych mocy z energetyki wiatrowej i słonecznej. Problemem jest niewystarczająca infrastruktura przesyłowa i realizacja inwestycji, która nie nadąża za dużo szybciej rosnącą liczbą źródeł OZE. Sprawa jest poważna, straty branży sięgają setek, milionów dolarów i  niektórzy przedsiębiorcy zawieszają działalność. Stąd kolejne interwencje organizacji zrzeszających biznes energetyczny w rządzie federalnym.

Warto się zastanowić, czy rząd w Delhi i inwestorzy OZE sami nie uszykowali sobie pułapki, w którą później spektakularnie wpadli. Bo jeżeli ogłasza się szumnie programy budowy OZE, deklaruje się priorytetowość tych projektów, uruchamia się ogromną liczbę aukcji, podbija statystyki dyskontując to medialnie, to trudno nie zapytać czy „ekologiczny” PR nie zwyciężył nad energetycznym rozsądkiem i realnymi możliwościami budowy infrastruktury przesyłowej. A należy zauważyć, że rząd indyjski planuje do 2030 r. wybudowanie 500GW mocy ze źródeł innych niż paliwa kopalne i zasadnicza część tej koncepcji dotyczy właśnie niestabilnych OZE.

I drugi, korespondujący z wcześniejszym, materiał o tym, iż Indie ograniczają produkcję energii słonecznej, aby utrzymać stabilność sieci. Jak podaje tamtejsze ministerstwo nowej i odnawialnej energii: „Indie ograniczają produkcję energii słonecznej w okresach niskiego zapotrzebowania, aby utrzymać stabilność swojej sieci energetycznej i złagodzić przeciążenia linii przesyłowych wraz ze wzrostem podaży zielonej energii”. Jedno istotne zastrzeżenie: ten komunikat dotyczy źródeł już działających tj. podłączonych do sieci i produkujących energię elektryczną. Ponownie jednak kluczowym elementem jest niewystarczająca infrastruktura przesyłowa. Ciekawym przykładem jest sytuacja w stanie Radżastan, będącym liderem produkcji energii z OZE. Ograniczenia tam sięgają blisko 50% w godzinach szczytu co kosztowało producentów w II kwartale ponad 26 mln USD strat. A to tylko jeden stan. Dane branży inwestorów OZE mówią, że tylko w czerwcu b.r. produkcja była niższa o 10% niż planowano (a pamiętajmy, że podłączone do sieci jest blisko 140GW). Ciekawie też przedstawiają się dane prezentowane przez agendy rządowe, mianowicie wskaźnik wykorzystania mocy słonecznych w maju – 21,4% i 19,5% w czerwcu (częściowo przez niższą generację spowodowaną warunkami atmosferycznymi). To ciekawy przyczynek do dyskusji o realnych możliwościach pracy niestabilnych źródeł wytwarzania energii elektrycznej.

Autor ponownie eksponuje problem bardzo dużego spowolnienia w segmencie realizowanych projektów OZE, przede wszystkim w obszarze fotowoltaiki. Według danych firmy konsultingowej Mercom, w II kwartale b.r. liczba realizowanych przedsięwzięć w ujęciu rocznym spadła o 75%, a przetargów na nowe projekty jest mniej o 65%. To już wyraźny kryzys.

Cytowane artykuły:

A jeśli zapomnieliście, to przypominam: Precz z Zielonym Ładem!

Materiał powstał dzięki współpracy z Wojciechem Jakóbikiem i serwisem Energy Drink.

Autor tekstu
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

Wyszukiwarka
Kategorie
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank