Poniedziałek – 8 grudnia
Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, a tu nagle tempa nabrała karuzela kadrowa w spółkach Skarbu Państwa, ulubiona zabawka rządzących. Jedni tracą stanowiska, inni zyskują zgodnie z mądrością Lejzorka Rojtszwanca.
Na pierwszy ogień poszła Polska Grupa Energetyczna. Rada Nadzorcza odwołała z funkcji Dariusza Marca, prezesa PGE. Stanowisko stracił również Maciej Górski, wiceprezes ds. operacyjnych. Do Zarządu czasowo został oddelegowany z Rady Nadzorczej Dariusz Lubera, który sam znalazł się w Radzie ledwie kilka dni wcześniej. Nowemu członkowi Zarządu powierzono też obowiązki prezesa. Uchwała nie zawiera żadnej wzmianki o uzasadnieniu podjętych rozstrzygnięć.
Żartobliwie mógłbym powiedzieć, że od kiedy zobaczyłem Wojciecha Balczuna w mundurze górnika (kto to doradził?!), to przeczuwałem, że dla kogoś źle się to skończy, pamiętamy minister Elżbietę Bieńkowską. Ale sprawa jest oczywiście poważniejsza, bo PGE to nasz narodowy energetyczny czempion a były już prezes zapracował sobie na taką decyzję marnymi wynikami, strata neto PGE po 3 kwartałach 2025 r. to ponad 6,6 mld zł.! Ja mam jednak smutną refleksję, że wynikami to akurat nikt tu się nie przejmuje, a powody odwołania są inne i nie myślę tu nawet o irytującym wielu zamiłowaniu exprezesa do zbytku. To niestety też mało kogo interesuje. A prawdziwych powodów możemy się domyślać. W sumie, nic nowego.
Akcje spółki na warszawskiej giełdzie straciły w poniedziałek na kursie 2,37%. Właścicielom tych aktywów mogę tylko życzyć wytrwałości.
To nie koniec podobnych informacji. Decyzje kadrowe dotknęły też Bank Gospodarstwa Krajowego. Decyzją premiera Donalda Tuska w skład Zarządu został powołany Jakub Jaworowski.Jednocześnie stanowisko stracił Leszek Stypułkowski (nie mylić z Cezarym, będącym kwintesencją przechodzenia z komunizmu w postkomunizm). Już widzę oczami wyobraźni, jak drodzy Czytelnicy poszukują w pamięci informacji o Jakubie Jaworowskim. A to nie byle kto, bo były szef ministerstwa aktywów państwowych. Tyle, że funkcję swoją sprawował dyskretnie, tzn. był zupełnie nie widoczny w mediach, choć kto wie, może to w tym układzie polityczno-rządzącym zaleta? I właściwie usłyszeliśmy o ministrze w momencie powołania (maj 2024) i to bardziej przez fakt, że zastępował na tym stanowisku Borysa Budkę i w momencie… odwołania i znów, głównie ze względu, że kolejnym szefem resortu zostawał Wojciech Balczun. Chciałbym napisać, że będziemy przyglądać się karierze bankowej Jakuba Jaworowskiego, ale obawiam się, że nawet tego nie zauważymy.
Wtorek – 9 grudnia
Komisja Europejska wreszcie wyraziła zgodę na realizację inwestycji pierwszej polskiej elektrowni jądrowej Lubiatowo-Kopalino. Reakcje różne, choć dominuje radość mieszająca się z uczuciem ulgi.
Ja, choć również się cieszę, to muszę wyraźnie zaznaczyć, że daleki jestem od entuzjazmu i widzę w całym tak definiowanym projekcie spore ryzyka. Mój pogłębiony komentarz w tej sprawie zawarłem w odrębnym tekście na DOBITNIE (KE daje zielone światło na budowę elektrowni jądrowej. Radość, ale bez entuzjazmu – Dobitnie), tu tylko ograniczę się do najważniejszych kwestii.
Radość, bo energia jądrowa to przeskoczenie na wyższy poziom bezpieczeństwa, zarówno w wydaniu energetycznym, jak i bezpieczeństwa państwa rozumianego w najszerszym wymiarze. To kolejny element dający możliwość zacieśnienia relacji z USA. Doświadczenie uczy, że tam gdzie pojawia się wielki amerykański kapitał, a tak jest w przypadku elektrowni na Pomorzu i konsorcjum firm realizujących projekt Westinghouse-Bechtel, tam rośnie prawdopodobieństwo bezpośredniego zaangażowania rządu w ochronę tych interesów. Energia jądrowa to też bezpieczeństwo systemu elektroenergetycznego, energia tania w produkcji, bezpieczna i realnie dobra dla środowiska. To są argumenty znane i stanowiące o atrakcyjności tego segmentu energetyki. Szczególnie teraz, kiedy Polska dokonuje transformacje energetycznej, niezależnie od tego co myślimy o samej transformacji i dominujących obecnie pomysłach na jej realizację.
Problemem jest model, jaki wybrano do finansowania przedsięwzięcia w postaci kontraktu różnicowego (CfD). To mechanizm stosowany w energetyce, gdzie wytwórca (Polskie Elektrownie Jądrowe) ma zagwarantowaną cenę sprzedaży wyprodukowanej energii elektrycznej. Cena dla przedmiotowego projektu ma kształtować się wg. serwisu Energy Drink na poziomie nieco mniejszym niż 500 zł./MWh. To naprawdę wysoka stawka. Nie dziwi więc, że kontrakty CfD są wymarzonymi rozwiązaniami dla spółek energetycznych. Tylko czy energia produkowana w ten sposób nie stanie się obciążeniem? Czy stabilizacja i bezpieczeństwo systemu elektroenergetycznego ma aż taką cenę? Bardzo możliwe, że tak, ale chyba musimy zacząć informować obywateli z czym to się wiąże.
Trzeba przyznać, że przynajmniej w części pozytywną rolę spełniła KE określając warunki, pod którymi udzielono zgody na CfD, ograniczając apetyty wnioskodawców. To co niepokoi to zachęta ze strony KE do większej elastyczności przy produkcji energii. O co chodzi? Mamy promować mniejszą produkcję, a deficyt w tym zakresie opłacimy premią za gotowość. W ten sposób wspieramy inne „zdekarbonizowane”, czyli niestabilne źródła (wiatr, słońce)!
Podsumowując, wybraliśmy nieoptymalny moim zdaniem model finansowania projektu i jeszcze taki, który ma wspierać energetykę wiatrową i słoneczną. Z drugiej strony elektrownia raczej powstanie, da nam większe poczucie bezpieczeństwa i po uruchomieniu na trwałe będzie stabilizować nasz system elektroenergetyczny. Wzmocni też status Polski w relacjach z sojusznikami, przede wszystkim z USA. To też bardzo dużo.
I na koniec, wspierajmy energetykę jądrową!
Środa – 10 grudnia
Na forum Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego (WRDS) w Katowicach dyskutowano znów o problemach ciepłownictwa. Temat związany z perypetiami EC Zagłębie Dąbrowskie (ECZD). Przypomnijmy, że kłopoty z rozliczaniem opłat w ramach systemu ETS rozpoczęły się na długo zanim ECZD zostało nabyte przez obecnego właściciela, GK Altus należącą do Sławomira Wołyńca. Zobowiązania z tego tytułu, a z czasem kary narastały w ten sposób lawinowo, szybko odrywając się od jakiegokolwiek poczucia sprawiedliwości i celów dla jakich stworzono zarówno system ETS jak i katalog kar z tytułu problemów z realizacją przedmiotowych obowiązków. A otoczenie regulacyjne nie pomagało przedsiębiorstwu, bo oprócz restrykcyjnego ETS (rekordowe, wręcz astronomiczne ceny na przełomie 2021/2022), dodatkowe problemy przyniosły taryfy wyznaczane przez URE, które uniemożliwiały ECZD i obsługę wcześniejszych i bieżących zobowiązań. Taryfy, które były ze względu na kryzys energetyczny, nieadekwatne do kosztów. To generalnie był fatalny czas dla całego ciepłownictwa systemowego w Polsce.
I tak przed właścicielem ECZD, która zabezpiecza ciepło systemowe dla znacznych obszarów Będzina, Sosnowca i Czeladzi stanął problem absolutnie fundamentalny, wręcz egzystencjalny – pytanie o dalsze istnienie. Te pytanie zostało spotęgowane niedawną, szokującą wręcz decyzją Generalnego Inspektora Ochrony Środowiska o naliczeniu kar łącznych wobec ECZD w wysokości 744 mln zł., częściowo z klauzulami wykonalności! Na szczęście udało się tymczasowo zawiesić wykonanie kar, ale ryzyko, że główny dostawca ciepła systemowego do miast, w których mieszka łącznie ok. 260 tys. osób może być zmuszony do zaprzestania działalności nie zniknęło. Co wtedy? Nie łudźmy się, że w sukurs przyjdzie globalne ocielenie.
Dlatego problemy ECZD są co jakiś czas przedmiotem rozmów na forum WRDS w Katowicach. Tu szczególnie aktywna jest Śląsko-Dąbrowska „Solidarność”. Widać, że lokalnie jest świadomość powagi sytuacji a działanie ECZD znajduje zrozumienie. Teraz potrzeba refleksji na szczeblu centralnym. A przypadek ECZD nie jest jedyny, według posiadanych przeze mnie informacji zakładów produkujących ciepło systemowe z podobnymi problemami (choć może nie w tej skali) jest co najmniej kilkanaście. Podobne dyskusje odbywały się już w WRDS w Lublinie i Krakowie.
I możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że pojawią się kolejne ciepłownie z takimi problemami. Co wtedy poczniemy? Czy powiemy części Polaków, przygotujcie się na zimne kaloryfery?
Czwartek – 11 grudnia
Było w tym tygodniu o BGK i o pierwszej polskiej elektrowni jądrowej, to teraz informacja i o Banku i o atomie. BGK przygotowuje się do udziału w finansowaniu elektrowni jądrowej– podaje Polska Agencja Prasowa. Jak poinformował Mirosław Czekaj, prezes BGK, Bank „jest zainteresowany wsparciem budowy elektrowni jądrowej i przygotowuje się do odegrania roli w montażu finansowym”. Pada kwota 12 mld zł., choć skala ostatecznego zaangażowania jest uzależniona od szczegółów modelu finansowego i oceny ryzyka. Akces BGK do atomowego przedsięwzięcia nie dziwi, w końcu Bank jest powołany do wspierania projektów strategicznych i dla mnie takie zaangażowanie było oczywiste. Mam tylko nadzieję, że nie odbywało się to w drodze specjalnych zachęt płynących z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Czekam też na podobne deklaracje innych polskich wielkich podmiotów finansowych, bo to poza wszystkim wydaje się dobry interes, szczególnie w sytuacji, gdy główny inwestor, PEJ otrzymał zgodę na skorzystanie z kontraktu różnicowego.
Cieszy mnie też deklaracja prezesa o zainteresowaniu BGK wsparciem polskich przedsiębiorców zaangażowanych przy budowie elektrowni. Powołał się przy tym na raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego, który wskazywał, że ponad 70% firm ankietowanych w trakcie prowadzenia badań do raportu zadeklarowało jakiś poziom doświadczenia w branży energetycznej. Podkreślił też, że „jedna trzecia firm deklaruje doświadczenie z innych projektów w sektorze jądrowym za granicą i należy wykorzystać potencjał polskich firm”. Tak Panie Prezesie, należy to wykorzystać. To generalnie powinna być filozofia postępowania państwa przy wielkich projektach infrastrukturalnych, nie tylko przy budowie elektrowni Lubiatowo-Kopalino. Wiemy, że niestety praktyka, szczególnie ostatnich dwóch lat, jest… różna. Ale deklaracja cieszy, będziemy trzymać za słowo.
Piątek – 12 grudnia
Kolejne państwo unijne dotuje energię elektryczną. Po Niemczech czas na Włochy. Jak donosi branżowy serwis Montel Włochy planują uruchomić program wsparcia dla gospodarstw domowych i części biznesu z sektora małych i średnich przedsiębiorstw borykających się z wysokimi cenami energii elektrycznej. Budżet przeznaczony na wsparcie gospodarstw domowych to 250 mln Euro, pojawia się jednak zastrzeżenie, że ze wsparcia skorzystają domostwa znajdujące się w „trudnej sytuacji”. Natomiast dla klientów biznesowych przeznacza się 750 mln Euro i według projektodawców cena energii dla tych klientów może być niższa nawet o 11,5 Euro za MWh. Serwis Energy Drink podał, że rozważa się ustawienie stałej ceny na poziomie 65 Euro za MWh. Tu jednak też zastrzeżenie, że dotyczy to klientów związanych z sieciami niskiego i średniego napięcia, takimi jak dedykowane do przesyłu energii z OZE z niestabilnych źródeł. Program zresztą ma więcej propozycji kierowanych do biznesu związanego z energetyką odnawialną, co ma zwiększyć efektywność tej branży.
Jak widać, programy wspierające lokalnych odbiorców energii elektrycznej są jak najbardziej „europejskimi” rozwiązaniami. By była jasność, sam nie jestem wielkim fanem takich instrumentów, bo ingerencja w każdy rynek niesie za sobą konsekwencje, także poważane ryzyka. Są jednak sytuacje szczególne, gdy takie ekstraordynaryjne działania mogą, a nawet powinny mieć zastosowanie. Ale właśnie w wyjątkowych sytuacjach. Kieruję te słowa do tych, którzy powołując się na „Europę” krytykowali rząd Mateusza Morawieckiego za podobne programy. Jak się okazuje z analogicznych rozwiązań korzystają też inni. Rozumiem oni mogą, bo to Niemcy.
I kiedy skończyłem pisać te słowa, właśnie pojawiła się informacja z serwisu Energy.Drink, że i Polska rozważa podobny mechanizm! Jak pisze Wojciech Jakóbik „Polacy mogą dać niższe ceny energii odbiorcom przemysłowym jak Niemcy i Włosi. Trwają prace nad rozwiązaniami legislacyjnymi, które mają dać niższą cenę energii polskiemu przemysłowi. (…) rząd planuje przepisy podobne do tych, które przyjęli Niemcy i Włosi, w celu wzmocnienia konkurencyjności sektora.”
Czyli, my już też możemy. Mógłbym napisać coś o hipokryzji, ale to już nudne…
Sobota– 13 grudnia
Oj, niedobrze w branży energetyki solarnej. SolarPower Europe, ponadnarodowa organizacja branży energetyki słonecznej, zaprezentowała kolejną edycję raportu Solar Market Outlook – 2025.
Wszyscy entuzjaści tego rodzaju energetyki mogą czuć zaniepokojenie, bo przesłanie Raportu jest mało optymistyczne. Jak możemy przeczytać: „Lata boomu na energetykę słoneczną w UE w latach 20. XXI w. dobiegły końca. Przy spadku o 0,7% z 65,6 GW zainstalowanych w 2024 roku do 65,1 GW zainstalowanych w 2025 roku, ten rok jest pierwszym od 2016 roku, w którym UE zainstalowała mniej instalacji słonecznej niż rok wcześniej”.Ktoś mógłby stwierdzić, że to nie są duże spadki a nowych instalacji energetyki jest wciąż bardzo dużo, ale nie dla janczarów solarnej rewolucji. Szefowa SolarPower Europe Walburga Hetmersberger (nie wiem dlaczego, ale za każdym razem czytając imię i nazwisko pani prezes odruchowo sztywnieję), stwierdziła, iż „liczba może wydawać się mała(spadek nowych instalacji – dop. PP), ale symbolika jest duża. (…) To przerwanie wzrostu rynku energii słonecznej następuje w kluczowym momencie, gdy przyspieszenie jest niezbędne.” A w takiej sytuacji najważniejsza jest mobilizacja i pani prezes mobilizuje: „Kluczowe jest, aby decydenci wdrożyli solidne ramy elektryfikacji, elastyczności systemów i magazynowania energii, aby zapewnić, że energia słoneczna będzie przewodzić transformacji energetycznej Europy przez resztę tej dekady.” Ale rzecz jasna, najlepiej mobilizuje się strachem, szczególnie w dobie rewolucji, więc na prezentacji Raportu obficie lały się słowa o zagrożeniu bezpieczeństwa, konkurencyjności i autodestrukcji Europy. Przykład blackoutu w Hiszpanii, który zaczął się od wielkich farm solarnych skłania mnie do zupełnie innych wniosków.
(Do samego Raportu i przedstawionych tam analiz będę jeszcze wracał)
Niedziela – 14 grudnia
Indie wciąż trzymają się węgla.Mimo licznych inwestycji w OZE w segmencie energetyki słonecznej i wiatrowej, Indie konsekwentnie realizują plan stabilizowania krajowego systemu elektroenergetycznego źródłami węglowymi. Poinformowało o tym tamtejsze ministerstwo energii. Według Reutersa, Indie będą zwiększać portfel mocy węglowych do 2035 r., kiedy to planują osiągnąć łączną moc na poziomie 307GW. Obecnie dysponują mocą 210GW, a więc w przy pomyślnej realizacji planów, w najbliższych 10 latach zwiększą wolumen mocy węglowych o 46%. Co ważne, przedstawiciel ministerstwa nie wykluczył budowy kolejnych mocy węglowych po 2035 r., choć zastrzegł, że nie ma żadnych decyzji w tym zakresie i na razie wspomniany rok traktowany jest jako docelowy w rozwoju nowych jednostek opalanych „czarnym złotem”.
Jak na państwo, które stawiane jest za wzór rozwoju OZE, jako alternatywy wobec energetyki opartej na paliwach kopalnych, to dane te mogą zaskakiwać. Ale każdy, kto poświęci trochę tylko czasu na analizę systemu elektroenergetycznego w tym ogromnym państwie nie może być zaskoczony. Dość gwałtowny wzrost mocy z OZE zderzając się z bardzo słabo dostosowaną do tego rodzaju energetyki infrastrukturą przesyłową skutkuje interwencyjnym zaniżaniem generacji przez operatorów sieci, administracyjnym wstrzymywaniem kolejnych inwestycji i lokalnymi awariami systemów elektroenergetycznych. W efekcie indyjskie przedsiębiorstwa energetyczne podpisują kolejne długoterminowe umowy z producentami energii elektrycznej dysponującymi mocami węglowymi. I należy z dużym prawdopodobieństwem założyć, że jeszcze długie lata rzeczywistość gospodarcza Indii będzie definiowana przez energetykę węglową. Jak wskazują kolejne raporty Międzynarodowej Agencji Energetycznej od lat energetyka węglowa odpowiada w Indiach za ok. 75% produkcji energii elektrycznej.
I zastanawiam się tylko, czy wskazywane tu problemy z sieciami przesyłowymi nie stanowią wygodnego alibi by dalej trzymać się paliw kopalnych. Niby Indie deklarują udział we wszystkich porozumieniach klimatycznych, starają się modernizować, pokazują jak dużo inwestują w OZE, ale na końcu i tak 75% energii pochodzi ze źródeł węglowych. Przypadek? Mnie to wygląda na zdrowy rozsądek i spryt, którego nam tak bardzo brakuje. Może uczmy się od Hindusów!
Tradycyjnie: Precz z Zielonym Ładem!
Materiał powstał dzięki współpracy z Wojciechem Jakóbikiem i serwisem Energy Drink.
Źródła:
- http://www.gkpge.pl/dla-inwestorow/raporty-biezace/odwolanie-czlonkow-zarzadu-oraz-delegowanie-czlonka-rady-nadzorczej-do-czasowego-wykonywania-czynnosci-czlonka-zarzadu2
- www.bgk.pl/aktualnosc/bgk-jakub-jaworowski-czlonkiem-zarzadu-w-miejsce-leszka-stypulkowskiego-1/
- www.pej.pl/dla-mediow/aktualnosc/zielone-swiatlo-z-komisji-europejskiej-dla-atomu-w-polsce-bruksela-zgodzila-sie-na-pomoc-publiczna-dla-elektrowni-jadrowej-na-pomorzu/
- www.energydrink.today/2025/12/09/komisja-zgadza-sie-na-model-finansowania-elektrowni-jadrowej-w-polsce/
- www.www.wnp.pl/energia/przelomowa-decyzja-ws-polskiej-elektrowni-jadrowej-komisja-europejska-daje-zielone-swiatlo,1012129.html
- www.nucnet.org/news/europe-approves-state-aid-for-poland-nuclear-station-first-concrete-planned-for-2028-12-2-2025?utm_source=chatgpt.com
- www.dialog.slaskie.pl/pl/aktualnosci/systemowe-problemy-systemu-cieplownictwa-wracaja-na-wrds.html
- www.biznes.pap.pl/wiadomosci/firmy/bgk-przygotowuje-sie-do-udzialu-w-finansowaniu-elektrowni-jadrowej
- www.montelnews.com/news/7400a852-696b-4d13-8635-f34f976343fb/italy-drafts-new-energy-package-with-power-gas-discounts
- www.energydrink.today/2025/12/12/polska-cena-maksymalna-odbiorcy-energochlonni-przemysl/
- www.solarpowereurope.org/press-releases/new-report-eu-hits-2025-solar-target-but-market-contraction-puts-2030-goal-at-risk
- www.www.reuters.com/sustainability/boards-policy-regulation/india-has-no-immediate-plans-add-coal-power-capacity-beyond-2035-official-says-2025-12-07/
