Materiał powstał dzięki współpracy z Wojciechem Jakóbikiem i serwisem Energy Drink.
Poniedziałek – 23 czerwca
Nadchodzi konsolidacja PGG, PKW i Węglokoksu Kraj informuje WNP.pl (https://www.wnp.pl/energia/nadchodzi-konsolidacja-pgg-pkw-i-weglokoksu-kraj-jest-wymogiem-czasu,956310.html). Portal jest z reguły dobrze poinformowany o sprawach śląskich, więc informacja ta brzmi wiarygodnie. W artykule są wypowiedzi Prezesa Polskiej Grupy Górniczej, Łukasza Deji, Bogusława Ziętka, szefa Sierpnia’80 i jednego z posłów PO. Wszyscy popierają taki pomysł. Ja traktuję to jako zapowiedź łączenia wymienionych Spółek. Wprawdzie Prezes PGG mówi o konsolidacji w zakresie sprzedaży i zakupów, a nie łączeniu spółek, ale nie czarujmy się, jeżeli decyzja zapadnie, to do tego cała operacja miałaby prowadzić. Raptem kilka dni wcześniej Prezes Deja w rozmowie z tym samym medium rysował w dość czarnych barwach przyszłość PGG, więc takie medialne zapowiedzi tym bardziej nie dziwią (https://www.wnp.pl/energia/prezes-pgg-lukasz-deja-dla-wnp-o-wyzwaniach-i-zagrozeniach-tego-potrzebujemy-do-zycia-jak-tlenu,954912.html). Prezes PGG wspominał także o nowelizacji ustawy o funkcjonowaniu górnictwa, ale jak znam trochę rzeczywistość państwowego akcjonariatu, to właśnie takie konsolidacje, łączenia spółek bardziej rozpalają wyobraźnię decydentów politycznych i menedżerów. Z wielu względów. Tu zwrócę tylko uwagę, że w trakcie procesu fuzji mniej patrzy się na kwestie ekonomiczne, wyniki, zyski etc. prezesi, urzędnicy ministerstwa, a wreszcie politycy zawsze mogą się tłumaczyć – jesteśmy w trakcie konsolidacji, teraz trudno nas rozliczać z wyników. To świetne alibi. O innych korzyściach dla decydentów płynących z takich procesów, nawet nie wspomnę.
Przy okazji na ciekawą kwestię zwrócił na Portalu X Piotr Maciążek, znany ekspert z obszaru energetyki. Mianowicie poinformował, że raptem dwa-trzy tygodnie temu Ministerstwo Klimatu i Środowiska w odpowiedzi na jedną z interpelacji oświadczyło, że żadnych planów konsolidacji spółek górniczych nie ma. Aleksander Gorczakow, minister spraw zagranicznych carskiej Rosji miał powiedzieć: nie wierzę w niezdementowane informacje. Idąc tym tropem, to odpowiedź MKiŚ należy traktować tym bardziej, jako zapowiedź takich planów. Nie sądzę, by urzędnicy Ministerstwa przy pisaniu odpowiedzi brali pod uwagę dorobek Gorczakowa, ale muszę przyznać, że patrząc na działalność obecnego kierownictwa Ministerstwa, krzyczący brak sukcesów i gasnącą w oczach wiarygodność, to też uważam, że w sprawie łączenia spółek górniczych jest coś na rzeczy.
Kolejny dzień wzajemnych ostrzałów na linii Izrael – Iran.Do ataków na Iran przyłączyły się Stany Zjednoczone. Ale bardzo ciekawe rzeczy działy się z notowaniami ropy BRENT. I tak po otwarciu rynków cena jednej baryłki skoczyła do poziomu blisko 77 USD, co wydawało się dość logiczną konsekwencją eskalacji konfliktu. Ale potem cena zaczęła opadać, od pewnego momentu dość gwałtownie lądując na poziomie poniżej 70 USD.
Tak czy inaczej uważam, że ten konflikt powinien się jak najszybciej zakończyć. Reżym w Teheranie nie osłabł na tyle, by upaść, przeciwnie, zapowiada zamknięcie cieśniny Ormuz. To nie wróży dobrze.
Wtorek – 24 czerwca
Wielka Brytania znosi opłaty klimatyczne dla przemysłu, by pobudzić wzrost gospodarczy – informuje Bloomberg(https://www.bloomberg.com/news/articles/2025-06-22/uk-to-scrap-green-levies-for-heavy-industry-in-push-for-growth?utm_source=chatgpt.com). Otóż okazuje się, że brytyjski rząd – nominalnie lewicowy(!) – zamierza znieść „zielone” opłaty klimatyczne dla dużych odbiorców energii. Ma to objąć ponad 7 tys. firm m.in. z branży chemicznej i stalowej. Cel: obniżenie kosztów energii i wzmocnienia konkurencyjności przemysłu.
I tylko taka mnie naszła refleksja, czy gdyby nie Brexit, to obecny Rząd JKM zdobyłby się na taki krok czy raczej nie, twardo realizowałby dyrektywy klimatyczne płynące z Brukseli? Hm…
Bliski Wschód. Z wielkimi bólami, ale pojawia się szansa na zawieszenie broni między Izraelem a Iranem. To dobrze. Rynki też reagują optymistycznie. Baryłka ropy BRENT pod koniec dnia kosztuje już mniej niż 67 USD. Uśmiech Rosji, jakby mniejszy.
Środa – 25 czerwca
Spektakularny gambit Minister Pauliny Hening-Kloski.Do procedowanej w Sejmie tzw. „ustawy wiatrakowej” przygotowanej przez Rząd (ustawa o zmianie ustawy o inwestycjach w zakresie elektrowni wiatrowych oraz niektórych innych ustaw), dopisano poprawkę o mrożeniu cen energii elektrycznej dla obywateli. O mrożeniu cen energii nie będę się szczegółowo wypowiadał, koncepcja ma rzeszę zwolenników, ale słychać też bardzo poważne głosy przeciw. Ja, będąc zwolennikiem wcześniejszych podobnych rozwiązań (podkreślę, przy wszystkich ich wadach) nie będę krytykował obecnego rządu za podtrzymanie tego mechanizmu. Ale bardzo mi się nie podoba wpychanie tego rozwiązania do innej ustawy, która wywołuje tak wiele kontrowersji. Czyli popularną społecznie instytucję prawną umieszczamy w innym, ale wywołującym spore kontrowersje, akcie prawnym, by utrudnić Prezydentowi RP ewentualne weto. Czyli interes obywateli służy do załatwiania interesu różnej maści lobbystów. Trzeba przyznać, to też nie nowy fortel.
A pamiętajmy, że „ustawa wiatrakowa” znacznie liberalizuje zasady lokalizowania lądowych farm wiatrowych.Zmniejszona zostanie minimalna odległość takich instalacji od zabudowań mieszkalnych do 500 m. (z obecnych 700 m.). Jak można przeczytać na stronach rządowych, ma to być rzekomo „efekt konsensusu społecznego i naukowego” (https://www.gov.pl/web/premier/rzad-wspiera-rozwoj-energetyki-wiatrowej-i-zamraza-ceny-pradu-do-konca-2025-roku). Tak? A mógłbym prosić o jakieś szczegóły zawierania tego „konsensusu”?
Ale oddajmy głos Pani Hening-Klosce, bo zdecydowanie Pani Minister była gwiazdą dnia:
„Wiatraki na lądzie należą do najtańszych źródeł energii dostępnych w miksie energetycznym. Im więcej odnawialnych źródeł energii w miksie naszego kraju, tym niższe dostępne ceny energii” (…) „Dotyczy to wiatru na lądzie, morzu, wody i słońca. Szczególnie energia pochodząca z wiatru i słońca uzupełniają się w ujęciu rocznym. Nasz systemu musi być stabilny i dalszy rozwój fotowoltaiki bez uwolnienia energetyki wiatrowej będzie trudny, bo w miesiącach, kiedy w Polsce świeci mniej słońca, produkujemy więcej prądu z wiatru”. Pani Minister stwierdziła też, że „jest dobrze oceniana”, a liderzy koalicji są zadowoleni z jej pracy. Z tego powodu wypada złożyć Pani Minister szczere gratulacje. Ale, aż się prosi zapytać, a Polacy?
(cytaty m.in. za: https://serwisy.gazetaprawna.pl/energetyka/artykuly/9827772,20-tys-zl-dla-mieszkanca-150-tys-dla-gminy-minister-hennig-kloska.html; https://dorzeczy.pl/ekonomia/745278/przepis-o-mrozeniu-cen-energii-w-iv-kw-w-formie-poprawki-do-ustawy-wiatrakowej.html).
Zamieszanie z aktualizacją „Programu polskiej energetyki jądrowej”. Bo oto w poniedziałek 23 czerwca na stronach rządowych ukazuje się projekt Uchwały Rady Ministrów przesuwający termin przedstawienie przedmiotowego dokumentu na 3 kwartał b.r. (https://www.gov.pl/web/premier/projekt-uchwaly-rady-ministrow-w-sprawie-aktualizacji-programu-wieloletniego-pod-nazwa-program-polskiej-energetyki-jadrowej3ie). Ktoś mógłby złośliwie zapytać: a bo to pierwszy raz? Rzeczywiście, obecna ekipa zapowiadała – o ile dobrze liczę – cztery lub pięć terminów prezentacji tejże aktualizacji, a pierwszy z nich wg. słów Pani Minister Hening-Kloski to „połowa 2024 r.” No tak, ale sprawa jest zbyt poważna, by kwitować to prostymi złośliwostkami.
Obecnie obowiązuje wersja Programu z dnia jego przyjęcia tj. 2 października 2020 r. (Uchwała Rady Ministrów Nr 141; M.P. poz. 946 oraz z 2024 r. poz. 569 i 890). Rozumiem, minęło pięć lat, dokument ma kluczowe znaczenie dla państwa i zawsze może pojawić się potrzeba jego korygowania, szczególnie w tak zmieniającej się rzeczywistości politycznej i gospodarczo-społecznej. Sami projektodawcy wspominają m.in. o konieczności zmian w sposobach finansowania rozwoju energetyki jądrowej czy zmian w finansowaniu „działań związanych z rozbudową niezbędnej infrastruktury technicznej na potrzeby energetyki jądrowej, zapewnieniem wysokiego udziału polskiego przemysłu we wdrażaniu energetyki jądrowej oraz komunikacją i edukacją społeczną w zakresie energii jądrowej”. Tylko dlaczego to zajmuje tyle czasu? Już ponad rok i potrwa jeszcze kilka miesięcy. Czy te opóźnienia nie będą wpływały negatywnie na harmonogram realizacji inwestycji? Mój niepokój, czy ten temat jest traktowany z należytą powagą wzrasta, jak czytam w przywołanym projekcie Uchwały Rady Ministrów, że „konieczność aktualizacji Programu polskiej energetyki jądrowej wynika z potrzeby usprawnienia i przyspieszenia działań związanych z wdrażaniem energetyki jądrowej w Polsce.” Czyli musimy aktualizować Program, aby przyspieszyć działania (słusznie!), a realizujemy to poprzez… opóźnianie aktualizacji!? Ktoś tu chyba chce nas przeszkolić z dialektyki. Ja dziękuję, to co miałem na studiach wystarczy, ale powtórzę: czy jest to poważne traktowanie fundamentalnej dla naszego państwa sprawy?
Nie wiem, czy pod wpływem krytycznych komentarzy po publikacji cytowanego projektu Uchwały RM, czy było tak zamierzone wcześniej, ale 25 czerwca projekt aktualizacji „Programu polskiej energetyki jądrowej” został skierowany do konsultacji społecznych. Termin ich zakończenia to 25 lipca. Krytycznej opinii o opóźnieniu nie zmieniam, ale na bezrybiu i rak ryba, niech będzie to co jest. Jeżeli konsultacje te nie są organizowane wyłącznie „na alibi” to przyjmijmy je i traktujmy jako zapowiedź porządnej pracy nad naszym programem atomowym (więcej o samej aktualizacji w tekście Aktualizacja PPEJ: Oto co rząd zmienia w planie budowy polskiej energetyki jądrowej; https://dobitnie.pl/nowa-aktualizacja-ppej-co-rzad-zmienia-w-planie-budowy-polskiej-energetyki-jadrowej/).
Czwartek – 26 czerwca
Pozostajemy przy polskich elektrowniach atomowych (bo kiedyś chyba powstaną?). Ciekawy tekst pojawił się w Dzienniku Gazecie Prawnej „Inwestycja pod (polityczną) ochroną? Jest szansa na konsensus wokół atomu” (https://serwisy.gazetaprawna.pl/energetyka/artykuly/9828019,inwestycja-pod-polityczna-ochrona-jest-szansa-na-konsensus-wokol-at.html). Autor, Marceli Sommer zastanawia się, na ile możliwy jest ponadpartyjny konsensus w najważniejszych sprawach dot. strategicznych projektów inwestycyjnych. Dotychczasowe doświadczenia nie nastrajają optymistycznie, każda ekipa ma coś za paznokciami, choć należy zauważyć – i to jest moja opinia – zdecydowanie najwięcej zastrzeżeń można kierować pod adresem obecnie rządzących (pisałem też o tym na lamach DOBITNIE). Ale zgadzam się z autorem, szukajmy możliwości wyjścia z tej niszczącej wszystko wojenki politycznej, przynajmniej w tym strategiczno-inwestycyjnym wymiarze. Sommer, jako przykład takiego potencjalnego porozumienia podaje projekt drugiej elektrowni atomowej. Jak wiadomo, nie wskazano jeszcze partnera technologicznego, nie ma jeszcze nawet wybranej lokalizacji jednostki, ale jak możemy przeczytać w ujawnionym właśnie projekcie aktualizacji PPEJ, jeszcze w 2025 r. mają być podjęte pierwsze decyzje przygotowujące inwestycję. To nie oznacza, że wybór partnera dokona się w tym roku, ale może być tak, że jeszcze w tej kadencji. Tak czy inaczej, patrząc na założenia aktualizowanego PPEJ prawdopodobnie będziemy mieli do czynienia z sytuacją, że potencjalna zmiana ekipy rządzącej zastanie projekt drugiej elektrowni na etapie poważniejszego zaawansowania. I co wtedy? Przychodzi nowa ekipa i wszystko kasuje, tak jak im wygodnie? Postulat autora jest oczywisty: nie, nie wyrzucajmy wszystkiego do kosza, starajmy się budować jakiekolwiek ponadpartyjne porozumienie! Ja dodam, że tego chcą też Polacy. I to nie teraz, ale od lat. Warto przypomnieć badania, które już po wyborach parlamentarnych w październiku 2023 r. przeprowadzono na zlecenie tego samego DGP i RMF w sprawie zasadniczych projektów państwowych. Polacy dość wyraźnie powiedzieli, że życzą sobie kontynuacji, a w zakresie budowy elektrowni jądrowych, opcję taką popierało 86% ankietowanych (więcej w serii artykułów Grzegorza Osieckiego i Tomasza Żółciaka w DGP 5-6 listopada 2023 r. m.in. https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/kraj/artykuly/9338571,polacy-chca-dalszych-inwestycji-w-atom-zbrojenia-i-cpk-sondaz.html).
Pewną słabością tekstu Marcelego Sommera jest brak wypowiedzi polityków obu stron sporu w tej konkretnej sprawie, choć jest przywołane ważne oświadczenie Premiera Donalda Tuska po ostatnim posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego zwołanej m.in. w sprawie bezpieczeństwa energetycznego. Przypomnijmy, Pan Premier stwierdził, że „bardzo bym chciał, żeby strategia dotycząca szeroko pojętego bezpieczeństwa energetycznego była wspólna i była kontynuowana – niezależnie od tego, jakie będą wyniki wyborów za 5 czy 10 lat.” Brak polityków rekompensują wypowiedzi ważnych i mogących legitymować się sukcesami menedżerów państwowych spółek za czasów rządów PiS: Wojciecha Dąbrowskiego (m.in. b.Prezes PGE) czy Marcina Chludzińskiego (b.Prezes ARP, KGHM i Gaz-System). Obaj jednoznacznie wskazują na konieczność strategicznego myślenia o ważnych projektach państwowych i przyjęcia właśnie propaństwowego spojrzenia na kwestię przygotowania i kontynuacji takich projektów. W tym samym duchu wypowiada się też Wojciech Wrochna, Pełnomocnik ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.
Dołączę się więc i ja. Tak, brakuje nam takiego ponadpartyjnego myślenia strategicznego. Ale widać, że wiele osób – ekspertów, komentatorów, a także polityków tego oczekuje. A przede wszystkim, oczekują tego Polacy! Tak więc, kieruję apel do obecnie rządzących: zaproście przedstawicieli opozycji do dyskusji o projektach atomowych. Włączcie ich w proces konsultacji, ba, może pomyślcie nad formułą włączenia ich – oczywiście w rozsądnym zakresie – w proces podejmowania kluczowych decyzji (wybór lokalizacji i partnera technologicznego). Taki gest będzie pozytywnie odebrany przez obywateli, ale będzie tak po prostu, dobry dla Polski. Amen!
Piątek – 27 czerwca
Pozostając w obszarze polskiego atomu, pokręcimy się nieco na karuzeli kadrowej.
Kilka dni temu Rzeczpospolita poinformowała, iż Prezesem spółki Polskie Elektrownie Jądrowe zostanie Pan Marek Woszczyk (https://energia.rp.pl/atom/art42572521-nowy-zarzad-atomowej-spolki-mozliwy-w-tym-tygodniu). W piątek sprawa została oficjalnie ogłoszona, Nadzwyczajne Zgromadzenie Spółki powołało Pana Woszczyka na funkcję Prezesa z dniem 1 lipca b.r. W skład Zarządu powołano także Bogumiłę Ożarską-Karbowiak. Zarząd uzupełniają Piotr Piela (pełniący dotychczas obowiązki Prezesa) i Tomasz Szubiela. Marek Woszczyk ma dość bogate c.v. energetyczne był m.in. Prezesem Urzędu Regulacji Energetyki (2011-2013) i Prezesem PGE (2013-2016). Odpowiadał też za upstream w PGNiG i Grupie LOTOS. Mimo, że kojarzony z zapleczem eksperckim PO zbierał dobre oceny u menedżerów z czasów PiS. Ja nie miałem okazji poznać osobiście, więc z ciekawości i na potrzeby niniejszej notatki, poprosiłem kilka osób o opinię. I z reguły była pozytywna. Jedną przytoczę, bo emblematyczna „może i nienajsympatyczniejszy, ale kompetentny i skuteczny”. Hm… To wypada życzyć Panu Prezesowi powodzenia. Pisałem o tym wcześniej, wielkie wyzwanie bo i znaczenie dla państwa ogromne. Ale też warto podkreślić, że dopiero co został osiągnięty kolejny ważny etap w drodze do budowy pierwszej elektrowni jądrowej w Polce, PEJ podpisało umowę pomostową z Westinghouse. To trochę uspokoiło emocje, szczególnie u partnerów z USA, a nowemu Prezesowi może ułatwić pracę bo klimat będzie trochę przychylniejszy.
W piątek pojawiła się też informacja, że w poniedziałek 30 czerwca zostanie powołany nowy szef Narodowego Centrum Badań Jądrowych (NCBJ). Tak, to ta jednostka odpowiada za jedyny w Polsce reaktor jądrowy „Maria” w Świerku, który nie pracuje już od blisko trzech miesięcy. Ten przestój, bodaj bez precedensu w historii Świerku, to wielopoziomowa kompromitacja. Nie mam zamiaru dogłębnie analizować kto jest bardzie winny tej sytuacji. Dla mnie odpowiedź jest prosta i proszę mi wybaczyć za te bolesne uproszczenie – to kompromitacja wszystkich instytucji w to zaangażowanych: zarówno bezpośrednio – NCBJ i Polskiej Agencji Atomistyki (PAA) – jak i pośrednio m.in. przez nadzór, czyli ministerstwa przemysłu, klimatu i środowiska, nauki i szkolnictwa wyższego i kogo tam jeszcze. Ale to de facto kompromitacja Rządu i państwa polskiego! Jak ktoś chce jest szereg artykułów dostępnych w mediach branżowych, gdzie możemy znaleźć wiele szczegółów dotyczących tej sytuacji i generalnie NCBJ i PAA Ja nawet dotarłem do artykułu Wojciecha Jakóbika w BiznesAlert jeszcze z kwietnia 2023 r. wskazującego na bardzo złe wówczas nastroje w załodze NCBJ związane m.in. z bardzo niskimi, jak na rodzaj wykonywanej pracy, zarobkami. Za całe zamieszanie stanowiskiem zapłacił, jako jedyny, Dyrektor NCBJ prof. Krzysztof Kurek. Ministerstwo Przemysłu w komunikacie przesłanym do Portalu BiznesAlert, poinformowało, iż „będzie oczekiwać od nowego dyrektora, który zostanie wyłoniony w drodze konkursu, przedstawienia planu działalności NCBJ jako ośrodka badawczego wspierającego wdrożenie energetyki jądrowej w Polsce, ze szczególną rolą reaktora badawczego, a następnie wdrożenia go w życie” (https://biznesalert.pl/reaktor-maria-dostanie-nowego-dyrektora-akcja-ratunkowa-od-poniedzialku/). Czyli będzie takim strażakiem gaszącym pożar radośnie spowodowany przez wszystkich dookoła. Dobrze, że to metaforyczny pożar, szczególnie że jednym z problemów NCBJ był ponoć brak odpowiednio dostosowanych do obecnych wymogów regulacyjnych, procedur awaryjnych i bezpieczeństwa (https://www.wnp.pl/energia/reaktor-maria-juz-wkrotce-moze-wznowic-prace,959341.html).
Jak poinformował Wojciech Jakóbik, w NCBJ pojawi się jeszcze Prokuratura, która będzie analizować prawnokarne aspekty przestoju reaktora „Maria” (https://wjakobik.com/2025/06/26/reaktor-maria-prokuratura-licencja-sledztwo/). Doniesienie złożył Poseł PiS, Krzysztof Szczucki.
Sobota – 28 czerwca
Czerwiec to miesiąc, w którym Polskie Towarzystwo Energetyki Cieplnej opublikowało kilka raportów. Ja chciałbym poświęcić nieco uwagi Raportowi o długim i dość skomplikowanym tytule „Integracja sektora ciepłowniczego i elektroenergetycznego, czyli jak wykorzystać transformację ciepłownictwa systemowego do zapewnienia bezpieczeństwa dostaw ciepła i stabilizacji pracy systemu elektroenergetycznego” (raport można znaleźć na stronie: https://ptec.org.pl/raporty/raport-integracja-sektora-cieplowniczego-i-elektroenergetycznego-czyli-jak-wykorzystac-transformacje-cieplownictwa-systemowego-do-zapewnienia-bezpieczenstwa-dostaw-ciepla-i-stabilizacji-pracy-syste/). Muszę się przyznać, że mam pewien sentyment do tej organizacji. Uważam, że jest jedną z dwóch najprężniej działających stowarzyszeń branżowych w Polsce i staram się to oceniać nie tylko przez pryzmat mojego wcześniejszego zaangażowania, ale patrząc na bogaty dorobek. Obserwując dzisiejszą aktywność PTEC (w ub.r. zmieniono nazwę z PTEZ, Polskiego Towarzystwa Elektrociepłowni Zawodowych) to muszę stwierdzić, iż kierownictwo (prezesem jest Dariusz Marzec, szef PGE, który zastąpił na tym stanowisku Wojciecha Dąbrowskiego, byłego Prezesa PGE) dba o to, by organizacja była wciąż ważnym głosem w debacie na temat energetyki w Polsce, ze szczególnym uwzględnieniem ciepłownictwa systemowego. To cieszy. Może tylko wyrażę zdziwienie, że wśród Wiceprezesów nie ma nikogo z Zarządu ORLEN Termiki, choćby Andrzeja Gajewskiego. Termika jest właścicielem największych jednostek ciepła systemowego w UE i taka reprezentacja w Zarządzie PTEC byłaby uzasadniona, ale powiedzmy, że to szczegół. Mam też wrażenie, że zbyt dużą wagę przykłada się też do odcięcia od wcześniejszego dorobku organizacji, szczególnie z czasów szefowania Prezesa Dąbrowskiego, ale to może tylko moje hamletyzowanie.
Co do samego Raportu, to koordynatorem zespołu redakcyjnego była Pani Martyna Begiedza. Znam, to osoba ambitna i fachowa, co już na wstępie było zapowiedzią dobrze sporządzonej analizy. Autorzy nie kryją się z główną ideą Raportu, pisze o tym Prezes PTEC we słowie wstępnym: „Sprostanie wymaganiom unijnego pakietu „Fit for 55” wymaga od sektora ciepłowniczego nowego podejścia do prowadzenia działalności oraz określenia możliwych kierunków współpracy z elektroenergetyką. Kluczowe znaczenie mają tu m.in. kogeneracja ‒ czyli jednoczesna produkcja energii elektrycznej i ciepła ‒ oraz technologie Power to Heat, umożliwiające wykorzystanie nadwyżek energii z OZE w KSE do produkcji ciepła. Takie rozwiązania przyczyniają się do głębszej integracji sektorów, a tym samym zwiększają bezpieczeństwo energetyczne Polski, poprawiają sprawność wykorzystania paliw oraz efektywność przetwarzania energii pierwotnej, przy równoczesnym ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych.” No właśnie, to już nie jest tylko kwestia, skądinąd oczywista dla zdecydowanej większości ekspertów, że kogeneracja to najwłaściwszy model definiowania polskiej energetyki zawodowej w kontekście specyfiki naszego rozbudowanego ciepłownictwa systemowego. Teraz autorzy idą krok dalej, wprost mówiąc o konieczności integracji sektorów elektroenergetycznego i ciepłowniczego (tzw. sector coupling). Pracowicie przywoływane są kolejne argumenty przemawiające za takimi rozwiązaniami, by wymienić tylko:
§ wyzwania regulacyjne wynikające z polityki UE;
§ wspomniana specyfika polskiego systemu ciepłowniczego;
§ zauważalne zmiany w profilach produkcji firm ciepłowniczych w związku z coraz cieplejszymi zimami (ta fakt, nie opowiastki klimatystów);
§ wyraźna zmiana profilu źródeł wytwarzania energii elektrycznej w Polsce (większy udział OZE), co generuje całą gamę konsekwencji, w tym nienadążająca za tym elastyczność systemu;
§ ciepło systemowe jako stabilizator Krajowego Systemu Elektroenergetycznego (KSE).
Wszystko jak należy, opatrzone bogato szczegółowymi danymi technicznymi, ekonomicznymi i statystycznymi. Szczególnie ciekawe były symulacje współpracy systemu elektroenergetycznego z bardzo dużym systemem ciepłowniczym opartym o kogenerację i model Power to Heat (elektryczne źródła ciepła). Cennym elementem Raportu są dość licznie zdefiniowane rekomendacje podzielone na następujące obszary: procedury administracyjne (w zakresie deregulacji przepisów o realizacji inwestycyji), współpraca ciepłownictwa z KSE, mechanizmy finansowe wspierające sector coupling, modele rynku ciepła, komunikacja społeczna i edukacja.
Rzecz jasna, każda część przedmiotowego opracowania może być przedmiotem bardziej szczegółowej analizy, czasem polemiki, w końcu m.in. temu służą takie opracowania. Ja też czytając Raport miałem pewne wątpliwości np. nie jestem aż takim entuzjastą rozwiązań Power to Heat, ale tu widać rękę ekspertów z PGE, bo od lat promują takie rozwiązania. Ale to tylko jeden z wielu szczegółów. Generalnie Raport jest cennym materiałem analitycznym z mocno zarysowanym pakietem propozycji i jasno określoną koncepcją rozwoju sektorów elektroenergetycznego i ciepłowniczego. Jak rozumiem, to ma być też jeden z pomysłów na transformację energetyczną. Czy słuszny? Na pewno warty dyskusji.
Niedziela – 29 czerwca
Urlop. I jeszcze imieniny.Jedyne co mnie dzisiaj interesuje z obszaru energetyki, to bezpośrednie oddziaływanie Słońca na mnie i moich bliskich. W związku z tym, mała przerwa a następny SEPT prawdopodobnie za dwa tygodnie.
I zawsze pamiętajmy: Precz z Zielonym Ładem!
