Będąc publicystą, politykiem, ekspertem bądź innym uczestnikiem życia publicznego, trzeba w gruncie rzeczy spełniać dwa warunki, mieć dwie kompetencje, bez których albo ani rusz, albo przynajmniej nasza aktywność będzie mocno niepełna.
Rzecz jasna, nie chodzi mi o kompetencję merytoryczną, jakąś wiedzę, przemyślenia, niezależny umysł. To są wręcz przeszkody, które nawet jak ktoś ma, to powinien z nimi postępować jak góral ze starego dowcipu pytany przy zapisywaniu do partii, czy nie ma reakcyjnego poglądu: „Mam, ale go zwalcom”. Wystarczy spojrzeć na losy rozmaitych Rokitów.
Kompetencje podstawowe są dwie. Po pierwsze więc trzeba nauczyć się obsługi X-a (dawnego Twittera). Po drugie, odpowiednio wpisywać w fale oburzenia moralnego, a z czasem samemu je współkreować. Właśnie mieliśmy z taką falą do czynienia. Tym razem po naszej stronie, choć w obronie… Szymona Hołowni.
Obsługujące władzę Tuska medium ujawniło – z pełną troską rzecz jasna – że były marszałek ma cierpieć na depresję. „Biją!” – zakrzyknął były marszałek na X, a ze szturmem oburzenia ruszyli ci, którzy jeszcze niedawno chcieli go wsadzać do więzienia. Jako człowiek pozbawiony społecznej empatii nie oburzyłem się aż tak bardzo jak inni. „A co jak mnie nie oburza?” – mógłbym zawołać jak współczesny Gałkiewicz. Z kilku przyczyn.
Nie wiem, po pierwsze, jak fakt ujawnienia depresji mógłby w odbiorze społecznym Hołowni zaszkodzić. Depresja jest dziś powszechna niestety, często dosięga dzieci i budzi powszechne współczucie, bo każdy się jej, jak raka, boi.
Po drugie, pamiętam dociekania, czy Jarosław Kaczyński już zaraz umrze, sugerowanie alkoholizmu Lechowi Kaczyńskiemu przez tuskowego cyngla Palikota, ale też suflowane z prawej strony opowieści, że „Tusk ma Parkinsona, bo trzęsie się jak ten inny Niemiec, czy tam Austriak, co też ponoć miał”. A także zbliżoną opowieść o Jarosławie Gowinie, z kolei z prawej strony.
Polityk musi się w ogóle liczyć z tym, że wszystko wyjdzie na jaw, a jak nic złego nie robi, to zmyślą jeszcze gorsze rzeczy. W żaden sposób cynglarstwa medialnego to oczywiście nie usprawiedliwia. Zaraz po „Rzeczpospolitej” uderzenie w Hołownię wyprowadziła postkomunistyczna „Polityka”, atakując jego żonę, pilotkę F-16, że przed 40-tką, jak to się pilotom zdarza, przeszła na emeryturę. Czegóż się po bandzie postkomunistów i ich wychowanków spodziewać. Przekaz podchwyciły media białoruskie. Z historiami o Hołowni ktoś ostatnio chodził, mówiło się o tym, że jacyś emisariusze szukali jakichś mediów prawicowych, którym coś skapnie, jak odpalą jakieś tematy zdrowotne. Ale nikt tego nie wziął i stało się, jak się stało.
Brzydki, brutalny świat, a najbardziej się obruszają największe kanalie. Jak pisał Stanisław Barańczak o dominującej bliskowschodniej i północnoafrykańskiej kulturze: „w świecie mułłów nie ma regułłów”. A jakich kto ma mułłów, takich ma regułłów.
