Tak to się kończy, gdy ani prawica, ani lewica nie potrafią rządzić. Nowy rząd w Holandii

Tak to się kończy, gdy ani prawica, ani lewica nie potrafią rządzić. Nowy rząd w Holandii

blank

Dziś zostanie zaprzysiężony nowy rząd w Holandii, na którego czele stanie Rob Jetten z D66. Koalicję tworzą socjalliberalna D66, liberałowie z VVD oraz chadecja (CDA).

Po miesiącach negocjacji Holandia wchodzi w etap, w którym w najbliższym okresie ton krajowej polityki będzie nadawać centrum. Nowa centrowa koalicja dysponuje w sumie 66 mandatami w 150-osobowej Tweede Kamer (izbie niższej parlamentu), więc od pierwszego dnia będzie to rząd mniejszościowy.

Sytuacja wygląda jeszcze gorzej w Eerste Kamer (Senacie), gdzie koalicja posiada tylko 22 z 75 mandatów. To tam rozstrzygną się losy najważniejszych ustaw, a ich los będzie zależał od każdorazowego wypracowywania kompromisów z rozdrobnioną opozycją.

W poniedziałek zakończył również swoją misję premier Dick Schoof, emerytowany szef holenderskich służb specjalnych, który przez niemal dwa lata stał na czele prawicowego gabinetu współtworzonego między innymi przez populistyczną partię PVV Geerta Wildersa. Rząd od początku był targany sporami, głównie między ugrupowaniem Wildersa a NSC Pietera Omtzigta, co stopniowo prowadziło do utraty spójności koalicji.

Proces rozpadu przyspieszył po wyjściu z rządu PVV, a następnie NSC, co pozbawiło gabinet stabilnej większości parlamentarnej. W ostatnich miesiącach Niderlandami kierował już jedynie osłabiony rząd oparty na BBB (partii powstałej na fali rolniczych protestów) i VVD, dysponujący zaledwie 36 mandatami w 150-osobowej Tweede Kamer.

W przyspieszonych wyborach parlamentarnych, które odbyły się jesienią 2025 roku, D66 i PVV zakończyły głosowanie remisem, zdobywając po 26 mandatów. Na kolejnych miejscach znalazły się VVD z 22 mandatami, lewicowy sojusz PvdA/GL pod wodzą Fransa Timmermansa z 20 oraz CDA z 18 mandatami. Początkowo Jetten parł do porozumienia z lewicą Timmermansa, jednak liberałowie się temu sprzeciwili, co ostatecznie przesądziło o zbudowaniu mniejszościowej koalicji z udziałem jedynie CDA.

Ten ruch po raz kolejny obnażył fundamentalną zasadę niderlandzkiej polityki: bez VVD niezwykle trudno stworzyć rząd. Liberałowie są w Holandii prawdziwą partią władzy. Choć ich nieprzerwana obecność w kolejnych gabinetach trwa od 2010 roku, gdy stery przejął Mark Rutte, już w poprzednich dekadach byli kluczowym koalicjantem między innymi w rządach Wima Koka czy Jana Petera Balkenende. Zmieniają się premierzy, upadają rządy, a polityczne wahadło wychyla się raz w lewo, raz w prawo, podczas gdy VVD pozostaje stałym elementem układanki.

Natomiast prawica znalazła się na marginesie nie dlatego, że wygasła społeczna energia, która wcześniej wyniosła ją do władzy – problem z azylantami pozostaje nierozwiązany, kryzys mieszkaniowy się pogłębia. Prawica oddaje władzę dlatego, że ciągle się kłóciła i rządziła wyjątkowo nieudolnie. Obóz Wildersa stopniowo tracił wiarygodność jako siła zdolna do zapewnienia stabilności, a rozłam w PVV sprzed kilku tygodni był raczej skutkiem narastającego kryzysu niż jego źródłem.

Również lewa strona nie wykorzystała swojego momentu. Lewica Timmermansa pierwotnie liczyła na zwycięstwo w przyspieszonych wyborach, a po dotkliwej porażce (czwarte miejsce) chociaż na udział w rządach. Nic z tego nie wyszło. W konsekwencji były wiceszef Komisji Europejskiej ustąpił z funkcji lidera i udał się na polityczną emeryturę.

W efekcie mamy do czynienia z układem, w którym centrum wraca do gry nie dlatego, że porywa tłumy, ale dlatego, że w podzielonym parlamencie jest jedyną przestrzenią, w której udało się stworzyć rząd. Jetten obejmuje stery jako polityk kojarzony z technokratycznym stylem i zarządzaniem opartym na wyliczeniach, ale jego kluczowym zadaniem nie będzie żadna „wielka wizja”, tylko utrzymanie większości dla kolejnych ustaw w warunkach rządu mniejszościowego.

W niderlandzkiej polityce wraca logika środka: kompromis, parlamentarne transakcje i ciągłe testowanie, czy rząd nadal ma wystarczające oparcie, by forsować swoje projekty w parlamencie. To model stabilizujący system, ale jednocześnie skazany na permanentne negocjacje i politykę małych kroków. Kluczowe będzie to, czy centrum — dysponując zaledwie 66 mandatami w 150-osobowym parlamencie — zdoła utrzymać ster wystarczająco długo, by zamienić arytmetyczny kompromis w realne rządzenie.

Autor tekstu
Andrzej Pawluszek

Andrzej Pawluszek

Dziennikarz publikujący w Polsce i Holandii, autor bloga na portalu The Times of Israel. Założyciel United Against Defamation – organizacji walczącej z rozmywaniem niemieckiej odpowiedzialności za Holokaust

Wyszukiwarka
Kategorie
Andrzej Pawluszek

Andrzej Pawluszek

Dziennikarz publikujący w Polsce i Holandii, autor bloga na portalu The Times of Israel. Założyciel United Against Defamation – organizacji walczącej z rozmywaniem niemieckiej odpowiedzialności za Holokaust

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank