Prezes Narodowego Banku Polskiego ma stanąć przed Trybunałem Stanu – takie informacje płyną z Sejmu. Dzieje się to akurat teraz, gdy inflacja przekroczyła 4 proc. i będzie rosła.
Donald Tusk gra na zwiększenie chaosu, by udowodnić swoim fanatykom, że nadal potrafi być surowy. Dlatego sejmowa Komisja ds. Odpowiedzialności Konstytucyjnej sączy do mediów informacje o tym, że już w piątek pojawi się wniosek o postawienie Adama Glapińskiego, prezesa Narodowego Banku Polskiego przed Trybunałem Stanu. Powodem ma być skupowanie obligacji państwowych przez NBP. Zgodnie z konstytucją bank centralny nie ma prawa finansowania długu, jednak prezes NBP w latach 2020 -2021 skupował polskie obligacje na rynku wtórnym, przenosząc w ten sposób zadłużenie z zagranicy do Polski. Nie można tego więc w żaden sposób uznać za naruszenie konstytucji, jednak dla obecnej władzy najważniejsza jest wola wodza.
Paradoks tej sytuacji polega na tym, że ówczesne działania Adam Glapińskiego umożliwiły obecnemu rządowi dość bezpieczne zapożyczanie się w pierwszych latach bieżącej kadencji.
Zarzuty polityczne
W rzeczywistości nie chodzi jednak o jakiekolwiek merytoryczne zarzuty, ale czystą politykę. Donald Tusk jak kania dżdżu potrzebuje aktywów zgromadzonych w NBP, by ratować się przed koniecznością drastycznych cięć. Obecny prezes NBP od kilku lat nie wpłaca pieniędzy z zysku banku centralnego do budżetu – a przeszłości było to nawet kilkanaście miliardów rocznie – ale za te pieniądze kupuje złoto. W ten sposób stabilizuje złotówkę, która należy obecnie do grupy silnych światowych walut.
Kilka miesięcy temu Adam Glapiński zaproponował ponadto alternatywny dla forsowanego przez rząd program tzw. SAFE 0%. Chodziło o uzyskanie pieniędzy na zbrojenia ze sprzedaży złota i różnic kursowych przy handlu walutami. W ten sposób nie Polska nie zaciągałaby wielomiliardowych kredytów na kilkadziesiąt lat oraz mogłaby finansować zakupy uzbrojenia z własnych pieniędzy, bez oglądania się na Brukselę.
Ponieważ Adam Glapiński zaprezentował ten program razem z prezydentem Karolem Nawrockim, Tusk uznał to za akt wrogości i teraz postanawia się odegrać.
Skok cen
Atak na prezesa NBP następuje w momencie, w którym GUS ogłosił znaczny wzrost inflacji. We wrześniu wyniosła ona 4 proc. licząc rok do roku, a wobec sierpnia wzrosła o 0,7 proc. Choć dla zwykłych Polaków wzrost cen jest dotkliwy, to jednak dla premiera to informacja lepiej niż dobra. Inflacja oznacza szybki napływ do budżetu pieniędzy z podatków, które przecież naliczane są procentowo od ceny wyjściowej. Tego właśnie rząd dziś potrzebuje najbardziej, by nie musieć wdrażać programów oszczędnościowych przed wyborami.
Przeszkodę stanowi właśnie Adam Glapiński, który jako prezes banku centralnego jest zobowiązany do przeciwdziałania inflacji. Można się więc spodziewać, że w najbliższych miesiącach będzie prowadził restrykcyjną politykę dotyczącą stóp procentowych. To zaś jest dla Tuska skrajnie niebezpieczne. Gdyby premierowi udało się przejąć kontrolę nad NBP, sprawa byłaby załatwiona – jego nominat wykonywałby po prostu polecenia rządu.
Donald Tusk oczywiście zdaje sobie sprawę z tego, że atak na szefa NBP, wywoła chaos na rynkach, bo niezależność banku centralnego jest jednym z fundamentów istnienia wolnego rynku i zasad demokracji. Trzy lata temu szefowa Europejskiego Banku Centralnego ostrzegła obecnego premiera przed próbą podporządkowania NBP. W liście do Adama Glapińskiego Christine Lagarde pisała: „Prawo Unii Europejskiej zapewnia ochronę prezesowi Polskiego Banku Centralnego”. Dodała, że to na wypadek „gdyby przyszły rząd planował bezprawnie postawić go w stan oskarżenia”. W kolejnym akapicie jeszcze wzmocniła swoją opinię: „”Statut ESBC i EBC, w celu zagwarantowania niezależności prezesów krajowych banków centralnych, zapewnia ochronę na wypadek, gdyby Sejm miał następnie przyjąć uchwałę o postawieniu pana w stan oskarżenia”.
Tusk jednak dziś ma nóż na gardle. Trzy lata nieudolnych rządów i zadłużania państwa zaprowadziły go nad skraj przepaści. Powtarza się sytuacja sponad ponad dekady. Wówczas zagarnął pieniądze Polaków z OFE, dziś chce sięgnąć do skarbca NBP.
Zdjęcie: KPRM
