W ostatnich tygodniach widać wyraźny spadek notowań uprawnień CO2. Dla polskiego przemysłu energochłonnego i przedsiębiorstw energetycznych to mogą być powody do umiarkowanej radości, obsługa systemu będzie tańsza. Można znaleźć sporo analiz, rzeczowych opinii, ale dla mnie to jest okazja, by głośno to powiedzieć: skończmy z tym systemem. Precz z ETS!
Notowania europejskiego benchmarku osunęły się, schodząc z poziomów, które jeszcze niedawno przedstawiano jako „oczywistą normalność” transformacji energetycznej. Rynek zareagował nerwowo na sygnały polityczne płynące z kluczowych państw UE, gdzie coraz głośniej mówi się o potrzebie rewizji mechanizmu handlu emisjami. Przemysł energochłonny w wielu krajach traci konkurencyjność, a rządy – pod presją kosztów energii i nastrojów społecznych – zaczynają wysyłać sygnały o możliwej interwencji w rynek ETS. Sam fakt, że polityczna sugestia wystarczyła do istotnego tąpnięcia cen, pokazuje, jak dalece system ten jest konstrukcją regulacyjną, żerowiskiem dla spekulantów i elementem dociskania słabszych, a nie naturalnym rynkiem świadczącym o sile gospodarki z którą jest związany.
To nie jest więc przypadkowa korekta. To reakcja na rosnące napięcie między ideologiczną architekturą Zielonego Ładu a realiami gospodarczymi.
Zwolennicy ETS przez lata przekonywali, że wysoka cena CO₂ to racjonalny, przewidywalny impuls inwestycyjny, bo związany ze specjalnie na tę okazję stworzonym rynkiem. Nowym doskonałym narzędziem czasów „końca historii”, niby kierującym się zasadami gry rynkowej, ale mocno dociskanym licznymi elementami regulacyjnymi i słuszną ideą ratowania „płonącej planety”. Politycy, eurokraci, aktywiści, eksperci byli zachwyceni. Ale by rynek działał jeszcze lepiej, to do regulacji, decyzji i całego tego unijnego instrumentarium dołożono jeszcze jedno: wpuszczono do systemu kapitał spekulacyjny, który przez charakterystykę swojego działania miał dodatkowo drenować portfele uczestników systemu. I trzeba przyznać, drenował. Proszę spojrzeć na zmiany kursów w jednym tylko 2021 r. Przecież to tak, jakby do basenu z rannym bawołem wpuścić piranie. Dobrze nie zdążymy się odwrócić, a z biednego zwierzęcia zostaną same kości. Proszę mi wierzyć, nie przesadzam, obserwowałem to z bliska współkierując dużym przedsiębiorstwem ciepłowniczym. I zrobiono to świadomie, warto odświeżyć wypowiedzi ówczesnego komisarza ds. środowiska (wcześniej praworządności) Franza Timmermansa, który roił marzenia o cenie 200 EURO za jedno uprawnienie! 200 EURO!!! Czy wiecie Państwo, jakie wtedy płacilibyście rachunki za energię elektryczną? Dlatego dziwić może zdziwienie kanclerza Merza, który z przerażeniem patrzy na dane spływające z niemieckiego przemysłu. Czego kanclerz i jemu podobni się spodziewali? Że to dotknie tylko Polaków i innych opierających gospodarkę na węglu kamiennym?
A teraz, kiedy ten sztuczny system się chwieje, nie dziwne, że inwestorzy zaczynają kalkulować. Słuchają polityków, przedstawicieli przemysłu, związków zawodowych. Spadek cen CO₂ krótkoterminowo da oddech dla energetyki opartej na paliwach kopalnych i dla przemysłu. Długoterminowo jednak rodzi pytania o wiarygodność całego mechanizmu. Jeśli system ma być stabilnym narzędziem transformacji nie może jednocześnie podlegać tak niestabilnym cyklom politycznym. Tylko pytanie: jakiej transformacji? Tej opartej na ideologicznej histerii, zmuszającej nas do przestawiania się na niestabilne OZE? Tej, która swą moc pokazała w kwietniu ub.r. w Hiszpanii w czasie blackoutu? Kontestowanej w kolejnych państwach, na czele z USA, której głównym beneficjantem zysków gospodarczych są Chiny? Bo przecież nie płonąca planeta i nie potrzeby takich gospodarek, jak polska.
Wiele więc wskazuje, że obecne tąpnięcie cen to nie tylko epizod. To sygnał, że konsensus wokół ETS przestaje być oczywisty. W momencie spowolnienia gospodarczego i narastających kosztów życia priorytety polityczne ulegają zmianie. A gdy polityka jeszcze bardziej zaczyna korygować „rynek”, który i tak z rynkiem ma mało wspólnego, to te wspaniałe narzędzia inżynierii finansowej przestają być opłacalne i skuteczne. A co wtedy?
Dla mnie sprawa jest oczywista: ETS powinien być uchylony! Z tak wielu powodów, że długo by wymieniać (w sumie piszę o tym ciągle na łamach DOBITNIE). W grę włączyli się aktywnie politycy i to ci najpoważniejsi w UE. Na razie propozycje są raczej nieśmiałe, choć i padają głosy dość radykalne. W tym całym zgiełku brakuje mi mocnego stanowiska Polski, państwa chyba najbardziej dotkniętego tym systemem. Mam nadzieję, że się doczekam. Tym niemniej dyskusja w ramach EU już się zaczęła i spadające notowania uprawnień zdaję się być są tego potwierdzeniem.
