Rząd chce od 2027 r. podnieść VAT na część piw bezalkoholowych, radlerów i napojów energetyzujących. Dla budżetu oznacza to około 1,3 mld zł dodatkowych wpływów rocznie. Dla branży ważniejsze jest jednak coś innego: zniknie część przewagi podatkowej, z której korzystały produkty konkurujące bezpośrednio z colą, lemoniadą czy napojami energetycznymi. W praktyce fiskus i producenci klasycznych napojów mają tu częściowo zbieżny interes, choć z zupełnie innych powodów.
Na rynku napojów od kilku lat trwa coraz ostrzejsza walka o te same okazje konsumpcyjne. Piwo bezalkoholowe nie konkuruje już tylko z piwem tradycyjnym. W sklepie, na stacji benzynowej czy w restauracji staje obok coli, lemoniady, wody smakowej i energetyka. Rozwój segmentu 0 proc. sprawił, że znaczenia nabrała także różnica w opodatkowaniu tych produktów.
Dotychczas część napojów zawierających co najmniej 20 proc. soku owocowego, warzywnego lub owocowo-warzywnego mogła korzystać z 5-procentowej stawki VAT w handlu. Dotyczyło to również niektórych bezalkoholowych odpowiedników piwa, wina czy cydru. W gastronomii stosowano wobec nich stawkę 8 proc. Tymczasem wiele klasycznych napojów gazowanych od dawna jest objętych podstawową stawką 23 proc.
Sok dawał przewagę podatkową
Ta konstrukcja przez lata budziła zastrzeżenia producentów tradycyjnych napojów. Słodzony radler 0 proc. albo piwo bezalkoholowe z odpowiednią zawartością soku mogły być opodatkowane znacznie niżej niż zwykły napój gazowany, mimo że na półce sklepowej często walczyły o tego samego klienta.
Rząd chce tę różnicę zlikwidować. Przyjęty projekt przewiduje objęcie stawką 23 proc. bezalkoholowych odpowiedników napojów alkoholowych zawierających co najmniej 20 proc. soku. Ta sama stawka ma objąć również napoje energetyzujące z dodatkiem kofeiny lub tauryny, jeśli obecnie korzystają z preferencji dzięki odpowiedniemu składowi. Nowe zasady mają obowiązywać od 1 stycznia 2027 r.
Dla producentów coli, oranżad, mrożonych herbat czy innych napojów bezalkoholowych oznacza to wyrównanie części warunków konkurencji. Dla browarów rozwijających szybko segment 0 proc. oznacza natomiast utratę części przewagi cenowej, którą dotąd dawał system podatkowy.
Nie oznacza to jednak pełnego zrównania wszystkich napojów. Rynek nadal pozostaje objęty różnymi mechanizmami fiskalnymi, w tym opłatą cukrową, której zasady również są przedmiotem zmian. W praktyce system nadal będzie różnicował poszczególne kategorie, ale jedna z najbardziej widocznych preferencji ma zniknąć.
Zdrowie publiczne i 1,3 mld zł
Ministerstwo Finansów uzasadnia zmianę przede wszystkim względami zdrowotnymi i społecznymi. W materiałach dotyczących projektu wskazuje, że bezalkoholowe odpowiedniki piwa, wina czy cydru mogą utrwalać zwyczaje związane z konsumpcją alkoholu. W przypadku napojów energetyzujących resort odwołuje się do ich wpływu na dzieci i młodzież oraz do zakazu sprzedaży osobom poniżej 18. roku życia.
Za tym uzasadnieniem stoi jednak również bardzo konkretny rachunek fiskalny. Ministerstwo Finansów szacuje, że zmiana przyniesie w 2027 r. około 1,3 mld zł dodatkowych dochodów. Przy budżecie obciążonym wysokimi wydatkami na obronność, ochronę zdrowia i obsługę długu jest to kwota, której trudno nie brać pod uwagę.
Dlatego zmiana ma dwa wyraźnie widoczne skutki. Pierwszy dotyczy rynku: część produktów, które korzystały z niższego VAT, straci podatkową przewagę nad zwykłymi napojami bezalkoholowymi. Drugi dotyczy budżetu: państwo uzyska ponad miliard złotych dodatkowych wpływów rocznie.
Kto zapłaci za wyższy VAT
Najważniejsze pytanie dotyczy teraz cen. Podwyżka stawki z 5 do 23 proc. w handlu i z 8 do 23 proc. w gastronomii jest na tyle duża, że producenci i sprzedawcy będą musieli zdecydować, jak dużą część dodatkowego kosztu przerzucić na klientów, a jak dużą pokryć z własnej marży.
W handlu detalicznym może to osłabić cenową atrakcyjność części piw bezalkoholowych i radlerów. W gastronomii skutek może być jeszcze bardziej widoczny, bo różnica między dotychczasową a nową stawką jest większa. Restauracje i bary staną przed wyborem między podwyżką cen a pogorszeniem rentowności sprzedaży tych produktów.
W cieniu sporu o VAT rozgrywa się więc klasyczna walka o pieniądze i pozycję na rynku. Producenci klasycznych napojów chcą ograniczenia przewagi podatkowej konkurentów, browary będą bronić rentowności segmentu 0 proc., a państwo zyska dodatkowe 1,3 mld zł rocznie. Uzasadnienie zdrowotne pozostaje ważnym elementem projektu, ale o jego znaczeniu dla rynku przesądzi przede wszystkim to, jak mocno wyższy podatek przełoży się na ceny i sprzedaż.
