Polska gospodarka według danych statystycznych rośnie w tempie, którego mogłoby jej pozazdrościć wiele państw europejskich. Polacy jednak coraz gorzej oceniają jej kondycję i perspektywy. Październikowe badanie Głównego Urzędu Statystycznego przyniosło wyraźne pogorszenie nastrojów konsumenckich. Najbardziej spadły oceny sytuacji gospodarczej kraju, zarówno obecnej, jak i przewidywanej w najbliższym roku. Znacznie mniejsze zmiany dotyczą osobistych finansów ankietowanych. Ta rozbieżność może mieć istotne znaczenie dla przyszłości konsumpcji, od której w dużej mierze zależy tempo rozwoju polskiej gospodarki.
Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej spadł z minus 10,8 punktu we wrześniu do minus 14 w październiku. To jeden z najsłabszych wyników w bieżącym roku, porównywalny z kwietniowym pogorszeniem nastrojów. Jeszcze na początku tego roku wskaźnik utrzymywał się w pobliżu minus 9 punktów. W kolejnych miesiącach wyraźnie się wahał, ale jesienny spadek zwraca uwagę także w porównaniu z poprzednim rokiem. Pogorszył się również wskaźnik wyprzedzający, obrazujący oczekiwania konsumentów na najbliższe dwanaście miesięcy. Wyniósł minus 10,6 punktu, wobec minus 7,9 we wrześniu.
Wskaźniki ufności konsumenckiej pozwalają ocenić, jak gospodarstwa domowe postrzegają swoją sytuację ekonomiczną i czego spodziewają się w przyszłości. Bieżący wskaźnik obejmuje oceny zmian osobistych finansów, kondycji gospodarki oraz możliwości dokonywania większych zakupów. Wyprzedzający uwzględnia również oczekiwania dotyczące bezrobocia i oszczędzania. Oba mogą przyjmować wartości od minus 100 do plus 100, a wynik ujemny oznacza przewagę odpowiedzi pesymistycznych nad optymistycznymi. Są to wskaźniki nastrojów, a nie rzeczywistych dochodów czy wydatków. Ich znaczenie polega przede wszystkim na tym, że zmiany ocen konsumentów mogą poprzedzać zmiany ich zachowań na rynku.
Własny portfel lepszy niż gospodarka
Najbardziej charakterystyczną cechą październikowego badania jest rozbieżność między oceną własnych finansów a opinią o sytuacji całego kraju. Saldo odpowiedzi dotyczących obecnej kondycji gospodarki spadło o 6,9 punktu, a przewidywań na kolejny rok o 7,6. Tymczasem oceny osobistej sytuacji finansowej gospodarstw domowych zmieniły się nieznacznie. Niewielkie było także pogorszenie opinii o możliwościach dokonywania większych zakupów.
Może to wskazywać, że osłabienie nastrojów wynika w znacznej mierze z obaw o przyszłość gospodarki, a nie z gwałtownego pogorszenia domowych budżetów. GUS nie bada jednak bezpośrednio przyczyn tej rozbieżności. Znaczenie mogą mieć zarówno informacje o cenach, finansach publicznych i sytuacji międzynarodowej, jak również ogólne oceny kierunku rozwoju kraju.
Istotnym czynnikiem pozostaje inflacja. We wrześniu ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 4,1 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem, a szczególnie odczuwalny był wzrost cen paliw. Analitycy Erste Banku, których prognozy przytoczył Money.pl, ostrzegają, że po zakończeniu rządowych działań obniżających ceny paliw inflacja może ponownie zbliżyć się do 5 proc. Podobne sygnały płyną z Biura Inwestycji i Cykli Ekonomicznych, które wskazało w październiku na trzeci kolejny miesiąc narastającej presji inflacyjnej.
Rosnące koszty energii i paliw mają znaczenie wykraczające poza rachunki gospodarstw domowych, ponieważ wpływają również na koszty transportu, produkcji i usług. W pamięci konsumentów pozostaje ponadto okres wyjątkowo szybkiego wzrostu cen z poprzednich lat. Nawet jeśli obecna inflacja jest znacznie niższa niż w 2022 i 2023 roku, jej ponowne przyspieszenie może osłabiać poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego.
Konsumpcja może zwolnić, choć gospodarka nadal rośnie
Pogorszenie nastrojów następuje w okresie stosunkowo dobrej koniunktury gospodarczej. Grzegorz Siemionczyk na Money.pl zwraca uwagę, że polska gospodarka zachowała odporność na wstrząs energetyczny wywołany konfliktem na Bliskim Wschodzie. Ekonomiści Banku Pekao oceniają, że tegoroczny wzrost PKB może sięgnąć około 4 proc. Byłby to jeden z najlepszych wyników ostatnich lat.
Siemionczyk wskazuje również na znaczenie rosnących wydatków publicznych oraz inwestycji finansowanych ze środków europejskich, które pomagają podtrzymywać aktywność gospodarczą. Wcześniej, w czerwcowej analizie, zwracał uwagę na rozbieżność między wzrostem dochodów Polaków a ich wydatkami. Rosnące wynagrodzenia nie przekładały się w oczekiwanym stopniu na konsumpcję. Znaczenie mogą mieć oszczędności, zmiany demograficzne oraz różnice w sytuacji materialnej poszczególnych grup społecznych.
Na razie trudno mówić o zapowiedzi gwałtownego ograniczenia zakupów. Oceny możliwości dokonywania większych wydatków pogorszyły się stosunkowo nieznacznie, a przewidywania dotyczące oszczędzania pozostają dodatnie. Gospodarstwa domowe mogą więc nadal zwiększać konsumpcję, choć ostrożniej, niż oczekiwaliby tego przedsiębiorcy liczący na dalszy wzrost sprzedaży. Poważniejszym problemem byłoby utrzymanie się pesymizmu przez kilka kolejnych miesięcy. Jeżeli konsumenci zaczną obawiać się pogorszenia sytuacji zawodowej lub dalszego wzrostu kosztów utrzymania, mogą odkładać zakupy samochodów, wyposażenia mieszkań i innych droższych produktów. Wówczas skutki odczułyby handel, usługi i część przemysłu, a słabszy popyt krajowy ograniczałby tempo wzrostu gospodarczego.
Wiele zależy od przyszłej inflacji
Członkini Rady Polityki Pieniężnej Gabriela Masłowska w niedawnej wypowiedzi dla PAP Biznes nie wykluczyła podwyżki stóp procentowych jeszcze w grudniu, gdyby wzrost cen utrzymywał się powyżej celu NBP. Zastrzegła jednak, że nie dostrzega na razie wyraźnych wtórnych skutków presji inflacyjnej. Ewentualne podniesienie stóp procentowych mogłoby ograniczać popyt, zwiększając jednocześnie obciążenia części kredytobiorców.
Dodatkowe badanie GUS pokazuje, że sytuacja na Ukrainie nadal wpływa na postrzeganie bezpieczeństwa ekonomicznego. Blisko 28 proc. respondentów uznało ją za duże zagrożenie dla polskiej gospodarki, a ponad połowa przyznała, że konflikt oddziałuje na ich odpowiedzi dotyczące koniunktury. Nie oznacza to jednak, że wojna odpowiada za październikowe pogorszenie nastrojów. Badanie nie pozwala przypisać spadku wskaźników jednemu konkretnemu czynnikowi.
Najbliższe miesiące pokażą, czy polska gospodarka zachowa dotychczasowe tempo wzrostu mimo pogarszających się ocen jej kondycji. Jeżeli inflacja zacznie słabnąć, a sytuacja na rynku pracy pozostanie stabilna, nastroje konsumentów mogą się poprawić. Jeśli jednak wzrost cen ponownie przyspieszy, a pesymizm zacznie obejmować również oceny własnych finansów, gospodarstwa domowe mogą ograniczyć wydatki, nawet przy dalszym wzroście dochodów.
Październikowe wyniki GUS przypominają, że dobre wskaźniki gospodarcze nie muszą oznaczać równie dobrych nastrojów społecznych. Polska może utrzymywać wysokie tempo wzrostu PKB, podczas gdy konsumenci coraz ostrożniej planują zakupy. Jeśli ta rozbieżność się utrwali, stanie się problemem nie tylko dla rządu, lecz także dla przedsiębiorstw liczących na dalszy wzrost sprzedaży. O przyszłej sile konsumpcji zdecyduje bowiem nie tylko to, ile pieniędzy Polacy mają do dyspozycji, ale również to, czy będą przekonani, że mogą je bezpiecznie wydawać.
