Dlaczego Ukraińcy tak kochają UPA

Dlaczego Ukraińcy tak kochają UPA

blank

Nie ma co się nadymać, oburzać, robić mądre miny i z wyższością przekonywać, że kult zbrodniarzy z UPA zaszkodzi Ukrainie. Ukraińcy mają w nosie polskie rozterki i drażliwość, dla nich ci mordercy są i pozostaną bohaterami, ponieważ odnieśli zwycięstwo.

Ogłoszenie przez radnych obwodu lwowskiego 2027 rokiem Romana Szuchewycza i Ołeha Olżycza wywołało w Polsce niedowierzanie. No bo jak to? Tyle padło w Polsce słów oburzenia po tym jak Wołodymyr Zełeński nadał jednostce wojskowej imię „Bohaterów UPA”, że przecież powinni się opamiętać. Albo przynajmniej trochę przestraszyć, skoro rację Polakom przyznali Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy.

Z paternalistycznym poczuciem wyższości premier Donald Tusk przyznał więc, że ta decyzja zaszkodzi Ukrainie. Politycy rządzącej koalicji próbują relatywizować ten skandal tłumacząc, że przecież za uchwałą stoi zawodowy zadymiarz i banderowiec Swiatosław Szeremeta, który już raz dostał zakaz wjazdu do Polski.

Prawda jest jednak znacznie bardziej brutalna i Polacy nie powinni przed nią uciekać.

Zwycięzcy zbrodniarze

Wynoszenie pod niebiosa Romana Szuchewycza, Stepana Banderę, Dmytro Hrycaja czy Dmytro Klaczkiwskiego, który osobiście wydał rozkaz fizycznej likwidacji Polaków na Wołyniu, zaczęło się od pierwszych dni uzyskania przez Ukrainę niepodległości. Najpierw miało charakter marginalny, ale z biegiem czasu wchodziło mainstreamu polityki wschodniego sąsiada.

Polska przymykała na to oczy, gdyż panowało przekonanie, że to nacjonalistyczna choroba rodzącego się państwa. Z biegiem czasu mieli się cywilizować. Dodatkowo Ukraińcy nie posiadają zbyt wielu kryształowych bohaterów, którymi mogliby się chwalić, czczą więc pamięć upowców. Dla dodatkowego usprawiedliwienia przypominano, że w ukraińskiej świadomości UPA walczyła przede wszystkim z Armią Czerwoną.

Od początku była to nieprawda. Szuchewycz czy Klaczkiwski walczyli przede wszystkim z Polakami. Ich celem nie były oddziały Armii Krajowej, bo od tych zwykle Ukraińcy dostawali łupnia, ale ludność cywilna. Od początku tej wojny chodziło o dokonanie ludobójstwa – czystki etnicznej, która pozwoli pozbyć się z terenów Galicji Wschodniej żywiołu polskiego.

I trzeba przyznać, że w dużej cel został osiągnięty. Na terenach dawnych Kresów Wschodnich II Rzeczpospolitej Polaków prawie nie ma. Dzisiejsze państwo ukraińskie nie musi zatem liczyć się z polską mniejszością, jak to ma miejsce na Litwie czy Białorusi. Największe skupiska Polaków na Ukrainie znajdują się na terenach, które po I wojnie światowej pozostały w granicach sowieckiej Rosji.

Dokonane zbrodnie wzbudziły taką nienawiść i niepewność wśród polskich mieszkańców Kresów, że nawet jeśli przeżyli upowską rzeź, to za nic nie chcieli już tam pozostać.

Szuchewycz, choć w naszych oczach zawsze pozostanie zbrodniarzem, dla Ukraińców jest symbolem zwycięstwa. Barbarzyńskiego, okrutnego i podłego rzecz jasna, ale to przecież ostatecznie nie ma większego znaczenia. Na Wschodzie takie metody walki są przecież dopuszczalne, a miarą sukcesu jest skuteczność.

Państwo nam wrogie

Decyzja radnych obwodu lwowskiego powinna być swoistym otrzeźwieniem dla wszystkich, którzy ciągle w Kijowie widzą wartościowego sojusznika. W polityce nawet najbardziej brutalna prawda jest lepsza od kłamstwa i obłudy. Państwo, które bierze na sztandary zagorzałych wrogów Polski i Polaków, nie będzie nigdy nastawione do naszego kraju przyjaźnie. Symbole nie są pustą ceremonią, ale wyrazem zbiorowej świadomości. Jeśli nacjonalista i zawodowy zadymiarz Swiatosław Szeremeta stoi za tą skandaliczną decyzją, to przecież nie robi tego sam. Popierają go miejscowi mieszkańcy, elity polityczne i intelektualne. Gdyby działał w pojedynkę, nie osiągałby takich sukcesów.

Wyzbycie się romantyzmu w myśleniu o Ukraińcach może tylko pomóc Polsce w maksymalnym wykorzystaniu geopolitycznej sytuacji, w jakiej się obecnie znajduje Europa.

Rządząca obecnie w Polsce ekipa ma z tym jednak problem, gdyż krytyka Wołodymyra Zełeńskiego i całej ukraińskiej polityki pamięci oznaczałaby opowiedzenie się po stronie Donalda Trumpa. Amerykański prezydent raz na jakiś czas pokazuje Zełeńskiemu miejsce w szeregu i pokazuje, że nie jest głównym graczem w rozgrywce wielkich mocarstw. Obecnie właśnie mamy ten etap wzajemnych relacji. Rządzący Polską starają się więc nie widzieć pomników upowskich zbrodniarzy i dalej prowadzić politykę jak zwykle.

We wschodniej mentalności oznacza to jednak słabość. Dopóki Ukraińcy nie poczują na własnej skórze polskich retorsji, dopóty Szuchewycz, Bandera i Klaczkiwski będą górą.

Zdjęcie KPRM

Autor tekstu
Mariusz Staniszewski

Mariusz Staniszewski

dziennikarz, był m.in. wiceprezesem Polskiego Radia, prezesem TechFilm i wicenaczelnym Wprost, współtwórca Kanału Dobitnie i prezes Dobitnie Media.

Wyszukiwarka
Kategorie
Mariusz Staniszewski

Mariusz Staniszewski

dziennikarz, był m.in. wiceprezesem Polskiego Radia, prezesem TechFilm i wicenaczelnym Wprost, współtwórca Kanału Dobitnie i prezes Dobitnie Media.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank