Andrzej Domański może zostać wicepremierem, choć prezydent Karol Nawrocki krytykuje jego politykę finansową i nie przesądza decyzji o nominacji. Premier Donald Tusk wystąpił o awans ministra 20 października, po odrzuceniu przez Sejm wniosku o wotum nieufności. Dwa dni później Pałac Prezydencki zasygnalizował, że decyzja nie musi zapaść szybko. Spór rozgrywa się w szczególnych okolicznościach. Polska gospodarka rozwija się w tempie bliskim 4 proc. rocznie, należącym do najwyższych w Unii Europejskiej, ale deficyt finansów publicznych przekracza 7 proc. PKB. Ekonomiści doceniają część działań ministra, coraz częściej jednak ostrzegają przed skutkami rosnącego zadłużenia.
Domański objął Ministerstwo Finansów w grudniu 2023 roku. Wcześniej był analitykiem i zarządzającym funduszami inwestycyjnymi, a także głównym ekonomistą Instytutu Obywatelskiego i współtwórcą programu gospodarczego Platformy Obywatelskiej. W lipcu 2025 roku przejął również kompetencje ministra gospodarki. Skupienie obu dziedzin w jednym resorcie miało ułatwić koordynację polityki ekonomicznej. Oznaczało zarazem konieczność pogodzenia oczekiwań przedsiębiorców z potrzebami budżetu, obciążonego rosnącymi wydatkami na obronność, ochronę zdrowia i świadczenia społeczne.
Słodko-kwaśna ocena zmian
Do nielicznych bardzo przychylnych ocen pracy Domańskiego należy opinia Marka Kowalskiego, przewodniczącego Federacji Przedsiębiorców Polskich. W sierpniu 2025 roku w „Rzeczpospolitej” docenił większą otwartość resortu na konsultacje z biznesem, przebudowę Krajowego Systemu e-Faktur, podniesienie limitu zwolnienia z VAT do 240 tys. zł oraz uporządkowanie zasad poboru podatku u źródła. Krytykował jednocześnie część decyzji akcyzowych. Piotr Bujak, główny ekonomista PKO BP, zwracał uwagę na korzystny odbiór ministra przez inwestorów. Kamil Sobolewski z Pracodawców RP pozytywnie oceniał unikanie gwałtownych oszczędności, które w warunkach wysokich wydatków na bezpieczeństwo mogłyby osłabić wzrost gospodarczy. Zarazem wskazywał na niedostatek reform strukturalnych.
Do osiągnięć ministra można zaliczyć uchwalenie ustawy o osobistych kontach inwestycyjnych, która ma wejść w życie w styczniu 2027 roku. Nowe rozwiązanie ma zachęcać Polaków do inwestowania oszczędności na rynku kapitałowym dzięki preferencjom podatkowym. Jego skuteczność będzie można ocenić dopiero po rozpoczęciu funkcjonowania kont. Bardzo dużo kontrowersji wywołuje natomiast przygotowany przez rząd pakiet zmian PIT i CIT, obecnie rozpatrywany w Sejmie. Przewiduje on korzyści podatkowe dla części pracowników, z których według wyliczeń rządu ma skorzystać około 3,5 mln osób. Koszt obniżenia PIT w 2027 roku oszacowano na około 10 mld zł. Ekonomiści Erste Bank Polska i Credit Agricole oceniają jednak, że wpływ tych zmian na konsumpcję będzie niewielki, ponieważ znaczna część korzyści przypadnie osobom o wyższych dochodach.
Ubytek dochodów z PIT ma zostać zrekompensowany zwiększeniem wpływów z innych podatków, w tym CIT. Przewodniczący Rady Fiskalnej Sławomir Dudek pozytywnie ocenił zasadę równoważenia kosztów nowych ulg dodatkowymi dochodami. Zastrzegł jednak, że przy tak wysokim deficycie środki te należałoby raczej przeznaczyć na jego zmniejszanie. Rząd proponuje podniesienie stawki CIT z 19 do 22 proc. dla przedsiębiorstw o rocznych przychodach przekraczających 50 mln euro. Ministerstwo Finansów uzasadnia to większą zdolnością dużych podmiotów do ponoszenia ciężarów podatkowych.
Pułapka na mniejsze firmy i akcyzowa katastrofa
Najnowsza wersja projektu budzi jednak zastrzeżenia doradców podatkowych. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, stawka 22 proc. może objąć również znacznie mniejsze spółki uczestniczące w reorganizacji przedsiębiorstwa, nawet jeśli dotychczas korzystały z preferencyjnego CIT w wysokości 9 proc. Piotr Stryjewski z kancelarii Paczuski Taudul i Michał Walek z PwC wskazują, że przy określonych podziałach i przenoszeniu majątku wyższy podatek obejmie zarówno spółkę przekazującą, jak i przejmującą, w roku reorganizacji i dwóch kolejnych latach. Ministerstwo chce w ten sposób zapobiegać unikaniu podwyżki przez duże firmy. Eksperci ostrzegają jednak, że przepisy mogą dotknąć również reorganizacji podejmowanych z uzasadnionych powodów biznesowych. Projekt został częściowo poprawiony podczas prac sejmowej komisji, lecz zastrzeżenia pozostały. Ostateczne skutki będą zależały od treści uchwalonych regulacji.
Zastrzeżenia budzi również polityka akcyzowa. W 2025 roku rząd zmienił przyjętą wcześniej mapę akcyzową, znacznie przyspieszając podwyżki podatku od wyrobów tytoniowych. Efekty fiskalne okazały się słabsze od oczekiwań. Według ustaleń Business Insider Polska wpływy z akcyzy tytoniowej wyniosły około 33,6 mld zł, czyli o ponad 3,5 mld zł mniej, niż zakładało Ministerstwo Finansów. Były również o blisko 2 mld zł niższe od prognoz opartych na poprzedniej mapie akcyzowej. Dochody nominalnie wzrosły, ale podwyżki nie przyniosły zapowiadanego rezultatu. Problem dotyczy nie tylko akcyzy od wyrobów tytoniowych. Na 2026 rok rząd pierwotnie zaplanował 103,3 mld zł wpływów, tymczasem najnowsze przewidywane wykonanie wynosi około 94,5 mld zł. Różnica sięga 8,8 mld zł, choć wpływ na nią miały również inne czynniki, w tym prezydenckie weto wobec podwyżki akcyzy na alkohol. Rozbieżności między prognozami a rzeczywistymi dochodami skłaniają do oceny skuteczności przyjętej polityki podatkowej, zwłaszcza że dalsze podwyżki mogą wpływać na wielkość legalnej sprzedaży i rozwój szarej strefy.
Dług rośnie i rosnąć będzie
Najpoważniejsze zastrzeżenia ekonomistów dotyczą stanu finansów publicznych. Rządowa strategia przewiduje wzrost zadłużenia liczonego metodologią unijną z 59,7 proc. PKB w 2025 roku do 76,6 proc. w 2030 roku. Prof. Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Business Centre Club i były minister finansów ostrzegł przed odkładaniem ograniczania deficytu. Niemal 90 proc. planowanej poprawy wyniku finansów publicznych przypada dopiero na lata 2029-2030. Tymczasem jeszcze w 2024 roku rząd przewidywał deficyt na 2028 rok wynoszący 2,9 proc. PKB, a obecna prognoza wskazuje 6,8 proc. Wojciechowski zwraca również uwagę na rosnącą różnicę między krajową i unijną miarą długu, która w 2030 roku może sięgnąć niemal 924 mld zł.
Rada Fiskalna ocenia ryzyko przekroczenia ustawowego progu zadłużenia wynoszącego 55 proc. PKB już w 2027 roku jako bardzo wysokie. Ministerstwo Finansów kwestionuje część wyliczeń Rady i podkreśla zgodność projektu budżetu z obowiązującymi regułami. Krytyczne uwagi płyną także ze środowisk konserwatywnych i liberalnych gospodarczo. Jerzy Wysocki w komentarzu dla Warsaw Enterprise Institute wskazuje na utrzymywanie wysokiego deficytu, a Piotr Arak, były prezes Polskiego Instytutu Ekonomicznego, ostrzega przed rosnącymi kosztami obsługi zadłużenia. Oceny Domańskiego nie można jednak oddzielać od wydatków obronnych, zobowiązań odziedziczonych po poprzednich rządach i decyzji całej koalicji.
Awans na wicepremiera – czy będzie deal: wicepremier za wiceprezesów NBP?
W tej sytuacji szczególnego znaczenia nabiera zapowiadany awans. Tomasz Setta na Money.pl ocenił, że nominacja na wicepremiera nie oznacza automatycznie nowych kompetencji ani zmiany sposobu prowadzenia polityki gospodarczej. Dochodzi do tego konflikt między premierem a prezydentem. Artykuł 161 Konstytucji przewiduje dokonywanie zmian w składzie rządu przez prezydenta na wniosek premiera, ale nie wyznacza terminu takiej decyzji. Pałac nie zapowiedział formalnej odmowy.
I tu wchodzimy na teren spekulacji na temat możliwej „wymiany jeńców”.
Prezydent oczekuje kontrasygnaty Donalda Tuska pod postanowieniami dotyczącymi powołania czterech członków zarządu Narodowego Banku Polskiego. Premier wcześniej odmówił podpisu, a Pałac ponowił wniosek 16 października. Sprawa jest pilna, ponieważ 4 listopada wygasa kadencja wiceprezesa NBP Adama Lipińskiego. Jeżeli do tego czasu nie zostanie powołany jego następca, zarząd banku centralnego będzie liczył pięciu członków, podczas gdy ustawa wymaga co najmniej sześciu, nie licząc prezesa NBP. Powstałby problem prawny dotyczący funkcjonowania organu odpowiedzialnego m.in. za realizację polityki pieniężnej, nadzorowanie operacji otwartego rynku i analizowanie stabilności systemu finansowego. Dalszy impas mógłby również wywołać spór o prawidłowość podejmowanych przez zarząd decyzji.
Powstaje zatem możliwość porozumienia, w którym zgoda prezydenta na awans ministra oraz kontrasygnata premiera pod nominacjami do NBP zakończyłyby dwa spory personalne. To jednak wyłącznie możliwy scenariusz. Hipotetyczny, ale nie nierealny.
Spór o nominację Domańskiego na wiceprezesa Rady Ministrów, nawet jeżeli zakończy się politycznym porozumieniem, nie zmieni zasadniczych uwarunkowań, w jakich działa minister. Polska ma dziś stosunkowo wysokie tempo wzrostu gospodarczego, a mimo to rząd przewiduje dalsze szybkie zwiększanie zadłużenia. Można wskazywać na wyjątkowe wydatki obronne, odziedziczone zobowiązania i ograniczenia polityczne. Wszystkie te okoliczności mają znaczenie, lecz rządowa strategia zakłada wyraźniejsze ograniczanie deficytu dopiero po kolejnych wyborach. Oznacza to, że zasadnicze decyzje zostaną podjęte w warunkach, których dziś nie sposób przewidzieć.
Andrzej Domański jako minister finansów odpowiada za przygotowanie wiarygodnego planu wyjścia z tej sytuacji, choć jego realizacja zależy od całego rządu. Takiego planu póki co nie widać. Najbliższe lata pokażą, czy uda się wykorzystać obecną koniunkturę do uporządkowania finansów państwa. Jeśli tak się nie staniem, to Polska może wejść w okres słabszego wzrostu z długiem znacznie większym niż obecnie i dużo mniejszą swobodą prowadzenia polityki gospodarczej. A stąd już prosta droga do gospodarczej katastrofy.
