Polska solidarność z 2022 roku zderza się dziś z ukraińską polityką pamięci, która za bohatera narodowego uznaje dowódcę odpowiedzialnego za rzeź wołyńską. Pomysł ogłoszenia 2027 roku Rokiem UPA we Lwowie to nie incydent, lecz symptom. Kijów buduje tożsamość i ambicje regionalne, które z polskimi interesami są dziś bardziej konkurencyjne niż sojusznicze. Korzystają na tym przede wszystkim Berlin i Bruksela.
Lwowska Rada Obwodowa ogłosiła 2027 rok rokiem Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz jej przywódców Romana Szuchewycza i Ołeha Olżycza.Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) to zbrojna formacja, która została stworzona w 1942 r. przez frakcję banderowską Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów za przyzwoleniem hitlerowskich Niemiec. W latach 1943-1944 zorganizowała i przeprowadziła ludobójstwo na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. W tym czasie dowódcą UPA był Roman Szuchewycz, zbrodniarz bezpośrednio odpowiedzialny za zaakceptowanie rzezi wołyńskiej.
W ostatnich miesiącach doszło do eskalacji sporu o tę formację pomiędzy Polską a Ukrainą. Bezpośrednią przyczyną było nadanie przez Wołodymyra Zełenskiego imienia „Bohaterów UPA” jednej z ukraińskich jednostek wojskowych. Ze strony ukraińskiej słyszymy wciąż głosy bagatelizujące rzeź wołyńską.
Zderzenie dwóch modeli ustrojowych i cywilizacyjnych
Sojusz pierwszych miesięcy inwazji rosyjskiej, którego fundamentem były akty solidarności społeczeństwa i Państwa Polskiego we wsparciu Ukrainy, jest obecnie brutalnie zweryfikowany przez cele polityczne jakie przyświecają Żeleńskiemu i elitom kijowskim.
Rozbieżność w kulturze politycznej i sposobie funkcjonowania instytucji państwowych stanowi jeden z najgłębszych, maskowanych przez rząd D. Tuska , podziałów na linii Warszawa–Kijów. Nie chodzi jedynie o różnice w procedurach, ale o zupełnie inne fundamenty, na których opiera się sprawowanie władzy, relacja obywatela z państwem oraz kultura prawna.
Polska z ugruntowanym modelem zachodnioeuropejskim, trójpodziałem władzy, pluralizmem i społeczeństwem obywatelskim, mimo gorących politycznych sporów, opiera swoje funkcjonowanie na silnej biurokracji oraz jawności procesów legislacyjnych.
Z kolei Ukraina jest krajem autorytarnym, o czym świadczy brak liczenia się władzy z wolą społeczeństwa. Przed 2022 rokiem państwo funkcjonowało w oparciu o nieformalne synergie między władzą polityczną a wielkimi grupami kapitałowymi (oligarchią), gdzie instytucje publiczne często służyły jako narzędzie realizacji prywatnych interesów. Konflikt z Rosją doprowadził do głębokiej konsolidacji władzy wokół aparatu Prezydenta, zawieszenia procesów wyborczych, nacjonalizacji kluczowych aktywów oraz unifikacji przekazu medialnego. W ukraińskiej kulturze politycznej kluczowe decyzje gospodarcze i strategiczne często zapadają w trybie nieformalnym zaś korupcja na szczytach władzy jest zjawiskiem powszechnym.
Ukraina jest naturalnym konkurentem Polski
Polska, usadowiona głęboko w zachodnich strukturach instytucjonalnych, opiera swoją tożsamość na standardach praworządności i specyficznej wrażliwości historycznej. Ukraina tworzy nowoczesną tożsamość w oparciu o nacjonalizm wojenny, gdzie takie instytucje jak OUN-UPA są heroizowane jako symbole oporu przeciw Rosji. Opierając swój mit założycielski na postaciach historycznych splamionych krwią Polaków, Kijów buduje barykadę emocjonalną mającą uniemożliwić integrację społeczeństw.
Obrona niepodległości przez Ukrainę i zrzucenie jarzma moskiewskiego, w sposób zasadniczy zmieni realia polityczne w tej części Europy.
Kijów jest negatywnie nastawiony do starań Polski w zakresie budowy, pod przywództwem Warszawy , architektury bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej. Nasz kraj od czasu prezydentury Lecha Kaczyńskiego aspirował do zbudowania bloku państw Europy Środkowo-Wschodniej (Trójmorze), który pełniłby rolę podmiotowego bieguna w NATO i UE. Ukraina wzmocniona skuteczną obroną, ze względu na swój potencjał demograficzny i terytorialny, od początku tworzy bezpośrednie relacje z Berlinem , Paryżem i Londynem, traktując Polskę głównie jako zaplecze logistyczne. Będzie ona również aspirowała do pozycji politycznego i militarnego lidera regionalnego.
Sąsiad, rywal, pionek?
Wykorzystują to bezwzględnie nasi partnerzy z UE. Niemcy i inne silne kraje UE stosują zasadę „dziel i rządź”. Łatwo negocjuje się bezpośrednio z wąskim ośrodkiem władzy w Kijowie, oferując doraźny kapitał i wsparcie polityczne w zamian za korzystne warunki dla zachodniego przemysłu po wojnie. Gdy Kijów staje się zbyt roszczeniowy, Bruksela i Berlin używają argumentu o „deficycie demokracji”, „korupcji” i „braku praworządności” na Ukrainie jako wygodnej wymówki do odsuwania w czasie jej pełnej integracji z Unią. Aż nadto często przywódcy UE wykorzystują rząd Polski do blokowania dążeń integracyjnych naszego sąsiada co jest przedstawiane ukraińskiej opinii publicznej za polityczną złośliwość ze strony naszego kraju.
Czy można temu zapobiec? Zapewne tak, ale potrzebna do tego jest klasa polityczna, która poświeci krótkowzroczne interesy na rzecz budowania trwałych – równoprawnych relacji. W Kijowie takich ze świecą szukać, u nas rozumieją to nieliczni nieuczestniczący w politycznej nawalance.
fot. IPN
