Jako najprostszy konserwatysta na świecie (rozumiem jedynie, że wartości są prawicowe, a lewicowe są tylko pomyłki, więcej nie rozumiem) pragnę podzielić się z Państwem nieprzemyślanymi myślami wrażeniami, żeby mogli Państwo coś z tym zrobić.
Po pierwsze, jakoś nie dopadła mnie rozpacz w żadnym kolorze po przegranej Viktora Orbana. Raczej zaskoczyła skala porażki, ale skądś musiała wynikać. 16 lat rządów to zbyt kawał czasu (wiem, że nie ma zwrotu „zbyt kawał czasu”, ale proszę zobaczyć, że jednak jest) na zużycie się władzy, no i się zużyła. W sumie zaryzykuję stwierdzenie, z którym się nie zgadzam, że Orban wychował sobie następcę zbuntowanego. Peter Magyar to przecież przez lat ponad 20 człowiek Fidesz i Orbana. Konserwa, nie jakaś lewa tęcza. Tu się robi zrobi metafizycznie, bo odszedł po węgierskiej aferze z pedofilami związanymi z Fideszem, a właściwie po ułaskawieniu przestępcy. A my tu u nas w Kłodzku mamy aferę pedofilsko-zoofilską, która jakoś jest przez Tuska i sprzyjające mu media nienagłaśniana zbytnio… Czy ma potencjał bomby z opóźnionym zapłonem? Zobaczymy. Jeśli już, to raczej mamy w Koalicji Obywatelskiej szereg autoładunków wybuchowych, jak choćby Paznokieć Gate synka senatora Lenza. Jednak kończąc temat Węgier przyznam, że zżera mnie ciekawość, taka zwykła ciekawość obserwatora, jak Magyar sobie poradzi, skręci uległością w uliczki berlińsko-brukselskie jak Tusk, czy będzie starał się kiwać mądrzej od Orbana, czy jak młody Orban. Zobaczymy.
Po drugie i bardziej dla konserwatystów niepokojące: czy Donald Trump nie staje się dla konserwatystów obciążeniem? Nauczyliśmy się trochę patrzeć, a trochę tłumaczyć jego słowa i działania doświadczeniem w biznesie, pragmatyką realizacji określonych celów, ale wojna z Iranem nie idzie po myśli USA, a pozbawione dyplomacji wypowiedzi Trumpa na temat papieża Leona XIV nie zjednają mu zbyt wielu katolików. I w tym wszystkim przykładny, odwiedzający Watykan katolik JD Vance… Zobaczymy.
Raczej zgadzam się ze Zbigniewem Ziobro i Marcinem Romanowskim, że w Polsce Tuska, Bodnara, Żurka nie mogliby liczyć na sprawiedliwy proces. No i? Czy to był powód, żeby uciekać z kraju? Ta ucieczka została odebrana przez większość opinii publicznej jako ucieczka właśnie, jako przyznanie się do winy, jako brak odwagi stanięcia oko w oko z systemem i twardego bronienia swoich racji, bo niewinni nie mają się czego bać. Co ciekawe, bardzo wielu polityków PiS uznaje nieoficjalnie, że to był gigantyczny błąd i problem dla PiS zabierający partii co najmniej kilka punktów procentowych. A oficjalnie, że wszystko w porządku. I co teraz po zmianie władzy na Węgrzech? Będą uciekać dalej, komplikując sytuację swojego ugrupowania? Przecież to woda na młyn i paliwo po 5,19 dla Tuska. Za półtora roku wybory, czekają nas ciekawe czasy, tu wszystko może się wydarzyć. Duży popcorn proszę
