Tylko leszcze krytykują netfliksową „Lalkę”. Co tam leszcze – wsteczniacy, prostacy, idioci i ludzie pozbawieni wyobraźni. Oni nie rozumieją, że prostacka nowelka Bolesława Prusa czekała sto trzydzieści dziewięć lat, by ktoś uformował ją w dzieło genialne.
Po obejrzeniu „Lalki” długo nie mogłem dojść do siebie. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego artyści, recenzenci i inni mądrale pisali, że to profanacja, nadużycie, niszczenie polskiej literatury, obraza wielkiego pisarza i w ogóle szalbierstwo, złodziejstwo oraz skandal. Czy oni wszyscy rzeczywiście mają tak wąskie horyzonty? Czy nie rozumieją, że sztuki nie wolno ograniczać, bo nie istnieją ramy, w których można by ją zamknąć? Czy w ich ciasnych umysłach nie istnieje słowo wolność?
Przecież Netflix dał „Lalce” nowe, lepsze życie, a nudni bohaterowie nabrali wreszcie prawdziwego wyrazu. Bolesław Prus z pewnością nie przekręca się w grobie, ale dyszy z wdzięczności, że ktoś poprawił jego gniota.
Po co właściwie w tej prusowej „Lalce” był wątek niby to ukradzionej lalki? Nuda! Przecież to nawet nie jest przestępstwo, co najwyżej lekkie wykroczenie. A tak w ogóle to kradzieży nie było. Zamiast więc banalnej historyjki mamy prawdziwe malwersacje. Oszustem okazuje się Stanisław Wokulski, który okrada bogatych i próżnych arystokratów, sprzedając im udziały w przedsięwzięciu bez wartości. By uniknąć długów, finguje własną śmierć przy pomocy przebiegłej i wiecznie krzyczącej Izabeli Łęckiej.
Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że to jedyne przestępstwo, w którym uczestniczą. Ich intryga sięga dalej. Wokulski wraz Rzeckim, który nota bene zakochuje się w byłej prostytutce i bzyka się z nią, gdzie się tylko da, podkładają do sklepu ciało kuzyna Łęckiej, Starskiego. Wcześniej na drobne kawałki łeb rozłupuje mu kochanka Rzeckiego, którą zepsuty, martwy już paniczyk zgwałcił. To właśnie te zwłoki po eksplozji w sklepie Stanisława Wokulskiego odkrywa policja. Ponieważ nie są jeszcze znane badania DNA, twarz denata jest kompletnie zmasakrowana, trup ma na sobie ubranie właściciela magazynu oraz jego zegarek, a na dodatek stary subiekt (który w wersji Netfliksa jest dość młody i jurny) zeznaje, że Stach szukał śmierci, wersja o samobójstwie staje się oczywista. Po wszystkim Stanisław i Izabela dzielą się kasą z oszustwa, a następnie rozchodzą się każde w swoją stronę. Deal się udał.
Prus na to nie wpadł, bo miał za słabą wyobraźnię. Nie umiał stworzyć takiej fabuły, dlatego dziś pewnie skacze z radości, oglądając w Niebie ekranizację swojej powieści. Sienkiewicz zaś kipi z zazdrości, że nie znalazł się do tej pory reżyser, który w tak nowatorski sposób nakręciłby na przykład „Quo vadis”. Ligia mogłaby być prostytutką, Winicjusz alfonsem, Petroniusz szefem mafii, a Neron demokratą z Platformy Obywatelskiej, albo jeszcze lepiej – ekologiem walczącym o klimat, który spaliłby Rzym, bo stolica cesarstwa produkowała za dużo śmieci.
Ale wróćmy do „Lalki”. Nudny i zacofany Bolesław Prus nie wpadł na to, że magnateria to w rzeczywistości kibole z Żylety, którzy nie potrafią wypowiedzieć zdania bez słów chu… czy ku… Wokulski, który tak bardzo chce doskoczyć do ich poziomu, także klnie więc jak szewc i nawet poczciwy stary, znaczy młody i jurny, subiekt nie potrafi się wysłowić bez bluzgów. Klną więc wszyscy: Izabela – niby lalka, ale jednak potrafi, jej ojciec – zresztą nałogowy alkoholik, hrabia Krzeszowski, kuzyn Starski – oczywiście zanim mu łeb rozłupała kochanka Rzeckiego. Ona zresztą, czyli ta prostytutka, jako jedyna zdaje się posiadać odrobinę uczuć wyższych i sumienia. Dlatego w dramatycznej scenie przeprasza, że zabiła gwałciciela i nawet z tego powodu wymiotuje. Rzecz jasna w obecności Wokulskiego i Izabeli, na których nie robi to zresztą żadnego wrażenia.
Bo niby dlaczego miałoby być inaczej, skoro tytułowa lalka jest morfinistką, a Stach systematycznie upija się na umór. Chleją zresztą wszyscy. Arystokracja niczym nie różni się tu od innych – wlewają w siebie tyle wódy, że ledwo co gorzelnie nadążają z produkcją.
Krytykantów oburzają też feministyczne ciągoty Izabeli. Bo u Prusa tego nie ma! No i co z tego? Nie ma lepszej reklamy feminizmu niż Łęcka właśnie. Wulgarna, prymitywna, brzydka, oderwana od rzeczywistości, pozbawiona talentów narkomanka musi być wzorem dla wszystkich kobiet, które chcą się wyzwolić spod dominacji mężczyzn. No po prostu ideał.
Teraz czas na „Zemstę” w wersji Netfliksa. Niech Cześnik okaże się handlarzem żywym towarem, a Rejent tworzy piramidę finansową. Na Podstolinę idealnie pasowałaby gwiazda porno, Papkin zaś mógłby przejść tranzycję i zostać kobietą.
Tylko w ten sposób wyjdziemy z tego parszywego, zapyziałego zaścianka.
