Alfonsi, służby i cmentarzysko giełd. Bez litości dla kryptowalut

Alfonsi, służby i cmentarzysko giełd. Bez litości dla kryptowalut

blank

Bitcoiny to waluta dla alfonsów i służb – tak w 2014 roku miał odpowiedzieć na pytanie, co sądzi o ówcześnie stosunkowo nowym rozwiązaniu, prezes jednego z dużych banków działających w Polsce. Bitcoin, czy szerzej, kryptowaluty były wtedy postrzegane jako nowość, Dopiero pojawiły się w świadomości inwestorów jako względnie poważny instrument finansowy.

W mediach Bitcoin i inne kryptowaluty występują najczęściej w powiązaniu z przestępstwami takimi jak handel ludźmi, narkotykami, bronią, opłacaniem terroryzmu czy agentów obcych służb, wyłudzeniami i oszustwami. Z powodu ich natury trudno jest ustalić i schwytać sprawców oraz odzyskać utracone środki. Ostatnio zrobiło się o nich głośno w związku z upadającymi giełdami, które umożliwiały obrót tymi aktywami. Od 2014 było przynajmniej osiemnaście spektakularnych upadków? zamknięć? terminacji? ewaporacji? Trudno jednoznacznie sklasyfikować koniec życia tych instytucji, które doprowadziły do utraty środków o szacowanej łącznej wartości od kilkudziesięciu do nawet stu miliardów dolarów. Ostatni głośny przykład to ZondaCrypto, która miała wyparować środki inwestorów na kwotę 800 mln dolarów, a deklarowała obroty na kwotę nawet 20 mld dolarów.

Kurs bitcoina rozwijał się w cyklach hossy i bessy. Jednak trend od 2014 roku jest wzrostowy i kształtował się od około 300–1000 USD w latach 2014–2015, przez 20 tys. USD w 2017, 69 tys. USD w 2021, 100 tys. USD w 2024 i 126 tys. USD w 2025. Świadczy to o atrakcyjności i zaufaniu inwestorów do tej możliwości inwestowania. Wymienione właściwości kryptowalut dla jednych mogą być atrakcyjne, a w innych budzić negatywne skojarzenia. Niemniej fakt wysokiej wyceny i dużej zmienności wskazuje, że jest to instrument niestabilny i ryzykowny. Ale mimo tylu znanych ryzyk, setki milionów ludzi na całym świecie, w tym 3 miliony Polaków, inwestuje w te krypto waluty mamieni wizją szybkiego zysku. Ale przecież nie stworzono ich do spekulacji i ułatwiania dokonywania przestępstw? Prawda?

Satoshi i jego Manifest

Sam koncept bitcoina sięga 2008 roku. Za twórcę uważa się postać Satoshiego Nakamoto – postać, gdyż nie wiadomo, czy to pseudonim jednej osoby, czy grupy twórców. Niemniej z pewnością nie istnieje nikt o takim imieniu i nazwisku, kto byłby faktycznie powiązany ze stworzeniem tego narzędzia. Próby namierzenia osób odpowiedzialnych za jego powstanie trwają do dzisiaj.

W publicznym manifeście, który objaśnia cel i sposób działania nowego systemu walutowego, do którego aspiruje bitcoin, można przeczytać, że powstał on po to, by płatności były oparte na dowodach matematycznych (kryptografii), a nie zaufaniu wynikającemu z umowy społecznej, gwarantowanej przez banki i państwa.Konsekwencją miało być stworzenie zdecentralizowanego i globalnego system pieniądza elektronicznego. Ponadto manifest skupia się na rozwiązaniu szeregu problemów technicznych, które temu towarzyszą.

Chociaż sam dokument wygląda jak opis technologii, wprawny odbiorca szybko dostrzeże przebijające się wątki polityczne. Zresztą przeglądając fora społeczności skupionej wokół projektu, dużo wyraźniej to wybrzmiewa. Nawet tworząc jego krótką syntezę na potrzeby tego tekstu autorowi trudno było wyjść poza paradygmat analizy politycznej. Wydaje się on wręcz oczywistym zbiorem pojęć dla opisu tego przedsięwzięcia. Ostatecznie nie przypadkiem utarło się, że pieniądz to władza, a władza jest pojęciem politycznym. Czy więc bitcoiny to faktycznie narzędzie dla „alfonsów i służb”, a może chodzi o coś więcej?

Elektroniczny odcisk palca

Choć to banalne stwierdzenie, to każdy z nas żyje w świecie cyfrowym, a właściwością tego świata jest trudność ochrony prywatności i anonimowości. Nie wynika to jedynie z naszej lekkomyślności w udostępnianiu informacji o sobie w mediach społecznościowych, ale również z faktu, że nasza aktywność może być monitorowana przez różne uprawnione do tego podmioty i nie tylko. 

Wszędzie zostawiamy ślad – elektroniczny odcisk palca – który jednoznacznie pozwala stworzyć nasz profil społeczno-psychologiczny i zakumulować o nas całą wiedzę. Ze śladów tych można się dowiedzieć, jakie mamy preferencje seksualne, co robiliśmy wczoraj, czy gdzie jesteśmy dzisiaj.Ostatnio podobno można sprawdzić stan zdrowia 19 mln Polaków, po głośnym wycieku MyDr. Niemniej clou stanowi możliwość kontroli przepływu kapitału przez banki i uprawnione organy. W skrócie, są podmioty, które wiedzą skąd czerpiemy pieniądze i na co je wydajemy.

Jawny rejestr, anonimowy właściciel

Świadomość tego ostatniego zagrożenia kształtowała popyt na takie sposoby lokowania kapitału, które wymykałyby się wszechwidzącemu oku. Jest to cecha uboczna kryptowalut, która stała się fundamentem ich rozwoju. Ale transakcje bitcoinami są publiczne! Informacje o przepływach finansowych są w jawnym rejestrze! Każdy może je sprawdzić! Tylko że identyfikator transakcji nie jest przypisany do nikogo. Nie wiadomo, kto jest właścicielem „numeru konta”, chyba że sam się ogłosi.

Komu zależy na tym, by nie wiadomo było, ile zarabia i na co wydaje środki? W społeczeństwach o niskim poziomie zaufania do państwa lub niskim poziomie kapitału społecznego, w zasadzie nie ma nikogo, kto przesadnie spowiadałby się ze swojego stanu posiadania. Nie jest to motywowane próbą ukrycia działań wstydliwych lub nielegalnych. Jest to po prostu utrwalony sposób postępowania. Widać to wyraźnie w Polsce na przykładzie stosunku do jawności wynagrodzeń. Polacy rzadko mówią, ile zarabiają. Udowadnia to także trwająca obecnie dyskusja o jawności wynagrodzeń w ogłoszeniach o pracę. Dotyczy to także innych krajów o podobnych doświadczeniach historycznych. W Skandynawii z kolei nie jest to temat tabu. Zresztą do niedawna niektóre kraje regionu ujawniały dane finansowe obywateli łącznie z wysokością zapłaconych podatków.

Poza tym ważną rolę w chęci ukrywania kapitału, którym się obraca, odgrywają również motywacje ideologiczne, np. u anarchokapitalistów, anty- i alter- globalistów – w tym przypadku stoi za tym wątpienie w państwo i instytucje międzynarodowe. A zatem tu także może wchodzić w grę pojęcie zaufania, chociaż obserwowane z innej pozycji.

Wojna z gotówką

Poczucie alienacji pewnych grup od państwa i obecnego światowego systemu finansowego może być również potęgowane przez trwające od lat próby wykorzenienia pieniądza fizycznego. Ma go zastąpić system elektroniczny kontrolowany przez banki. W Polsce również podejmowano szereg działań w tym kierunku. Warto tu przypomnieć o kolejnych podejściach do zmiany limitów transakcji gotówkowych. Próbowano wprowadzić przepisy ograniczające możliwość trzymania gotówki w domu. A nie tak dawno chciano zmusić każdego przedsiębiorcę do posiadania terminala płatniczego. Narracja zachęcająca lub tłumacząca te działania jest prosta – tak będzie dla ciebie, obywatelu, wygodniej i bezpieczniej.

Faktycznie transakcje elektroniczne są wygodniejsze, a przechowywanie gotówki znacznej wartości w domu jest rozwiązaniem nieoptymalnym. Kryptowaluty rozwiązują ten problem bez konieczności zapośredniczenia przez instytucje finansowe. W ten sposób stają się alternatywą, która jest niezamierzoną konsekwencją nacisków lobby światowej finansjery. Lobby to ma oczywiście własne ukryte cele – kontrolę i akumulację (dostępu do) kapitału. No bo czy ktoś chciałby się znaleźć w sytuacji, gdy bank z różnych powodów odmawia wypłacenia nam naszych (?) pieniędzy, jak to miało miejsce podczas niedawnych protestów w Kanadzie? Rząd wtedy we współpracy z bankami zablokował uczestnikom „Freedom Convoy” dostęp do ich rachunków, pozbawiając środków do życia.Trzeba nadmienić, że gdy powierzamy bankowi pieniądze, to stają się one jego własnością, i tak samo jest z kryptowalutami – gdy je powierzamy giełdzie, to przestajemy je posiadać. Brak tej świadomości inwestorów w krypto wynika z niewłaściwych dla tego instrumentu motywacji i postaw ideologicznych osób nimi obracających. Założenie manifestu przecież jest takie, że ma nie być pośredników. Ci, którzy z nich korzystali, tracili.

Cypherpunkowie kontra Nowy Żelazny Trójkąt

Kryptowaluty są elementem szerszego nurtu postaw prowolnościowych, zorientowanych na ochronę prywatności, walkę z inwigilacją i instytucjami finansowymi. Ten nurt wytworzył ruch na rzecz prywatności cyfrowej. Pewien jego odłam, tzw. Cypherpunk, głosi, że prywatność należy chronić za pomocą kryptografii, a nie przez regulacje czy zaufanie do jakiejkolwiek trzeciej strony. Od lat rozwija technologie cyfrowe na rzecz prywatności nie tylko transakcji finansowych, ale także nakierowane na walkę z cenzurą. Na celowniku są państwa, banki lub szerzej instytucje finansowe (w tym giełdy) oraz big techy. Te ostatnie nie są w obecnej publicystyce oszczędzane i wiele już na ich temat napisano, więc zostaną tylko wspomniane jako element Nowego Żelaznego Trójkąta©.

Z obserwacji i lektury forów internetowych dotyczących kryptowalut i ogólnie ochrony prywatności w świecie cyfrowym wynika, że osoby aktywnie działające w tym obszarze nie ograniczają się tylko do kwestii finansowych. Propagują one rozwiązania minimalizujące zbieranie danych osób w Internecie, VPN-y, szyfrowane komunikatory typu „Signal”, sieć TOR czy wolne oprogramowanie (OSS). Nie stoją za tym motywacje związane z ukrywaniem dochodu przed fiskusem czy utrudnieniem wykrywania sprawców przestępstw. Wydaje się, że takie zastosowanie technologii prywatyzujących jest nawet sprzeczne z duchem tych rozwiązań. Klasyczny dylemat noża do chleba, którym przecież można zabić. W przypadku kryptowalut ofiarami nadużyć zostają ci, którzy nie zrozumieli istoty manifestu.

Kto naprawdę zrozumiał manifest

Jego istotę zrozumieli za to politycy i finansiści. Stąd dążenia do uregulowania czegoś, co w założeniu miało się tym regulacjom wymykać. Zdolność jednostki do uniezależnienia się od państwa i finansjery tworzy fundamentalne zagrożenie dla ładu światowego opartego na podziale wpływów między tymi podmiotami. Dopiero zostały zmuszone do podzielenia się tym dobrem z bigtechami. Jeszcze jest co dzielić. Będzie gorzej, gdy ta sfera zupełnie się rozpłynie między bitami i bajtami w świecie kryptografii post-kwantowej i blockchainów. 

Giełdy kryptowalut, takie jak Zonda, które generują katastrofy, tworzą kryzysy polityczne i pozbawiają ludzi ich środków, stają się wygodnym pretekstem do ograniczenia rozprzestrzeniania się idei wolności i prywatności w sieci. Tak jak korzystanie przez przestępców z szyfrowanych komunikatorów internetowych stało się pretekstem dla wielu państw, w tym UE i USA, do nałożenia obowiązku „filtrowania treści” przesyłanych za ich pomocą, czyli w skrócie, do permanentnej inwigilacji.

Prezes banku z początku tekstu wyraził strach, który wcale nie wynikał z troski o zwykłego człowieka. Prawda jest taka, że i alfonsi, i służby korzystają z kryptowalut. Korzystają również z szyfrowanych komunikatorów. Ale nie dlatego, że oni to robią, rządy i finansjera tak się boją. Boją się dlatego, że zwykli obywatele też mogą ich używać i wtedy mogliby wymknąć się spod ich kontroli.

Autor tekstu
Paweł Lewandowski

Paweł Lewandowski

Były wiceminister kultury i cyfryzacji, przez lata rządził, regulował i negocjował, teraz mówi co naprawdę myśli. Politolog

Wyszukiwarka
Kategorie
Paweł Lewandowski

Paweł Lewandowski

Były wiceminister kultury i cyfryzacji, przez lata rządził, regulował i negocjował, teraz mówi co naprawdę myśli. Politolog

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank