Wielki czas zwykłych ludzi. Moment, gdy byliśmy najgłębszą demokracją świata – poza strukturami państwa

Wielki czas zwykłych ludzi. Moment, gdy byliśmy najgłębszą demokracją świata – poza strukturami państwa

blank

Czym był PRL? No wiemy, że opresyjnym państwem, w którym można było żyć spokojnie, jeżeli nie sprzeciwiało się władzy.  Ale jest też wersja, że komunizm dał polskim chłopom ziemię, wyciągnął ich z analfabetyzmu i z dużej części z nich, stworzył wielkoprzemysłową klasę robotniczą. Innymi słowy z państwa rolniczego, z elementami przemysłu, staliśmy się państwem robotniczo–chłopskim. Problem ziemiaństwa i dużej części inteligencji rozwiązali sowieci i Niemcy.

Pamiętam lata 70. i nachalną propagandę sukcesu, w której Polska w różnych dziedzinach znajdowała się w pierwszej dziesiątce produkcji czegoś tam, jak i wydobycia.  Innymi słowy kraina mlekiem i miodem płynąca i na dodatek większość z nas była młoda, niektórzy mogli wyjechać na wakacje do Bułgarii, Czechosłowacji na Węgry lub NRD na zakupy. W drugiej połowie lat 70. coś zaczęło się psuć. Pojawiły się ogromne kolejki i to nie za papierem toaletowym, którego brak był częścią składową polskiej drogi komunizmu. Brakowało mięsa, cukier był na kartki, ale ludzie żyli nadal radośnie chodząc na Święto Trybuny Robotniczej lub Ludu, czy koncerty świetnych zespołów rockowych z Węgier, jak Lokomotiv GT czy Omega. W Spodku pojawił się Eric Clapton, zresztą Śląsk będący gospodarczym sercem Polski był specyficzny, władza dbała o górników, żeby im niczego (w znaczeniu komunistycznym) nie zabrakło. Tak, że mięska było praktycznie pod dostatkiem. Jak mój dziadek czy rodzice jeździli do Katowic z Częstochowy to przywozili parówki, a czasami nawet mięso. Rarytasy za którymi trzeba było stać w kolejkach lub dostać po znajomości. A znajomości były naprawdę potrzebne, w bardzo wielu dziedzinach. Tak jak teraz w służbie zdrowia.

Ogólnie obraz mimo wszystko dość sielankowy, a w gazetach wręcz cudowny.  Wszyscy szczęśliwi, uśmiechnięte dzieci w strojach ludowych, wręczające kwiatki towarzyszom z PZPR, górnicy deklarujący kolejne wykonanie planu przed terminem. Czy to była atmosfera na jakiś wybuch społeczny? Czy jakieś słabe korekty cenowe w sklepach komercyjnych mogły spowodować aż tak wielki wybuch, czy zwolnienie z pracy w Stoczni Gdańskiej im. Lenina Anny Walentynowicz mogło spowodować strajk, który odmienił całkowicie oblicze „Tej ziemi”? Czemu tak się stało? To złożona sprawa, ale najprościej można powiedzieć tak. Komunizm jest złem sam w sobie, nie jest przystosowany do ludzkiej natury. Łapią się na niego ludzie skrajni, prymitywni z jednej strony i wrażliwi i inteligentni z drugiej. Pod koniec lat 70 zostali w głównej mierze ci pierwsi, prymitywni karierowicze i przyrośnięci do stołków dyrektorzy, którzy stracili kontakt z rzeczywistością i wierzyli w bzdury propagandy, pamiętając tylko, że gdyby nie komunizm to paśliby krowy. Kwestia nielogiczności takiej postawy to temat zupełnie inny. Pamiętam jak pierwszy raz oglądałem film „Pancernik Potiomkin” o buncie marynarzy w 1905 roku. Ten ze słynną sceną z odeskich schodów. Bunt zaczął się od tego, że dostali nieświeże mięso (chyba wręcz robaczywe). I nie do końca rozumiałem skąd oni w ogóle w tej carskiej Rosji to mięso mają. I tak to właśnie u nas wyglądało. Ludzie niby mieli różne dobra, ale wkurzała ich tępa propaganda, słabe zarobki, braki w sklepach, brak możliwości wyjazdów. Byli traktowani jak bydło. Od tego stwierdzenia zaczął się zresztą strajk w kopalni Manifest Lipcowy: „Jesteście jak stado baranów, tylko dać wam siana, żebyście mogli się nażreć„. Te słowa dyrektora do ludzi, który przyszli z postulatami, rozpoczęły regularny strajk. Ludzie chcieli być podmiotem, a nie przedmiotem, a to było w komunizmie po prostu niemożliwe. I odpuśćmy sobie dobrych komunistów, bo oczywiście byli chociaż brzmi to jak oksymoron.

Solidarność, która powstała w efekcie strajków była fenomenem na skalę światową.  Dała ludziom poczucie, że mają wpływ na to co się dzieje w Polsce, upodmiotowiła ich. Wszędzie były eksponowane flagi narodowe, bez znienawidzonych czerwonych, symbolu opresji. Symbole religijne, Msze Święte odprawiane przy okazjach małych i dużych, krzyże i święte obrazy nie przeszkadzały ateistom czy agnostykom. Szef Regionu Śląsko–Dąbrowskiego Leszek Waliszewski, który deklarował się jako niewierzący, nie miał żadnego problemu z uczestnictwem w mszach. I demokracja, każdy członek powstałego Związku miał swój głos w wyborach, które zaczynały się na szczeblu oddziałowym, przechodziły na zakładowy, dalej regionalny by wyłonić delegatów na Krajowy Zjazd Delegatów. Oczywiście, że powstawały koterie, że jedni byli faworyzowani przez swoje grupy, a inny wręcz przeciwnie, ale to też atrybuty demokracji. Coś czego nie było od drugiej połowy lat dwudziestych w II RP, a w PRL nawet nie zbliżono się na centymetr do takiej demokracji. I KZD był po trochu polskim parlamentem, a wszelkie WZD w Regionach, to po trochu sejmiki samorządowe. Obrady KZD rozpoczęły się 45 lat temu 7 września 1981 w Hali Olivii w Gdańsku Oliwie. Odbywał się w dwóch turach i zakończył już w październiku. Wałęsa został przewodniczącym, czego należało się spodziewać, ale jakże były to inne wybory niż widzieliśmy na partyjnych spędach (niestety obecnie wrócono do tego na polskiej scenie politycznej, podczas wyborów partyjnych). Tam była rzeczywista walka i Lech o którego „rysach na życiorysie” mało kto wiedział, dostał niewiele ponad 55% głosów. Został kimś na miarę prezydenta, chociaż opozycja wobec niego zaczynała rosnąć.

I KZD wymaga chyba osobnego felietonu, bo jest mało docenionym fenomenem, nie wiem czy opisanym socjologicznie.  Edward Lipiński ogłosił rozwiązanie KSS KOR, który był już niepotrzebny bo Solidarność przejęła jego rolę, zajmowano się tematami kultury, uchwalono „Posłanie do narodów Europy Wschodniej”, a to tylko mała część. 45 lat temu polski parlamentaryzm, w dość okrojonej formie wrócił na tory demokracji. To był wielki czas, zwykłych ludzi, którzy nieco ponad rok wcześniej nie wiedzieli, że będą tworzyć historię.

Autor tekstu
Wyszukiwarka
Kategorie
blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank