Apteka dla aptekarza czy dla hurtownika? Anatomia nadregulacji polskiego rynku aptecznego

Apteka dla aptekarza czy dla hurtownika? Anatomia nadregulacji polskiego rynku aptecznego

blank

W ciągu ośmiu ostatnich lat z mapy Polski zniknęła co piąta apteka. Liczba spadła z 13,7 tys. do 10,9 tys. Mamy więc dziś najniższy poziom liczby aptek od dwudziestu lat. Ceny leków pełnopłatnych wzrosły w latach 2019–2024 nominalnie o ok. 68 proc., wyraźnie szybciej niż inflacja. W tym samym czasie liderzy rynku hurtowej dystrybucji farmaceutyków notują rekordowe zyski. W 2024 roku przedstawiciel Prezydenta RP w Trybunale Konstytucyjnym wskazał, że to hurtownicy są faktycznymi beneficjentem zmian przepisów. 

Klasyk myśli ekonomicznej Adam Smith pisał, że jeśli jakaś gałąź handlu jest korzystna dla społeczeństwa, tym bardziej będzie korzystna, im swobodniejsza i powszechniejsza będzie w niej konkurencja. Dzisiejsze państwo poddaje prywatną własność i decyzje surowej regulacji, co jako zasadę generalnie zaakceptowano. Trudne do zaakceptowania jest jednak częste nadużycie towarzyszące tym działaniom, tworzenie wąskich gardeł, działania mające na celu zachowanie jak największej części marży w rękach wąskich grup interesu, w końcu po prostu decyzje błędne, podyktowane regulacyjną pasją czy niewłaściwą analizą.

W ostatnim i najbliższym czasie na łamach Dobitnie analizie poddajemy kolejne sektory państwa i gospodarki pod kątem zbędnych ograniczeń rozwojowych wynikających z decyzji ograniczających wolność gospodarczą. Nie wychodzimy przy tym z leseferystowskiego założenia czy idei “państwa minimum”. Opowiadamy się za ograniczeniami tam, gdzie one faktycznie służą dobru publicznemu, szerokim warstwom społeczeństwa, konkurencji. W wielu z tych obszarów ingerencja państwa jest wręcz konieczna, aby wspomniane wąskie gardła likwidować. Są jednak sfery, gdzie okazała się ona ewidentnie chybiona i takim obszarem jest rynek apteczny. Tak wynika przynajmniej z wiarygodnych danych przekazanych przez środowiska aptekarskie, a także z orzeczeń instytucji międzynarodowych.

Zakazana reklama aptek

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wyroku z 19 czerwca 2025 roku (sprawa C-200/24) uznał, że całkowity zakaz reklamy aptek jest niedopuszczalny. Niewątpliwie TSUE nie jest instytucją, której werdykty wszystkim w Polsce się dobrze kojarzą. I nie bez powodu, ale w tym przypadku polskie państwo samo dało pretekst. Skargę złożyli Polscy przedsiębiorcy, a w marcu 2024 roku sprawa stanęła przed Trybunałem. Po tym, jak przez ponad dekadę przepisy naruszały prawo unijne. Jest to jeden z tych rzadkich przypadków kiedy instytucje unijne, ostatecznie oskarżane o skłonność do nadregulacji, występują w obronie podstaw wolnego rynku, a nawet… zdrowego rozsądku.

Wystarczy wspomnieć, że w  Polsce reklama suplementów diety i leków bez recepty jest dozwolona i wszechobecna, a prosta informacja o usługach konkretnej apteki została zakazana. Zakaz reklamy aptek wprowadzono  z początkiem 2012 roku. Jak wiele innych tego typu rozwiązań (niedawno na łamach Dobitnie opisywaliśmy kontrowersyjne próby wprowadzenia zakazu reklamy produktów browarniczych “0 procent”) tłumaczono je troską o zdrowie publiczne, a nawet… o rynek aptekarski. Miał chronić pacjenta przed agresywnym marketingiem i budować status apteki jako placówki ochrony zdrowia, a nie punktu handlowego. W praktyce stał się czymś zupełnie innym.

Łukasz Salwarowski, prezes Głosu Seniora pisze: „art. 94a Prawa farmaceutycznego przestał być przepisem o reklamie, a stał się przepisem o zakazie informowania”. Jak informują środowiska aptekarskie karano więc właścicieli aptek choćby za umieszczenie na witrynie informacji o prowadzonych badaniach profilaktycznych, informacje o parkingu, o tym, która apteka w okolicy oferuje szczepienia, przeglądy lekowe czy obsługę pacjentów w języku obcym.

Osłabianie aptek

Zakaz reklamy aptek, jak wynika z dostępnych informacji, został wprowadzony do porządku prawnego pod wpływem nacisku hurtowni leków i działaczy samorządu zawodowego aptekarzy. Podobne kontrowersje budzi ustawa  „Apteka dla Aptekarza” z 2017 roku. Była to apteka dla aptekarza, ale wybranego. Ograniczyła możliwość posiadania aptek wyłącznie do farmaceutów będących członkami izby aptekarskiej, z limitem czterech placówek na właściciela. Uniemożliwiono sukcesję aptek, wyłączono prowadzenie nowych placówek w formie spółki kapitałowej i osłabiono zdolność kredytową aptek jako przedsiębiorstw.

Oficjalnie była to ochrona zawodu farmaceuty i zapobieganie monopolizacji. W praktyce skończyło się drastycznym ograniczeniem liczby powstających aptek, eliminacją konkurencji cenowej i – co kluczowe – uzależnieniem aptek od hurtowników.

Mariusz Kisiel, prezes Związku Aptek Franczyzowych, wskazuje: „Tak silny i zróżnicowany rozwój sieci uderzał w model działania jednej z hurtowni, która musiała negocjować warunki sprzedaży leków z coraz silniejszymi aptekami, zmiana prawa uderzająca w sieci była więc jej bardzo na rękę”. W 2004 roku w Polsce funkcjonowało ok. 40 sieci aptecznych, w 2016 roku  ponad 400. To rozdrobnienie pozornie przysłużyło się “dekoncentracji kapitału na rynku aptecznym”, a tak naprawdę osłabiło pozycję branży aptecznej w negocjacjach z hurtownikami.

W 2024 roku przedstawiciel Prezydenta RP w Trybunale Konstytucyjnym wskazał, że to hurtownia Neuca z Torunia jest faktycznym beneficjentem przepisów „Apteka dla Aptekarza”. 

Koncentracja usług hurtowych następuje od poziomu producenta, przez hurtownika, po aptekę i reklamę. Coraz częściej pojawiają się doniesienia o zapisach nakazujących aptekom wyłączność zakupów na poziomie 80 proc. — co jest wprost sprzeczne z prawem konkurencji.

Na tym tle zarzuty o monopolizację kierowane pod adresem franczyz aptecznych brzmią jak odwracanie uwagi. Zagraniczny kapitał jest właścicielem raptem kilku procent polskich aptek. Największa – ponad 2000 aptek – sieć należy do NEUCA.

Kto zapłaci rachunek

Skutki ośmiu lat „Apteki dla Aptekarza” są mierzalne i dotkliwe.

Pacjenci szczególnie w mniejszych miastach i na wsiach stracili dostęp do aptek. W ponad 500 gminach nie ma żadnej apteki, a w setkach kolejnych działa tylko jedna placówka; część luki wypełniają punkty apteczne. Punkt apteczny nie musi mieć farmaceuty, oferuje węższy asortyment i w badaniach koszykowych bywa droższy o ok. 30 proc. niż apteki sieciowe w dużych miastach. W aptekach średnia cena leków pełnopłatnych wzrosła w latach 2019–2024 o ok. 68 proc. W wielu miejscach funkcjonują lokalne monopole z lekami do odbioru na kolejny dzień.

Farmaceuci stracili miejsca pracy. Zamknięto ok. 2500 aptek, co przy typowym zatrudnieniu oznacza utratę kilku tysięcy etatów farmaceutów. Apteki straciły wartość rynkową, co z kolei blokuje dostęp do kredytu i hamuje rozwój usług. Maleje zainteresowanie zawodem.

System zdrowia stracił sieć lokalnych placówek zdrowotnych, które mogłyby odciążać lekarzy POZ poprzez opiekę farmaceutyczną, szczepienia, przeglądy lekowe i podstawową diagnostykę. Także mogły pełnić istotną rolę w kontekście budowy odporności państwa, jako ważne punkty w sytuacji kryzysowej.

Hurtownicy zyskali. Fragmentacja rynku aptecznego, blokada realnej konkurencji i uzależnienie niezależnych aptek od jednego dostawcy to warunki idealne dla podmiotu kontrolującego dystrybucję.

Ustawa o reklamie aptek: reforma czy kolejna pułapka?

Projekt ustawy znoszącej zakaz reklamy aptek (druk nr 3002) jest co do zasady krokiem w dobrym kierunku. Przywraca możliwość informowania pacjentów o usługach farmaceutycznych, wprowadza zamknięty katalog zakazanych praktyk (zakaz korzyści za zakup, zakaz reklamy skierowanej do dzieci, zakaz wprowadzania w błąd).

Jednak już podczas prac legislacyjnych pojawiło się ryzyko, że dojdzie do próby wprowadzenia tylnymi drzwiami poprawek de facto blokujących możliwości reklamy, poprzez uzależnienie możliwości stosowania reklamy od zgodności z Kodeksem Etyki Farmaceuty.

Nie dość tego. Branża wciąż boryka się z niektórymi skutkami „Apteki dla Aptekarza”: utrudnionym dziedziczeniem aptek, brakiem możliwości prowadzenia nowych placówek w formie spółek kapitałowych, limitem czterech aptek, ograniczeniami geograficznymi i demograficznymi (500 metrów od konkurencji, wymogi demograficzne). Nawet zakładając, że takie przepisy pozostałyby w dużych miastach to nie powinny dotykać obszarów wiejskich, gdzie dostępność rynku aptecznego niebezpiecznie spada.

Apteka dla hurtownika?

Mechanizm, który dotknął rynku aptecznego, jest klasyczny dla nadregulacji: przepisy tworzone pod pozorem ochrony interesu publicznego, w rzeczywistości służące interesom wąskiej grupy, która uczestniczyła w ich tworzeniu. Samorząd zawodowy, który powinien bronić farmaceutów, stał się zdaniem wielu farmaceutów narzędziem w rękach hurtownika. Zakaz reklamy, który miał chronić pacjentów, pozbawił ich informacji i rabatów.

Polska zapłaciła za tę regulację podwójnie: raz — zamkniętymi aptekami i wyższymi cenami leków, drugi raz — postępowaniem przed TSUE i ryzykiem kar finansowych z budżetu państwa.

Analiza opracowana m.in. na podstawie: projektu ustawy znoszącej zakaz reklamy aptek (druk sejmowy nr 3002); wywiadu z Mariuszem Kisielem, prezesem Związku Aptek Franczyzowych (Strona Zdrowia, 1 września 2026); wywiadu z Łukaszem Salwarowskim, prezesem Głosu Seniora (Polityka Zdrowotna, 1 września 2026), wywiadów z przedstawicielami branży i samorządu branżowego.

Fot. CC0 Public Domain

Autor tekstu

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

Wyszukiwarka
Kategorie

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank