Nie ma dla władzy nic gorszego niż śmieszność. Kiedy Pomarańczowa Alternatywa, w drugiej połowie lat 80. zaczęła robić manifestacje, a policja aresztowała ludzi przebranych za krasnoludki, widać było, że system zaczyna się chwiać
No bo jak, będący w PZPR dziadek czy ojciec ma wytłumaczyć dziecku, że pan milicjant prowadzi do „suki” krasnoludka? I o ile ludzi zatrzymywanie krzyczących ZOMO–Gestapo, jest od biedy zrozumiałe, to już zamykanie za okrzyki: „Havel na Wawel” czy „Jaruzelski – Smok Wawelski”, jest nie do obrony. Ośmieszanie jest najmocniejszą bronią, oczywiście nie wtedy, kiedy przeciwnik jest uzbrojony i zabija, a druga strona nie ma jak odpowiedzieć, ale kiedy reżym słabnie, ale jeszcze kąsa. Nie porównuję władzy komunistycznej do platformerskiej, ale… coś podobnego właśnie wydarzyło się w Krakowie.
Nie wiem czym zasłużył sobie Miszalski na odwołanie. Strefa czystego powietrza to chyba zbyt mało. Ponoć arogancja, co mnie nie dziwi, bo to typowe dla ludzi uśmiechu. Ale o tym przez najbliższe dni powstaną pewnie całe dzieła. Mnie raczej interesuje mechanizm wyparcia, który śledziłem w necie na fb. Referendum, które powinno być świętem demokracji obywatelskiej, zostało po raz kolejny sprowadzone do jakiegoś, wywołanego przez ciemnogrodzkie gusła, instrumentu walki ze światłą władzą. Ja rozumiem, że Kraków jest trochę nieobliczalny i obawiano się, że historia może się powtórzyć. Po referendum z czerwca 1946 z niewiadomych powodów władza ogłosiła prawdziwe wyniki, które odbiegały od reszty Polski. Wręcz okazało się, że na dwa pierwsze pytania odpowiedzi były w większości negatywne. A wyniki 84% i 68% przeciw sugerowanym przez władzę, były kompromitujące. W „nagrodę” Kraków dostał Nową Hutę, której robotnicy mieli wybić inteligentom z głowy działania antysystemowe. Jak się to skończyło, wiemy.
Obecne referendum odbyło się trochę ponad miesiąc przed 80. rocznicą i przyniosło równie miażdżące dla władzy wyniki. Pomimo, że próg referendalny w Polsce jest kosmicznie wysoki, został on przekroczony o kilka punktów procentowych, ale na dodatek odsetek osób, opowiadających się przeciw prezydentowi i radzie miasta wyniósł ponad 95%. Przy czym do odwołania rady zabrakło 0,6% frekwencji. Jako, że jestem bardzo świadomym przeciwnikiem obecnej Koalicji, nie proponuję im przeprowadzania analiz, dlaczego tak się stało. Jednak zachęcałbym do tego opozycję, bo myślę, że może to być bardzo pouczające. Sprawdziło się w stu procentach powiedzenie Mahatmy Ghandiego: „najpierw cię ignorują, potem się z Ciebie śmieją, później z tobą walczą, a na końcu wygrywasz”. Nie chciałbym być patetyczny, bo to nie walka o niepodległość, ale coś w tym jest.
Referenum to najważniejsza forma demokracji bezpośredniej. Innymi słowy święto demokracji, coś, co powinno być chronione i pielęgnowane przez demokratyczną władzę. Koalicja Obywatelska, która według własnych słów jest partią uśmiechu i demokracja jest dla niej podstawą działania, ustami swojego szefa PDT nazwała referendum „rozróbą polityczną.” To wypowiedź z początku marca, nie zmienia to faktu, że w jej świetle do urn poszło blisko 200 tysięcy zadymiarzy z PiS i Konfy. Bardzo chciałbym, żeby Pan Premier podtrzymał swoje zdanie i powiedział uczestnikom coś równie miłego. Wysiłek setek osób, zbierających podpisy za odwołaniem Miszalskiego, był na fb przez działaczy KO nazywany hucpą, a kiedy już wiadomo było, że referendum się odbędzie, ruszyła akcja: nie idź na referendum. Oczywiście głównym inicjatorem był urzędujący prezydent. Zaczęły się wybiegi z odwoływaniem wcześniejszych głupich decyzji, ogłaszaniem cudów, jakie się wydarzą, jeżeli uda mu się dokończyć kadencję itp. Wszystkie te mądrości pojawiały się na fb członków Koalicji, co wzbudzało moje zażenowanie, bo nie byłem w stanie zrozumieć, jak sympatyczni i inteligentni ludzie mogą pisać takie głupoty. Zresztą te wszystkie bajki urągały zdrowemu rozsądkowi i były zupełnie askuteczne. Andrzej Sikorowski, zapraszając na swój koncert tego dnia, powiedział, że on na referendum nie idzie. Kosiniak Kamysz, Bartłomiej Sienkiewicz, dziesiątki lokalnych polityków, bezmyślnie nakręcało frekwencję wzywając do bojkotu. Innymi słowy wszystkie ręce na pokład. Szczęśliwie, że tak głupio i bezmyślnie.
No i stało się, stało się, co miało się stać… nagle szok. Facebooki, do niedawna pełne kolejnych inicjatyw Miszalskiego, nie zamieszczały przez pierwsze kilka godzin żadnych informacji o wynikach referendum. Niezawodny, choć plugawy Sok z Buraka, czyli jeden z najważniejszych nośników KO, który króluje na ściankach fb członków partii, pisze, że z tą demokracją coś nie tak i że trzeba zmienić przepisy, bo niby dlaczego 30% wyborców, którzy są głównie z PiS i Konfederacji, może zmienić prezydenta miasta. A czemu nie można zmienić Nawrockiego. Nikt się nie zająknął, że za odwołaniem Miszalskiego głosowało więcej wyborców niż za powołaniem, w tym ponad 25% z tych, którzy wcześniej na niego głosowali. Taka wykładnia demokracji jest bardzo chrakterystyczna dla tego środowiska. Myślę, że demokracja byłaby dobra, gdyby 5 % mogło zmieniać kogoś popieranego przez prawicę, a 95 przez centrolewicę. To byłoby uczciwe i wtedy by się rządziło super. Koalicja Obywatelska po raz kolejny udowodniła, że jej obywatelskość jest tylko w nazwie.
Ale na koniec kilka zdań o drugiej stronie. Zrobiliście kapitalna robotę. To jest wyłom w murze, tylko proszę, nie wystawiajcie jakiegoś bufona Gibały. Nie wystawiajcie nikogo z żadnej partii. Weźcie działacza społecznego, mającego pojęcie o samorządzie i pokażcie uśmiechniętym bałwanom – Kozakiewicza gest. I innym partiom też. Tusk już unieważnił niejedno referendum, chciał nawet unieważnić prezydenta Polski. Mam nadzieję, że z czasem unieważnimy jego. A ilość memów ze Smokiem Wawelskim w necie wskazuje, że władza zaczyna być śmieszna. I to jest w dużej części wasza zasługa. Dzięki.
