Brukselska góra urodziła mysz. Refleksje po szczycie Rady Europejskiej w części dotyczącej ETS

Brukselska góra urodziła mysz. Refleksje po szczycie Rady Europejskiej w części dotyczącej ETS

blank

Zakończył się szczyt Rady Europejskiej w Brukseli. Chyba dawno nie wiązano z tym wydarzeniem tylu nadziei. Głosy o konieczności zmian w systemie ETS były bardzo częste. Efekt? Powiedzmy: brukselski…

Ale prawdę mówiąc, czy ktoś się spodziewał przełomu, a przynajmniej poważniejszej korekty kursu jakim podąża Unia reprezentowana przez Komisję?  Oczywiście w konkluzjach znalazło się wiele słusznych deklaracji w związku z sytuacją międzynarodową, wezwań do pokoju, deeskalacji napięcia, wsparcia dla tych co trzeba i potępień tych co trzeba. Ale w kwestiach dotyczących funkcjonowania samej Unii i trapiących ją problemów gospodarczych i konsekwentnie traconej szansy na konkurowanie na światowych rynkach, to właściwie bez zmian. Najpierw jeden cytat z dokumentu zawierającego konkluzje ze szczytu w części dot. konkurencyjności: „W obecnym kontekście globalnym realizacja celu Unii Europejskiej, którym jest „wysoce konkurencyjna społeczna gospodarka rynkowa”, wymaga, aby z odnowioną determinacją podnosić konkurencyjność Unii, zwiększać jej odporność oraz wzmacniać jej strategiczną autonomię i bezpieczeństwo ekonomiczne, utrzymując dobrobyt i model społeczny Europy.”Służyć temu ma program „Jedna Europa, jeden rynek”, a w nim kolejne słuszne deklaracje, że brońmy czterech swobód, likwidujmy bariery administracyjne, wzmacniajmy innowacyjność, harmonizujmy, upraszczajmy formalności, więcej obrotu cyfrowego i nie wiem, co tam jeszcze. Skoro tak, to może zacznijmy od uchylenia regulacji ograniczających swobodę działalności naszych firm transportowych? No właśnie… Gdybym nie był taki stary, to bym może w to uwierzył. Na marginesie dodam, że dostrzegam tu (i generalnie w konkluzjach) jeszcze jedną, dość istotną kwestię: zawoalowaną presję na budowę jednego organizmu państwowego, to pojawia się w różnych miejscach we wspomnianym dokumencie.

Co w energetyce?

Ale przejdźmy do najbardziej mnie interesujących zagadnień dot. energetyki i polityki klimatycznej.  A tu, zgodnie ze znaną taktyką sowietów, ani kroku w tył. Może trochę w bok, może lekkie ustępstwa, ale czasowe, a generalnie bez przełomu, bo twardo stoimy na gruncie „pryncypiów socjalizmu”; przepraszam, polityki klimatycznej. Najlepiej, jak odwołam się do tekstu konkluzji: „Niedawne gwałtowne wzrosty cen importowanych paliw kopalnych pokazują, że transformacja energetyczna pozostaje najskuteczniejszą strategią osiągnięcia strategicznej autonomii Europy,  wzmocnienia odporności, strukturalnego obniżenia cen energii oraz zapewnienia dużych ilości czystej rodzimej energii, która jest potrzebna do zasilania gospodarki przyszłości. Przyspieszenie wprowadzania i integracji odnawialnych i niskoemisyjnych źródeł energii i magazynów energii ma zasadnicze znaczenie  dla zmniejszenia zależności od niestabilnych rynków paliw kopalnych i dla zwiększenia bezpieczeństwa dostaw”.

Tym niemniej, wszyscy zebrani, nawet reprezentujący Komisję Europejską, zdawali sobie sprawę, że coś demosowi europejskiemu trzeba jednak pokazać.  Ceny energii i niepokojące sygnały z przemysłu są zbyt poważnymi sprawami, by można było to zbagatelizować. Więc coś robimy, a wszystkie wymuszone sytuacją działania są raczej – jak to określono – „krótkoterminowe” i też nie idące za daleko. Sięgnijmy znów do tekstu konkluzji: „Jednocześnie w perspektywie krótkoterminowej potrzebne są ukierunkowane rozwiązania, które zapewnią energię przystępną cenowo, z uwzględnieniem neutralności technologicznej i szczególnej sytuacji państw członkowskich, szczególnego narażenia niektórych sektorów przemysłu na ryzyko przenoszenia działalności oraz konieczności poprawy warunków dla energochłonnych sektorów innowacyjnych, bez podważania przewidywalności i równych warunków działania.”

Mając to na uwadze, przywódcy państw zobowiązali Komisję do podjęcia następujących działań:

  1. do bezzwłocznego przedstawienia „zestawu ukierunkowanych środków tymczasowych, by zaradzić niedawnym gwałtownym wzrostom cen importowanych paliw kopalnych”;
  2. do pilnego przedstawienia „ukierunkowanych środków obejmujących wszystkie komponenty cen energii elektrycznej i dotyczące konkretnych działań na rzecz obniżenia cen energii elektrycznej i zaradzenia nadmiernej zmienności w perspektywie krótkoterminowej, w tym w odniesieniu do sektorów energochłonnych, z uwzględnieniem różnych sytuacji w poszczególnych państwach członkowskich”;
  3. do przedstawienia do lipca b.r. raport z przeglądu systemu ETS, ale z intencją by zmierzać docelowo ograniczenia zmienności opłat i złagodzeniu wpływu systemu na ceny energii, ale co ważne, „przy jednoczesnym utrzymaniu zasadniczej roli ETS w transformacji klimatycznej i energetycznej dzięki rynkowemu sygnałowi cenowemu dotyczącemu emisji dwutlenku węgla pobudzającemu inwestycje i innowacje” (to szczególnie ważne i ciekawe).

Pojawiły się również wezwania dla państw do intensyfikacji działań przy modernizacji i rozwoju sieci elektroenergetycznych, a także do intensywniejszej wdrażania programu budowy „unii energetycznej 2030”.

W mediach możemy spotkać sporo informacji z przecieków ze spotkania. Ponoć w trakcie dyskusji kolejni szefowie rządów zgłaszali dość konkretne propozycje dot. systemu ETS, w tym przedłużenie darmowych uprawnień czy uwolnienie rezerw na sprzedaż. Takie deklaracje składała też Ursula von der Leyen. Ale co ważne, nie pojawił się postulat likwidacji systemu ETS.

Konkret, niekonkret

Tu lekka korekta: bo pojawił się pewien konkret, który nie znalazł się w tekście przywoływanych konkluzji. Z tym, że jak głębiej spojrzeć to żaden to konkret.  Mianowicie, przewodnicząca KE odnosząc się do dyskusji na forum RE i wymienionych powyżej zobowiązań, jakie zostały nałożone na Komisję przez szefów rządów, przedstawiła projekt tzw. „ETS investment booster”. Ma to być instrument wspierający inwestycje w tzw. czyste technologie i transformację energetyczną, szczególnie w słabiej rozwiniętych państwach członkowskich. Mechanizm ma zagwarantować ok. 30 mld Euro finansowania pochodzącego z przychodów ze sprzedaży uprawnień do emisji CO2 w ramach ETS. Czyli najprawdopodobniej żadne nowe pieniądze, czy dodatkowe darmowe uprawnienia, jak mogliśmy gdzieniegdzie usłyszeć, tylko te, które w systemie już są. Zmiana polega więc na innej dystrybucji środków, czy jak kto woli, innym ich księgowaniu. Jak przypuszczam, w efekcie takiej zmiany w systemie, środki nie będą bezpośrednio zasilać budżety poszczególnych państw, a będą rozdzielane via Bruksela. Myślę, że naszemu ministrowi finansów, który i tak powinien mieć mnóstwo zmartwień w związku z sytuacją budżetu i rosnącym deficytem, doszedł kolejny powód do niepokoju.

Inna sprawa, że propozycja ta wygląda na kolejny pomysł wzmacnianie roli Brukseli względem państw członkowskich.W tym kontekście też odczytuję uwagi przewodniczącej na temat nadmiernego jej zdaniem opodatkowania energii w poszczególnych krajach. Komisja ma wystąpić do stolic, by obniżyły poziom obciążeń fiskalnych nośników energii. To oczywiście słuszna konstatacja przewodniczącej, ale nie do końca kompatybilna z kompetencjami KE.

To co ustalono?

Podsumowując, szczyt w Brukseli nie wiele właściwie wniósł do dyskusji, w którym kierunku ma podążać Unia.A już na pewno nic nie zmienił w odbiorze Unii. Entuzjaści będą jeszcze bardziej entuzjastyczni, no bo przecież tyle ustalono, będziemy reformować ETS, będą mniejsze podatki na energię, a na stole już leży 30 mld Euro na transformację energetyczną (żartem można powiedzieć, jak to nikczemnie mało przy bilonie zapowiedzianym przez polskiego premiera). Sceptycy natomiast powiedzą, że przecież nic nie ustalono. Przyznam się, że sam mam z tym problem. Nie żebym miał jakieś złudzenia, ale jednak złożono tyle deklaracji, wzbudzono spore nadzieje, że wreszcie nastąpi jakaś refleksja, poważne korekty… A co mamy? Słowa, dużo słów i okrągłych zdań, oświadczeń. Tylko, że wszystko to rozwodnione (celowo dołączyłem tyle cytatów, by sami Państwo mogli się przekonać, jakim językiem komunikowane) średnio konkretne i przede wszystkim, w zasadniczej części odłożone w czasie na kilka miesięcy, nawet do lipca. Czyli z konkretów mamy propozycję oczekiwania na… konkrety. Rozumiem, trzeba to przygotować, ale naprawdę nie można było wcześniej?

A może chodzi o to, by przeczekać, wojna na Bliskim Wschodzie przecież kiedyś się skończy, USA raczej nie chcą jej przedłużać, ceny paliw spadną do wcześniejszych poziomów, Europejczycy rozjadą się na wakacje i przestaną myśleć o ETS-ach i innych problemach?A może uda się do tego czasu spacyfikować niektórych szefów rządów, a innych „przekonać”, jak ostatnio premier Włoch w sprawie umowy MERCOSUR? A może jeszcze Victor Orban przegra wybory, a Donald Trump osłabiony konfliktem z Iranem będzie mniej twardy wobec Brukseli?

Nie bądźmy naiwni

Powtórzę: mam wrażenie, że dawno nie wiązano ze szczytem Rady Europejskiej tylu nadziei co teraz. A wyszło jak zawsze, to znaczy biurokracja unijna składa obietnice, coś tam przedstawia, jakieś propozycje, ale potem to rozwadnia się w potoku słów i ideowo i moralnie właściwych deklaracji. Jest jednak coś, czego elitom brukselskim odmówić nie można – konsekwencji. Jak ustalono, że będziemy podążać jedynie słuszną drogą polityki klimatyczno-gospodarczej, to choćby wszystko się waliło, odstępstwa nie będzie. W tej sytuacji trudno się dziwić, że tak często przewodniczącą i jej współpracowników z Komisji porównuje się do genseków z KC KPZR lat 70 i 80-tych z towarzyszem Breżniewm na czele.

Jak ktoś miał nadzieje, to chyba szkoda złudzeń. Rzecz jasna, Komisja Europejska jakieś propozycje korekt ETS i polityki klimatyczno-energetycznej w lipcu przedstawi, w końcu przyjęto oficjalnie takie zobowiązanie. Nie wiem jednak, co musiałoby się wydarzyć, jakie miałyby to być rozwiązania, bym zmienił zdanie i z optymizmem spojrzał na prace brukselskich urzędników i podejście tamtejszych elit do problemów polityki klimatycznej Unii. To znaczy, wiem, ale towarzysze z Komisji takich akurat propozycji na pewno nie złożą.

Autor tekstu
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

Wyszukiwarka
Kategorie
Paweł Przychodzeń

Paweł Przychodzeń

prawnik, menedżer i ekspert w sektorze energetycznym, były wiceprezes PGNiG Termika (obecnie Orlen Termika).

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank