Teraz Donald Tusk ma do wyboru. Albo rozpocząć to, co lubi najbardziej, ale czasem się tym kaleczy. Czyli totalną bitwę o Kraków, pełną haków, brudnych zagrywek, najpodlejszych wrzutek medialnych, “postaci znanych”. Albo odpuścić drugie miasto w Polsce. I tak, i i tak, ryzykownie i niedobrze.
Exit polle rysowały większą przepaść, ale kierunek pozostaje ten sam. W pierwszej turze wyborów na prezydenta Krakowa Łukasz Gibała zdobył w pierwszej turze ponad 36 proc., a Monika Piątkowska, kandydatka KO i PSL – niecałe 30 proc. To kolejny odcinek serii, którą otworzyło majowe odwołanie Aleksandra Miszalskiego.
Piątowska, a tak naprawdę stojący za nią Tusk, mogą liczyć na jedną jedyną rzecz. Niska frekwencja, około 43 procent, sprawia, że została pewna, trudna do policzenia, liczba mieszkańców Krakowa, których można jeszcze domobilizować. Jak wyrwać z letargu mniej zainteresowaną wyborami grupę albo ludzi zniechęconych do polityki, czy w końcu tych, których miejskie sprawy nie pasjonują? Jest tylko jedna metoda i znamy ją z ostatnich wyborów parlamentarnych i prezydenckich.
Wojna totalna czy absurdalna
Piątkowska nie ma jak ich przekonać ofertą dla miasta, bo tej nikt nie zapamięta. Zostaje jej to, co KO umie najlepiej: wojna totalna w stylu Donalda Tuska. Polaryzacja, strach przed „tamtymi”, alarm na wszystkich falach. To sprawdzony sposób na zmobilizowanie wyborcy, który przestał głosować.
Czy więc Gibała okaże się za chwilę groźnym kibolem, sutenerem, gangsterem, przekręciarzem, sługą Putina i faszystą. Coś w tym stylu. Niczego innego Tusk i jego media po prawdzie nie potrafią.
Tyle że wszyscy wiemy, że ten granat może wybuchnąć w ręku. Rywal to bezpartyjny lokalny kandydat, który od początku gra na niechęci do warszawskich partii. Każdy przyjazd ministra i każdy wielki wiec to dla Gibały prezent. A kampania prowadzona na najwyższych obrotach, transmitowana w całym kraju, może wbrew pozorom zniechęcić do KO także tych, którzy w Krakowie w ogóle nie głosują. Ryzyko jest więc podwójne. Nie dość tego, kolejne nadużycia takiej metody ją kompromitują, a twardy elektorat – silniki, zapewne już poszedł i wiernie zagłosował na panią Piątkowska.
Oddać Kraków?
Alternatywą jest odpuszczenie. Cicha kampania, minimum zaangażowania, przyjęcie porażki jako lokalnej. Tyle że po referendum i takim wyniku pierwszej tury wyglądałoby to na kapitulację, a kapitulację też się odnotowuje.
Tło jest niewygodne. Aleksandra Owca z Razem dostała 6,91 proc., wyprzedzając Darię Gosek-Popiołek z Lewicy (4,81 proc.), a Michał Drewnicki z PiS 17,5 proc., więcej, niż wróżyły sondaże. Wyborca szuka alternatyw po obu stronach, więc twarda polaryzacja nie musi już działać.
Koalicja rządząca stoi więc przed wyborem, którego nie chciała: wojna totalna z ryzykiem odbicia w skali kraju albo ciche oddanie Krakowa. W obu wariantach to Piątkowska i KO grają dziś o coś więcej niż fotel prezydenta miasta i raczej to starcie przegrają.
