Dyplomatyczny zgrzyt z Nawrockim może Francuzom pomóc tylko trochę. O drugiej elektrowni jądrowej w Polsce zdecydują pieniądze, Trump i polska polityka

Dyplomatyczny zgrzyt z Nawrockim może Francuzom pomóc tylko trochę. O drugiej elektrowni jądrowej w Polsce zdecydują pieniądze, Trump i polska polityka

blank

Spotkanie prezydenta Francji Emmanuela Macrona z Donaldem Tuskiem i brak spotkania z Karolem Nawrockim zostały w Polsce odczytane nie jako zwykły detal protokolarny, ale jako sygnał polityczny. I trudno się temu dziwić. W realnej polityce gesty dyplomatyczne nigdy nie są wyłącznie gestami. Zwłaszcza wtedy, gdy dotyczą państw, które równolegle rozgrywają poważne interesy gospodarcze i strategiczne. A takim interesem jest dziś bez wątpienia atom. Francja od dawna zabiega o udział EDF w budowie drugiej elektrowni jądrowej w Polsce, a sam EDF otwarcie podkreśla, że chce zostać wybranym partnerem dla drugiej lokalizacji.

Czy taki zgrzyt może realnie zaszkodzić francuskim szansom w atomowym wyścigu? Odpowiedź jest mniej efektowna, niż mogłoby się wydawać: może (hipotetycznie) zaszkodzić politycznie, ale nie przesądzi o niczym strategicznie.

Macron zagrał va banque. Ale nie on będzie płacił rachunki

Po pierwsze dlatego, że Macron kończy urzędowanie w 2027 r. i sam już nie będzie rozgrywał długiej partii o relacje z przyszłą polską władzą, nawet jeżeli obejmie ją prawica. Jego horyzont polityczny jest krótszy. Może więc pozwolić sobie na gest chłodny wobec obozu polskiej prawicy, bo nie on będzie później odbudowywał zaufanie z rządem w Warszawie, jeśli ten rząd przejmie PiS i jego koalicjanci. Z tej perspektywy koszt dyplomatyczny dla Pałacu Elizejskiego jest ograniczony. Znacznie większy jest koszt po stronie francuskiego biznesu, jeśli w Polsce utrwali się przekonanie, że Paryż traktuje prawicowy obóz jak politycznego petenta, a nie partnera. To może wracać przy każdej dużej decyzji gospodarczej, także atomowej.

Ale po drugie, i ważniejsze, gra o drugą elektrownię i tak nie rozstrzygnie się na poziomie urażonych ambicji, tylko na poziomie twardych realiów. Najważniejszy z nich jest banalny: czy Polskę w ogóle stać na drugi wielki projekt jądrowy. Donald Tusk mówił wprost, że Polska bierze na siebie niemal cały ciężar finansowy pierwszej elektrowni, natomiast przy drugiej będzie musiała szukać partnerów finansowych. Rząd zatwierdził już 60 mld zł wsparcia państwowego dla pierwszej elektrowni, ale całość projektu to znacznie większa skala kosztów. To oznacza, że przy drugim projekcie kwestia finansowania może być ważniejsza niż sama technologia czy polityczna sympatia.

I właśnie tutaj pojawia się Francja. EDF od miesięcy buduje narrację, że jego oferta to nie tylko technologia, ale także „europejski atom dla Polski”, z szerokim udziałem polskich firm i wpisaniem inwestycji w logikę europejskiej współpracy przemysłowej. Nie ma co ukrywać: to kusząca oferta i nieporównanie bardziej przejrzysta od amerykańskiej. Francuzi mają jeszcze jeden argument: po powrocie Donalda Trumpa europejskie stolice coraz częściej myślą kategoriami większej autonomii strategicznej, również w energetyce.W takim klimacie politycznym wariant, w którym pierwszą elektrownię robią Amerykanie, a drugą Francuzi, jest dywersyfikacją ryzyka.

Proamerykański PO-PiS

To jest zresztą zasadnicza różnica między rządem Tuska a prawicową opozycją, zwłaszcza PiS. Oba obozy pozostają zasadniczo proamerykańskie. Tyle że rząd jest dziś bardziej skłonny myśleć pragmatycznie: skoro polityka Trumpa urealnia scenariusz większej niepewności po stronie USA, to Polska powinna zostawić sobie pole manewru i nie zamykać drogi Francuzom. PiS natomiast nadal patrzy na relację z Ameryką bardziej politycznie niż transakcyjnie. W tej logice atom od Amerykanów to nie tylko inwestycja, ale dowód strategicznej lojalności.Konfederacja jest tu osobnym przypadkiem, bo nie podziela bezwarunkowego entuzjazmu wobec trumpizmu, ale też nie jest dziś siłą, która samodzielnie ustawiłaby państwową strategię jądrową.

W tym sensie dyplomatyczny chłód Macrona wobec Nawrockiego rzeczywiście może Francuzom zaszkodzić, choć nie teraz, lecz na wypadek zmiany władzy w Polsce. Jeśli w 2027 r. dojdzie do przesilenia i prawica przejmie rząd, łatwo będzie zbudować polityczną opowieść, że Paryż postawił wyłącznie na Tuska i ostentacyjnie zlekceważył prezydenta wywodzącego się z obozu prawicy. A skoro tak, to po co oddawać Francuzom projekt wart dziesiątki miliardów? Taki argument byłby dla PiS bardzo wygodny, zwłaszcza jeśli trzeba będzie sprzedać opinii publicznej dalsze stawianie na USA mimo rosnącej nieprzewidywalności Trumpa.

Tyle że nawet wtedy nic nie będzie automatyczne. Bo do gry wchodzi jeszcze jeden element: polski biznes i jego własne kanały wpływu wokół amerykańskiego atomu. W ostatnich dniach media opisywały spotkanie Zygmunta Solorza z Donaldem Trumpem, a także jego rozmowy w USA o energetyce, AI i tzw. małym atomie; pojawiały się też informacje o kontaktach z X-energy. To mógłby być ważny sygnał: część polskiego kapitału prywatnego także ustawia się pod scenariusz dalszego atomowego zwrotu ku Ameryce. Mógłby, ale to raczej tylko piękna opowieść, zważywszy na ostatnie problemy twórcy Polsatu. Niemniej ta opowieść może być z różnych powodów podsycana przez Amerykanów.

Pieniądze zdecydują o wszystkim

Dlatego końcowy wniosek jest dość brutalny dla obu stron. Dyplomatyczny zgrzyt Macron–Nawrocki nie przekreśli francuskich szans na drugą elektrownię, ale nie oznacza zwiększenia szans koncernu EDF. Jeśli o wyborze partnera będzie decydował obecny obóz władzy, EDF nadal pozostaje w grze, a nawet może korzystać na trumpowskim „urealnieniu” polskiej strategii. Jeśli jednak władzę przejmie prawica, każdy francuski gest lekceważenia wobec jej obozu może zostać wystawiony na rachunek przy decyzji atomowej.

Tyle że ostatecznie nie protokół i nie urażone ego zdecydują o wszystkim. Zdecyduje pytanie dużo mniej widowiskowe, ale dużo ważniejsze: czy Polska znajdzie pieniądze i model finansowy na drugą elektrownię. Bo jeśli nie znajdzie, to cały spór o to, czy drugi atom będzie amerykański czy francuski, okaże się sporem o projekt, którego po prostu nie będzie.

Autor tekstu

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

Wyszukiwarka
Kategorie

Analiza Dobitnie

Analiza zespołu serwisu i kanału Dobitnie. Staramy się przenikać medialną fasadę, obnażać mechanizmy, proponować rozwiązania, unikać pustych emocji i politycznych narracji. Naszym celem jest dobro Polski. Zespół Dobitnie.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank