Płomienne przemówienia, dyskusje w Parlamencie Europejskim, poglądy ostre jak brzytwa – to wszystko wygląda i brzmi efektownie, ale ważniejsza jest żmudna, codzienna polityka. Taka która zapewnia pieniądze na budowę infrastruktury, świadczenia socjalne, edukację i naukę. Od gromkich słów w Brukseli czy Strasburgu kasy nie przybywa.
Toczony w Prawie i Sprawiedliwości spór wygląda w dużej mierze właśnie jak starcie teoretyków z praktykami. Z jednej strony mamy dwóch niedoszłych kandydatów na prezydenta Warszawy (Patryka Jakiego i Tobiasza Bocheńskiego) – żaden z nich nie wszedł nawet do drugiej tury, z drugiej polityka (Mateusza Morawieckiego), który poprowadził swoją partię do zwycięskich wyborów parlamentarnych w 2019, zapewniając jej bezwzględną większość w Sejmie. Pod jego wodzą PiS wygrał też wybory w 2023 roku, ale z powodu awantur Zbigniewa Ziobry, formacja ta nie miała zdolności koalicyjnej.
Z jednej strony mamy polityków, którzy co prawda są bardzo sprawni retorycznie, ale nie wiedzą jeszcze na czym w rzeczywistości polega sprawowanie władzy, z drugiej człowieka mogącego się pochwalić szeregiem osiągnięć: ograniczenia luki VAT, wielką poprawą ściągalności podatków, podniesieniem poziomu życia polskich rodzin, wzmocnieniem Polski na arenie międzynarodowej, zmontowaniem antyrosyjskiej koalicji, która wsparła Ukrainę (choć niechętnie i przymuszona).
Polityczni harcownicy, którzy szukają swojej szansy i chcą dokonać zmiany warty w pierwszych szeregach Prawa i Sprawiedliwości kontra doświadczony polityk, będący szefem EKR, rozpoznawalny w Europie i wśród wyborców PiS jest najczęściej wskazywany jako przyszły premier.
Można powiedzieć, że to książkowy przykład mechanizmu wymiany elit opisany przez Vilfredo Pareto – żądni sukcesów młodzi chcą wyprzeć starych. Nowe twarze, pomysły, większa energia i bardziej jaskrawe dostrzeganie wyzwań przyszłości naprzeciwko utartym schematom, rutynie i brakowi energii. Tyle tylko, że to obraz w dużej mierze fałszywy.
Środowisko Solidarnej/Suwerennej Polski – a to ono jest właśnie największym antagonistą Mateusza Morawieckiego i to ono najmocniej dąży do wypchnięcia go z partii – nie tryska ani żadnymi nowymi pomysłami, ani nie ma czystej karty. To właśnie polityka Zbigniewa Ziobry doprowadziła do największych kryzysów w czasie dwóch kadencji rządów PiS. Wystarczy przypomnieć fatalnie przygotowaną reformę sądownictwa, wywołanie konfliktu dyplomatycznego z Izraelem czy pustych i groteskowych w istocie zapisach o ściganiu antypolonizmu na całym świecie. Znów – akty strzeliste zamiast realnej polityki. Efekciarstwo zamiast efektywności.
Ci ludzie uwielbiają dziś bić się w piersi Mateusza Morawieckiego, domagając się, by przyznał się popełnionych błędów. O swoich błędach milczą. Co więcej własne pomyłki uważają za sukces.
Zdjęcie: Wikipedia
