Pamiętasz jeszcze internet? Tę dziwną epokę, w której kliknięcie w link prowadziło na inną stronę, a platformy społecznościowe pomagały odkrywać nowe treści zamiast pilnować, żeby użytkownik przypadkiem nie uciekł poza ich mury? Najwyraźniej Meta uznała, że był to błąd konstrukcyjny.
Kiedyś Facebook był jednym z wielu miejsc w internecie. Dziś coraz wyraźniej wygląda na to, że jego ambicją jest zostać internetem. Nie pośrednikiem, nie platformą, nie serwisem społecznościowym. Po prostu internetem. Jedynym. Testowane ograniczenia dotyczące publikowania linków są tego kolejnym symptomem. Niektóre strony i konta profesjonalne mogą publikować zaledwie dwa posty z linkami miesięcznie, a za kolejne trzeba już płacić.
Oficjalnie chodzi o dodatkową wartość dla abonentów, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że problemem nie są same linki. Problemem jest to, że prowadzą gdzieś indziej.
Przez lata użytkownicy tworzyli treści, media dostarczały artykuły, firmy budowały społeczności, a Facebook korzystał z ich obecności. Teraz coraz częściej wysyła zupełnie inny komunikat: zostańcie tutaj. Nie kierujcie ludzi na własne strony. Nie odsyłajcie ich do niezależnych serwisów. Nie zachęcajcie ich do opuszczania aplikacji. Najlepiej, żeby obejrzeli film na Facebooku, przeczytali tekst na Facebooku, skomentowali go na Facebooku i już nigdy nie musieli zaglądać do tego staromodnego wynalazku, jakim jest otwarty internet.
Oczywiście pojawia się argument pieniędzy. Ale pieniądze są tutaj jedynie efektem ubocznym. Facebook zarabiał i będzie zarabiał. Prawdziwą walutą jest coś znacznie cenniejszego: uwaga użytkownika. Każda sekunda spędzona poza platformą jest dla Mety stratą. Każde kliknięcie w zewnętrzny link przypomina bowiem, że poza Facebookiem istnieje jeszcze jakiś świat. A to może być niebezpieczne.
Bo użytkownik, który wychodzi, może odkryć, że gdzieś indziej też są informacje. Że istnieją własne strony internetowe. Blogi. Portale. Fora. Sklepy. Usługi. Innymi słowy, może przypomnieć sobie, czym właściwie był internet przed epoką algorytmicznej hodowli uwagi.
Internet staje się konkurencją. Otwarta sieć przestaje być wartością, a staje się problemem do rozwiązania. Wartością jest zamknięty ekosystem, w którym wszystko dzieje się pod jednym dachem, według jednych zasad i pod nadzorem jednego właściciela. Nie odwiedzasz strony urzędu, firmy czy gazety. Oglądasz jej profil. Nie czytasz artykułu. Czytasz podsumowanie. Nie wychodzisz do internetu. Internet przychodzi do ciebie w dawkach kontrolowanych przez algorytm.
To już nie przypomina portalu społecznościowego. To przypomina cyfrowe centrum handlowe, które najpierw przyciągnęło wszystkie sklepy w okolicy, a następnie ogłasza, że od jutra klienci będą płacić za samo spojrzenie na drzwi prowadzące na zewnątrz.
Być może więc opłata za link nigdy nie była opłatą za link. To opłata za przypominanie użytkownikom, że poza Facebookiem nadal istnieje świat. A jeśli obecny kierunek zostanie utrzymany, za kilka lat możemy usłyszeć niewypowiedzianą wprost filozofię Doliny Krzemowej:
Nie chcemy być najważniejszą stroną w internecie. Chcemy, żeby internet był tylko jedną z funkcji Facebooka.
Fot. AI.
