Kierownik nie poratuje Miszalskiego

Kierownik nie poratuje Miszalskiego

blank

Kierownik nie poratuje

Premier Donald Tusk, zwany przez swoich współpracowników pieszczotliwie kierownikiem znany jest z tego, że nie lubi się angażować w przegrane sprawy. Wyraźnie za taką uznał referendum w Krakowie, skoro do tej pory nie pojawił się wśród wspierających prezydenta Miszalskiego. Z początku, kiedy temat referendum zaczął przybierać poważne kształty, czyli gdzieś tak w lutym, Tusk zagrzmiał, że to jest “rozróba polityczna”, ale potem wstrzymał się z komentarzami niczym trener, który postanowił sprawdzić, czy jego podopieczny sobie poradzi. Widocznie stwierdził, że podopieczny nie rokuje, więc dał spokój.

W tej sytuacji nieszczęsnemu Miszalskiemu pozostało już tylko na ostatniej prostej sięgnąć po wiekową, niedługo stuletnią (oby żyła jak najdłużej!) Krystynę Zachwatowicz, którą w nagłym odruchu serca postanowił uhonorować honorowym obywatelstwem Królewskiego Miasta Krakowa, a ona elegancko odwdzięczyła się wezwaniem do mieszkańców, aby zbojkotowali referendum. Miszalskiego wspomógł też senator Koalicji Obywatelskiej Jerzy Fedorowicz, pewien były piłkarz i aktor znany, choć nie mnie. Jakoś tylko nie pojawił się nikt z centrali, bo za takiego trudno uznać Bartłomieja Sienkiewicza, który na chwilę przyjechał z zasłużonej synekury w Brukseli, by nagrać pod Sukiennicami filmik zbyt długi, by go ktokolwiek obejrzał w całości. Jeszcze autentycznie wybitny pieśniarz znany z zawołania, by nie przenosić stolicy do Krakowa i to już mniej więcej tyle, bo pomniejszych kabareciarzy nie ma co liczyć. Grono dobre do tego, aby urządzić wieczorek towarzyski, ale o nieprzesadnej wadze politycznej.

Pojawiła się interpretacja, że Tusk nie wsparł, bo się obawiał, że może to przynieść odwrotny skutek i zmobilizuje jego przeciwników, ale ja w to nie wierzę. Bo jeżeli by chciał pomóc Miszalskiemu, to mógłby przecież kogoś wysłać. Ot, choćby Grasia. Oczywiście żartuję. Więc Żurka. Także głupi żart. Może w takim razie Kierwińskiego? Gajewską z Myrchą? Może Czarzasty by się zgodził? Albo jakiś inny koalicjant, taka Henning-Kloska na przykład? Wszystko to są ludzie popularni i cieszący się autorytetem, jasna sprawa, i nie trzeba od razu sięgać po samego kierownika, żeby załatwić tak prostą rzecz, jak referendum w wojewódzkim mieście, prawda?

Kierownik jednak nie poratował. Co nie znaczy, rzecz jasna, że uznał Kraków za stracony. To Miszalski jest stracony, a Kraków będzie chciał kierownik przejąć ponownie. Eksperyment z kimś bez tytułu profesorskiego chyba się nie powiódł, więc trzeba będzie poszukać wśród profesury. Może Majchrowski da się ubłagać? A może by się zdecydował Jerzy Hausner? To mógłby być wspólny kandydat Tuska i Czarzastego, więc prowadzona razem kampania przypieczętowałaby polityczna przyjaźń i pozwoliła wypróbować, czy zjednoczenie sił da pożądany rezultat. Byłaby to taka próba generalna przed wyborami parlamentarnymi.

Powszechnie się uważa, że porażka Miszalskiego będzie oznaczała porażkę KO i to taką, która może zaważyć na jej szansach w tych właśnie wyborach. Nieobecność Tuska może więc oznaczać, że chce on zejść z linii strzału, zaś wystawienie potem kogoś, kto mógłby być kandydatem wspólnym z jednym z koalicjantów może z kolei pozwolić na wyjście z tej kłopotliwej sytuacji z ciosem. Przekuwanie porażek w zwycięstwa to bardzo w stylu Tuska. Paradoksalnie może się zdarzyć, że to właśnie porażka Miszalskiego byłaby najbardziej przezeń oczekiwanym rezultatem niedzielnego referendum. Co nie znaczy, że nie należy obecnego prezydenta miasta odwołać. Jego zachowanie w ciągu ostatnich trzech miesięcy jest po temu wystarczającym powodem. A potem? Znowu paradoksalnie: ktoś taki, jak Hausner miałby bardzo silną pozycję zarówno wobec KO, jak i Lewicy i mógłby sobie pozwolić na to, aby rządzić naprawdę samodzielnie i merytorycznie. Być może byłoby to całkiem niezłe rozwiązanie dla Krakowa. Bo w wybór kandydata prawicowego w tym mieście nie wierzę.

(fot. FB A. Miszalski)

Autor tekstu
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

Wyszukiwarka
Kategorie
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
Przemysław Miśkiewicz
blank