Mimo wysiłków rządu Donalda Tuska aby zaorać polskie górnictwo i zamknąć energetykę opartą na węglu, popyt na czarne złoto w 2026 wyraźnie rośnie. Tylko, że kopalnie nie są stanie zaspokoić zwiększonego zapotrzebowania w Polsce. Zatem skazani jesteśmy na import z odległych krajów…
Górnictwo ma być nierentowne a popyt słabnąć
Obecny rząd robił wszystko aby udowodnić, że polskie górnictwo jest trwale nierentowne i należy je jak najszybciej zlikwidować. Sytuacja wydawała się pod kontrolą; górnicy odchodzą, koszty wydobycia rosną, a odpowiednio dobrane personalnie zarządy spółek energetycznych likwidują elektrownie na węgiel, dławiąc w ten sposób popyt krajowy.
Niestety wybuchła wojna w zatoce perskiej, a z nią skokowo wzrosły ceny gazu. Nawet potulni menadżerowie z energetyki, aby nie mieć zarzutów o niegospodarność, zmuszeni byli do znacznego zwiększenia zakupów węgla. Szacuje się że krajowa energetyka zakupi w tym roku o 20% węgla więcej niż w 2025, czyli prawie 25 mln ton.
Minister „karze ściąć posłańca prawdy”
O tym jak bardzo obecna władza żyje w bańce swoich przekonań i nie przyjmuje prawdy o tzw. transformacji energetycznej jest przykład byłego prezesa Orlen Termiki, czyli spółki ogrzewającej stolicę. Gdy ten na forum ciepłowników powiedział: „Jeśli będzie mroźna zima, to węgla zabraknie. Będziemy wszyscy szorować po dnie. Uważam, że to największe ryzyko, które nas dzisiaj czeka”.
Słowa prezesa, wywołały panikę i burzę w rządzie. Ujawnienie prawdziwego obrazu rzeczywistości o której w DOBITNIE.pl piszemy od powstania portalu, spowodował po szekspirowsku „ścięcie posłańca” prawdziwej informacji. Według zasłyszanych w branży plotek, nie tylko w ORLENIE czekano na pretekst, by pozbyć się kompetentnego, ale i samodzielnego menedżera, ale i sam minister aktywów, zapewne na polityczne polecenie, oczekiwał „likwidacji zdrajcy”.
Cud w Polskiej Grupie Górniczej
W Katowicach obecny prezes PPG, czyli największego producenta węgla w UE i beneficjenta dużej pomocy publicznej potwierdził, że popyt jest wysoki i spółka nie jest w stanie sprostać zapotrzebowaniu. Cytuję za portalem XYZ: „ssanie ze strony energetyki spowodowało, że zwały węgla, które jeszcze w grudniu ubiegłego roku wynosiły u nas ponad 2 mln ton, na koniec roku będą praktycznie bliskie zeru. Czyli w sumie sprzedamy o prawie 3 mln ton więcej surowca, niż zakładaliśmy”. Z doświadczenia wiem, że węgla w PGG na zwałach już może nie być, co wynika z kreatywnej gospodarki zapasami w polskim górnictwie. Źle to rokuje dla klientów tej spółki na sezon zimowy 2026/2027.
Bezdyskusyjny pozostaje fakt poprawy wydajności produkcji. Dzięki odejściu prawie 5 tys. górników i wzroście sprzedaży – wydajność na zatrudnionego wzrosła o ponad 200 ton rocznie. W 2025 wydajność na jednego zatrudnionego w PGG wyniosła około 550 ton rocznie, skokowy wzrost to zasługa przede wszystkim programu odejść, który objął 10% załogi.
Kolejny rekordowy rok
Międzynarodowa Agencja Energii zakomunikowała, że w tym roku światowy popyt na węgiel będzie rekordowy. Wzrośnie on o 1,2 proc. I osiągnie rekordowe 8,94 mld ton rocznie. Blokada cieśniny Ormuz przez wojnę na Bliskim Wschodzie doprowadziła do podwyżek cen gazu, wiele krajów, nawet te z Europy Zachodniej, sięga więc po węgiel, by ściąć koszty produkcji energii. Rekordowy popyt na węgiel nakręci też zjawisko El Niño. Według IEA napędzi ono zapotrzebowanie na prąd do chłodzenia, a to zaś wywoła większą produkcję energii z węgla.
Popyt nakręca też wzrost cen. Cena referencyjna węgla energetycznego Newcastle FOB w styczniu wynosiła 109 dolarów za tonę. W czerwcu poszła w górę do 139 dolarów, a w sierpniu lekko spadła do 131 dolarów, ale na koniec roku wyraża się cenami kontraktowymi na poziomie 148 USD/t. To wzrost o 36% !!!
Ceny światowe węgla rosną ale nie w Polsce
Polskie górnictwo uzależnione od dotacji budżetowych nie jest strukturalnie, organizacyjnie, zarządczo przygotowane do wykorzystania szansy, jaką daje obecna koniunktura na rynkach. Wydajność, struktura kosztów, brak elastyczności produkcji, niska kultura zarządcza, upolitycznione kadry, sprawiają że zamiast inwestować nadwyżki z krótkotrwałych „pikowych” cen surowca w nowo udostępniane ściany, zyski idą na ratowanie płynności.
W górniczej kadrze zarządzającej istnieje głęboki kompleks niższości wobec podmiotów z sektora energetycznego od którego potrzeb uzależnione jest dalsze funkcjonowanie kopalń. Korzystanie z dotacji ubezwłasnowolniło Zarządy wobec nadzoru politycznego i trudno dzisiaj spodziewać się aktywności podnoszącej tragiczną rentowność. W 2025 PGG osiągnęło rentowność sprzedaży -30%, zaś JSW -24%, za czym kryje się wielomiliardowa strata.
Cudu nie będzie
Wzrost koniunktury na węgiel w 2026 nie zmieni strategii rządu Donalda Tuska, aby w zgodzie z wytycznymi UE, likwidować polskie górnictwo i uniemożliwić nam korzystanie z własnych zasobów paliw kopalnych. Działania jakie są podejmowane w branży mają charakter nieodwracalnych i służą likwidowaniu potencjału produkcyjnego. Oficjalnie rząd nie odrzucił podpisanej w 2021 roku Umowy Społecznej określającej harmonogram wygaszania kopalń, ale podejmowane jest szereg praktycznych, ekonomicznych i prawnych działań, które sprawiają, że realny proces likwidacji uległ przyspieszeniu. Projekty Krajowego Planu na rzecz Energii i Klimatu (KPEiK) zakreślają szybki spadek udziału węgla w produkcji prądu na rzecz OZE i elektrowni jądrowych. Wzmacniane to jest wspieranym przez rząd procesem likwidacji bloków węglowych w polskiej energetyce redukującym zapotrzebowanie na surowiec. Nadzór uniemożliwia prowadzenie inwestycji w górnictwie.
Brak perspektyw rozwojowych oraz restrykcje formalne (dotacje idą na likwidację a nie na nowe fronty wydobywcze), spowodowały w 2026 drastyczny spadek inwestycji w przyszłe wydobycie. W JSW około 20%, w PGG w zależności od kopalni od 15% do 30%. Rzeczywistość jest taka, o tyle ile zwiększymy wydobycie w 2026, jak chce tego minister Wojciech Balczun, o tyle spadnie sprzedaż polskich kopalń w 2027, co będzie wiązać się koniecznością zwiększania dotacji budżetowej.
Potrzeba węgla więc go importujmy
Trwały niedobór węgla polskiego, szczególnie wykorzystywanego w gospodarstwach domowych, gdzie mimo restrykcji rządu nadal zużywa się około 6 mln ton opału, sprawiają że skazani jesteśmy na import z odległych krajów. W I półroczu 2026 Polska sprowadziła 3,06 mln ton węgla (wzrost o 168% w stosunku do I połowy 2025). Szacuje się że kupimy w 2026 roku za granicą około 7 mln ton węgla (to połowa całej produkcji PGG), co będzie stanowić 20% popytu. Za ponad 50% importu odpowiada surowiec z Kazachstanu, a ok. 1 mln ton pochodzi z Kolumbii. Potrzeba węgla więc go zaimportujemy – zapewne miał na myśli minister Balczun mówiąc w wywiadzie radiowym, że węgla nie zabraknie. Pomija przy tym fakt że gospodarka i obywatele zapłacą za ten węgiel ponad 11 mld złotych czyli równowartość pełnej kwoty dopłat do górnictwa (na likwidację).
Dogmatyczne trzymanie się polityki klimatycznej UE sprawiło że po raz kolejny rząd został „zaskoczony” sytuacją na światowych rynkach paliw. Uporczywe dążenie do likwidacji kopalń sprawia że węgla krajowego dla naszych potrzeb zabraknie i zmuszeni jesteśmy go w zwiększonych partiach sprowadzać. Nie będzie to jednak tani import. Zima 2026/2027 będzie kosztowna w produkcji energii i ciepła, ale nie poprawi to w żadnym stopniu dramatycznej sytuacji polskiego górnictwa.
***
FOT. Obraz wspomagany przez AI.
