Chris Wright deklaruje w rozmowie z The Free Press odejście od ideologizacji debaty i twardą politykę opartą na faktach. Mniej subsydiów na dotychczasowych zasadach. W zamian tania i obfita energia, jako fundament rozwoju i dobrobytu. Rozmowę przeprowadziła Lucy Biggers. Jej obecność w tej roli jest wyjątkowo symboliczna – Lucy to była aktywistka klimatyczna, która przez lata ulegała narracji tzw. klimatycznego doomeryzmu (lęku przed nieuchronną katastrofą). Z czasem zrozumiała jednak, że oparta na strachu opowieść pomija kluczowe fakty ekonomiczne i społeczne. Jej wywiad z Wrightem stanowi dowód na to, jak nawet u osób dawniej zaangażowanych w ruchy klimatyczne dochodzi do głębokiej weryfikacji poglądów na rzecz realizmu i pragmatyzmu.
Wywiad ten nakreślił fundamentalny zwrot w polityce energetycznej i klimatycznej Stanów Zjednoczonych. Amerykańskie podejście przeszło ewolucję od ideologicznych celów związanych z dekarbonizacją w stronę pragmatyzmu. Nowe kierunki Waszyngtonu opierają się na prostym założeniu, że polityka energetyczna to przede wszystkim „ludzie i matematyka”.
Obfitość energetyczna i stan po poprzednikach
Podstawą nowego podejścia administracji jest koncepcja „obfitości energii” (energy abundance). Oznacza ona odrzucenie polityki celowego ograniczania zużycia paliw na rzecz dynamicznego zwiększania produkcji ze wszystkich dostępnych źródeł. Jak podkreśla Wright, Departament Energii pod kierownictwem poprzedników unikał tematów związanych z węglowodorami, skupiając wysiłki i środki niemal wyłącznie na energii wiatrowej, słonecznej oraz bateriach.
Dotychczasowe priorytety prowadziły do sytuacji, w których dziesiątki milionów dolarów w formie dotacji trafiały na poboczne projekty dekarbonizacyjne, podczas gdy realne zapotrzebowanie kraju na energię rosło. Administracja odziedziczyła prognozy wskazujące na konieczność wybudowania 100 GW nowej mocy generacyjnej w ciągu najbliższych 5 lat (dla porównania średnie zapotrzebowanie Polski to około 18 GW), podczas gdy dziedziczone plany zakładały wycofanie wciąż sprawnych urządzeń o mocy aż 46 GW. Oznaczało to konieczność zbudowania aż 150 GW tylko po to, aby zaspokoić prognozowane zapotrzebowanie. Decyzja o powstrzymaniu wygaszania istniejących mocy, w tym węglowych, była pierwszym krokiem do zrównoważenia bilansu.
Matematyka energii i deindustrializacja Europy
W opinii Wrighta kluczem do zrozumienia globalnego systemu jest rzetelny rachunek ciągniony. Choć na świecie wydano już 10 bilionów dolarów na pogodozależne technologie OZE (wiatr, słońce), baterie i dedykowaną rozbudowę sieci przesyłowych, źródła te odpowiadają zaledwie za 3% globalnej energii (i około 3,5% energii w USA).
Jako liderów tej transformacji Wright wymienia Niemcy, Wielką Brytanię oraz Danię. Stwierdza, że te kraje posiadają obecnie jedne z najdroższych cen elektryczności na świecie. W Wielkiej Brytanii skokowy wzrost kosztów energii doprowadził do głębokiej deindustrializacji. Rząd musiał interweniować, by zapobiec zamknięciu ostatniego pieca hutniczego w kraju, co oznaczałoby, że kolebka rewolucji przemysłowej przestałaby wytwarzać własną stal.
Wright wskazuje, że przemysł ciężki oraz rozwinięta cywilizacja opiera się na czterech filarach: stali, cemencie, towarzyszach sztucznych oraz nawozach sztucznych.
Produkcja w tych czterech obszarach pochłania aż 20% globalnej energii. Ograniczanie własnej produkcji w imię celów klimatycznych nie eliminuje jednak popytu na te produkty. Wielka Brytania obniżyła emisje gazów cieplarnianych o około 40%, jednak stało się to kosztem spadku całkowitej produkcji energii w kraju o również 40%. Produkty wytwarzane dotychczas w brytyjskich fabrykach zasilanych gazem ziemnym są obecnie sprowadzane z Chin, gdzie powstają w elektrowniach węglowych, po czym są transportowane statkami napędzanymi dieslem na drugi koniec świata. Taka polityka nie redukuje globalnych emisji, a jedynie powoduje zubożanie rodzimych obywateli i wypycha miejsca pracy poza granice kraju.
Mimo że źródła odnawialne mają swoje zastosowanie (np. panele słoneczne w odległych wioskach w Afryce czy w kosmosie), wiatr i słońce nie są w stanie zasilić nowoczesnego świata. Wielka Brytania, uznawana za lidera transformacji wiatrowo-słonecznej, czerpie z tych źródeł zaledwie 6% swojej całkowitej energii pierwotnej, podczas gdy aż 75% nadal pochodzi z ropy i gazu ziemnego. Same urządzenia OZE są ponadto niezwykle chłonne pod względem zużycia węglowodorów i surowców na etapie wydobycia i produkcji.
Zmiany klimatyczne i spadek liczby zgonów
Sekretarz Energii wskazuje, że przyjęcie pragmatycznej postawy nie oznacza zaprzeczania zjawiskom zachodzącym w przyrodzie. Często podkreśla, że interesują go zagadnienia związane ze zmianami klimatycznymi. Odnotowuje on, że stężenie dwutlenku węgla w atmosferze wzrosło z poziomu poniżej 0,03% do ponad 0,04% (wzrost o 50%), co wpływa na zatrzymywanie promieniowania podczerwonego i podnoszenie temperatur. Jednak zdaniem Wrighta, skala problemu bywa wyolbrzymiana w debatach publicznych. Wzrost średniej temperatury o 2 stopnie Fahrenheita na przestrzeni 125 lat nie stanowi zagrożenia egzystencjalnego.
Stwierdza, że raporty IPCC nie potwierdzają trendów wzrostowych pod względem częstotliwości czy intensywności huraganów, tornad, powodzi bądź susz. Kluczowy wskaźnik dotyczy natomiast liczby ofiar katastrof naturalnych. W latach 20. XX wieku z powodu ekstremalnych zjawisk pogodowych ginęło średnio 500 000 osób rocznie. W ostatnim roku liczba ta spadła do poniżej 10 000 zgonów.
Spadek liczby śmiertelnych ofiar o 98% – i to w okresie, gdy populacja Ziemi wzrosła czterokrotnie – był możliwy właśnie dzięki infrastrukturze, technologii i bezpieczeństwu zapewnianemu przez powszechny dostęp do energii z paliw kopalnych. Pozostałe zgony mają miejsce głównie w krajach najuboższych, w których brakuje odpowiedniej infrastruktury i dostępu do energii.
Porażka „Net Zero” i walka z ubóstwem energetycznym
Koncepcja osiągnięcia zerowych emisji netto do 2050 roku („Net Zero 2050”) oceniana jest przez Wrighta jako program prowadzący do nieuchronnego zubożenia ludzkości. Nawet ekonomiczne analizy zawarte w raportach IPCC wskazują, że koszty realizacji idei Net Zero do 2050 roku są około 10-krotnie wyższe niż potencjalne korzyści z unikniętych szkód klimatycznych. Zgodnie z zasadami ekonomii popartymi m.in. przez laureata Nagrody Nobla Williama Nordhausa, redukcja emisji ma sens tylko w obszarach, w których koszt jej przeprowadzenia jest niższy od uzyskanych korzyści.
Wright podkreśla, że zamiast sztucznych celów emisyjnych, Ameryka stawia na walkę z realnym ubóstwem energetycznym. Wskazuje, że około 2 miliardy ludzi (jedna czwarta ludzkości) wciąż gotuje posiłki i ogrzewa domy spalaniem drewna, odpadów rolniczych lub obornika wewnątrz pomieszczeń. Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) powoduje to od 2 do 3 milionów zgonów rocznie w wyniku zanieczyszczenia powietrza w domostwach. Podkreśla, że rezygnacja z konieczności wielogodzinnego zbierania drewna i przejście np. na propan oznacza bezpośrednią emancypację kobiet oraz natychmiastową poprawę stanu zdrowia dzieci w krajach rozwijających się.
Deklaracje bogatych państw Zachodu z szczytu COP w Glasgow o wstrzymaniu finansowania projektów węglowodorowych w krajach rozwijających się są przyjmowane przez Waszyngton jako krytyczny błąd, który odcina najuboższych od szansy na rozwój.
Lekcje z Kalifornii i przyszłość energii jądrowej
Przykłady skrajnego wdrażania zielonych regulacji można odnaleźć na rodzimym rynku amerykańskim. Kalifornia, stosująca najbardziej rygorystyczne przepisy ekologiczne, mierzy się z cenami paliw sięgającymi 8 dolarów za galon oraz jednymi z najwyższych rachunków za prąd w USA.
W ciągu ostatnich 15 lat ceny energii elektrycznej w Kalifornii wzrosły do poziomu ponad dwukrotnie wyższego niż na Florydzie. Mimo znacznie większej liczby mieszkańców, Kalifornia wytwarza o 20% mniej energii elektrycznej niż Floryda, mierząc się jednocześnie z najwyższym skorygowanym wskaźnikiem ubóstwa w USA. Wright podkreśla, że działania te nie przełożyły się na zmianę struktury zużycia. Stan ten nadal czerpie 76% swojej całkowitej energii z ropy i gazu, a jego głównym źródłem prądu pozostaje gaz ziemny oraz prąd importowany z sąsiednich stanów.
Jeżeli chodzi o przyszłość Sekretarz Energii stwierdza, że stabilną odpowiedzią na wyzwania emisyjne i generacyjne ma być energia jądrowa. Zapewnia ona ciągłość dostaw oraz wysokie ciepło procesowe, niezbędne dla przemysłu ciężkiego. Choć obecnie atom odpowiada za mniej niż 5% globalnej energii, cel długoterminowy zakłada wzrost tego udziału do 30%, 40% lub 50% w kolejnych pokoleniach. Co ciekawe wspomina on także o energetyce fuzyjnej.
Priorytety Sekretarza Energii i centra danych AI
Głównym priorytetem Departamentu Energii jest zagwarantowanie stabilności dostaw, przystępności cenowej i wzrostu mocy generacyjnych. W obliczu dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, inwestycje w centra danych AI stają się kołem zamachowym dla całej infrastruktury energetycznej.
Wright podkreśla, że obawy dotyczące rzekomego przeciążania sieci przez centra AI nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Stany o najszybszym wzroście popytu na prąd notują najbardziej stabilne ceny, podczas gdy obszary o spadającym popycie (jak Kalifornia czy Massachusetts) mierzą się z ich gwałtownym wzrostem. Inwestorzy budujący centra danych współfinansują nowe źródła zasilania, dostarczając do sieci więcej stabilnej energii, niż sami zużywają. Towarzyszą temu umowy zamrażające stawki prądu dla lokalnych mieszkańców na okres od 3 do 5 lat (jak ma to miejsce w Georgii, Alabamie czy Indianie).
Wright wskazuje także na mity dotyczą również zużycia wody przez centra danych. Stwierdza, że pola golfowe w USA zużywają 4-krotnie więcej wody niż cały przemysł łupkowego wydobycia gazu. Pola golfowe zużywają znacznie więcej wody niż wszystkie amerykańskie centra danych razem wzięte. Wskazuje, że nowoczesne centra danych działają w obiegach zamkniętych. Podaje przykład centrum AI o powierzchni 600 akrów w Iowa (inwestycja o wartości 5,5 mld USD tworząca 10 000 miejsc pracy), która zużywa ilość wody odpowiadającą nawodnieniu zaledwie 2 akrów upraw kukurydzy.
Podkreśla, że głównym paliwem i fundamentem rozwoju pozostaje gaz ziemny. Dzięki postępowi technologicznemu USA zmniejszyły liczbę czynnych wiertnic z 1000 (20 lat temu) do około 100 obecnie, podwajając w tym samym czasie produkcję i stając się największym eksporterem gazu na świecie. Podkreśla, że rozwijane są także technologie bezemisyjne jak geotermia głęboka (budowa elektrowni 400 MW w Utah).
Zmiana okna Overtona i lekcja dla Polski
Nowe podejście Ameryki trwale przesuwa tzw. okno Overtona w światowej polityce. Twarde dane wykazują brak efektywności dotychczasowych subsydiów, wymuszając powrót do polityki opartej na faktach. Dla przeciętnego amerykańskiego obywatela zmiana tej perspektywy ma przynieść wymierne korzyści finansowe. Wright stwierdza, że pierwszym etapem jest zatrzymanie wzrostu cen prądu (zamrożenie stawek), co przy uwzględnieniu inflacji oznacza spadek kosztów w cenach realnych, a w perspektywie 5–10 lat również obniżki w wartościach nominalnych. Jeżeli chodzi o ceny paliw to wskazuje na wzrost wydobycia i uproszczenie procedur infrastrukturalnych dla sektora
.Jak widać amerykański zwrot odchodzi od ideologizacji debaty publicznej w kierunku prostego rachunku ekonomicznego. Zamiast dławienia gospodarki, priorytetem staje się budowa taniej i obfitej energii jako fundamentu rozwoju i dobrobytu. Kontekst ten bije prosto w polską rzeczywistość energetyczną. Podczas gdy największa gospodarka świata „trzeźwieje” i porzuca kosztowne mity polityki „Net Zero”, Polska wydaje się kroczyć w dokładnie odwrotnym kierunku. Zamiast stawiać na własne zasoby, rozwijać rodzime technologie i budować niezależność opartą na stabilnych źródłach, wciąż głęboko brniemy w ideologię, która w USA właśnie dobiega końca.
Szybkie wygaszanie własnych mocy bez realnej, suwerennej alternatywy wpycha nas w niemal 100-procentowe uzależnienie od zewnętrznych dostawców. Zarówno w zakresie sprowadzanych technologii OZE (pochodzących głównie z Azji), jak i importowanego gazu. Lekcja płynąca z Waszyngtonu jest jasna: kraj, który nie potrafi policzyć kosztów swojej energii i oddaje własną niezależność na rzecz zewnętrznych łańcuchów dostaw, nie osiągnie nic poza gospodarczą i społeczną marginalizację. Ucząc się na przykładzie brytyjskim czy kalifornijskim, czas najwyższy, by również w Polsce wreszcie doszły do głosu matematyka i chłodny rachunek ekonomiczny.
