Referendum w Krakowie jest poważnym ciosem dla Koalicji Obywatelskiej i osobistą klęską Aleksandra Miszalskiego. Nie oznacza jednak automatycznego zysku dla PiS. Polityczna energia, która doprowadziła do odwołania prezydenta, ma przede wszystkim charakter antyestablishmentowy, lokalny i antypartyjny. Dlatego największe szanse na jej przejęcie ma dziś Łukasz Gibała, a nie kandydat Prawa i Sprawiedliwości. Szczególnie, że w działaniach na rzecz referendum z prawej strony widać było głównie zaangażowanie młodych działaczy Ruchu Narodowego.
Referendum jako wotum nieufności wobec Miszalskiego
Niedzielne referendum w Krakowie pokazało, że w mieście bardzo szybko wyczerpał się kredyt zaufania dla Aleksandra Miszalskiego. Formalnie głosowanie dotyczyło dwóch spraw: odwołania prezydenta oraz odwołania Rady Miasta. Politycznie najważniejszy był jednak pierwszy wymiar. W referendum wzięło udział 176 228 krakowian, frekwencja w sprawie odwołania prezydenta wyniosła 29,99 proc., a wymagany próg został przekroczony. Za odwołaniem Miszalskiego zagłosowało 171 581 osób, przeciw było zaledwie 3 631.Rada Miasta przetrwała, bo w jej przypadku frekwencja wyniosła 29,97 proc. i nie wystarczyła do ważności głosowania.
Kraków odwołał prezydenta, ale nie rozbił całego układu instytucjonalnego w mieście. Większość w Radzie Miasta nadal ma obóz KO i Nowej Lewicy. Oznacza to, że przyszłe wybory przedterminowe będą nie tylko walką o fotel prezydenta, ale też sporem o to, kto ma mandat do kontrolowania dotychczasowej większości. W takiej sytuacji najlepiej ustawiony jest kandydat, który może wystąpić jako ponadpartyjny kandydat, alternatywny wobec partyjnego zarządzania, a nie jako przedstawiciel innej ogólnopolskiej partii.
Dla Miszalskiego wynik jest podwójnie bolesny. Po pierwsze, nie udała się strategia przeczekania referendum i liczenia na niewystarczającą frekwencję. Po drugie, skala głosów za odwołaniem pokazuje, że do urn poszedł elektorat silnie zmobilizowany negatywnie. To było po prostu twarde odrzucenie stylu rządzenia.
Dlaczego największym beneficjentem jest Gibała
Łukasz Gibała wchodzi w nową sytuację z kilkoma przewagami. Najważniejsza z nich to pamięć wyborów 2024 r. W drugiej turze przegrał z Miszalskim minimalnie: kandydat KO zdobył 51,04 proc., a Gibała 48,96 proc. Różnica wyniosła tylko 5434 głosy. W praktyce oznacza to, że Gibała nie musi budować swojej wiarygodności od początku. Już raz był blisko przejęcia miasta.
Druga przewaga wynika z roli, jaką jego środowisko odegrało w procesie referendalnym. Stowarzyszenie i klub radnych Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały włączyły się w zbieranie podpisów pod referendum. To pozwala Gibale mówić: mieszkańcy potwierdzili to, o czym ostrzegaliśmy. Dla odmiany, zaangażowanie PiS w referendum było mniej dostrzegalne – tak, jakby partia przyjęła strategię: niech inni wyciągają dla nas kasztany z ognia.
Trzecia przewaga ma charakter wizerunkowy. Gibała może być dla części wyborców kandydatem „przeciw partyjnym układom”, ale jednocześnie nie jest kandydatem protestu zupełnie spoza systemu. Ma rozpoznawalność, własny klub, doświadczenie w radzie i zaplecze miejskie. To ważne, bo kampania będzie zapewne premiować tych, którzy mają już strukturę, nazwisko i ich postulaty już są znane.
PiS może cieszyć się z porażki prezydenta KO, ale radość ta nie musi przełożyć się na realny zysk. Referendum było głosowaniem przeciw Miszalskiemu, nie głosowaniem za PiS. W Krakowie to zasadnicza różnica.
Dlaczego PiS nie ma łatwej drogi do przejęcia Krakowa
Prawo i Sprawiedliwość może przedstawiać referendum jako dowód słabości KO i osobistą porażkę Donalda Tuska w dużym mieście. Taka narracja będzie użyteczna ogólnopolsko. Lokalnie jednak PiS ma poważny problem: jego elektorat w Krakowie jest za mały, by samodzielnie wygrać walkę o prezydenturę, a marka partyjna może być dla wielu wyborców centrum i miejskich aktywistów obciążeniem.
W ostatnich wyborach samorządowych kandydatem PiS na prezydenta Krakowa był Łukasz Kmita i uzyskał 19,79 proc. głosów. To wynik solidny, ale daleki od wejścia do drugiej tury, zwłaszcza w mieście, w którym starcie finałowe rozegrało się między Miszalskim a Gibałą. Z kolei lista PiS do Rady Miasta zdobyła 23,20 proc. głosów i 12 mandatów. Dla porównania KO uzyskała 40,11 proc. i 24 mandaty, a Kraków dla Mieszkańców Gibały 15,56 proc. i 7 mandatów.
Te liczby dobrze pokazują ograniczenia PiS. Partia ma w Krakowie wyraźny, stabilny segment wyborców, ale ma też niski potencjał koalicyjny w wyborach prezydenckich. W pierwszej turze może zebrać swój elektorat. W drugiej turze staje się jednak kandydatem, przeciw któremu łatwo mobilizować wyborców liberalnych, centrowych, akademickich, aktywistycznych i część umiarkowanych konserwatystów niechętnych upartyjnieniu miasta.
Co więcej, zbyt mocne wejście PiS w kampanię może paradoksalnie pomóc KO. Jeżeli wybory zostaną sprowadzone do starcia „KO kontra PiS”, obóz rządzący może próbować odbudować mobilizację przez straszenie przejęciem Krakowa przez partię Jarosława Kaczyńskiego. Gibała jest dla KO trudniejszym przeciwnikiem, bo nie daje tak łatwego pretekstu do ogólnopolskiej polaryzacji.
Kampania może wzmocnić Konfederację – oczywiście nie na tyle, by jej kandydat sięgnął po prezydencki łańcuch, ale będzie okazją do budowania poparcia w kontekście przyszłorocznych wyborów parlamentarnych.
KO w kryzysie, ale to nie partia Kaczyńskiego będzie głównym rozgrywającym
Dlatego najbardziej prawdopodobny scenariusz jest taki, że PiS będzie jednym z głównych komentatorów i beneficjentów propagandowych referendum, ale nie głównym politycznym zwycięzcą w Krakowie.Może liczyć na osłabienie KO, lepszą pozycję negocjacyjną w radzie i większą widoczność. Jednak realna walka o fotel prezydenta najpewniej rozegra się wokół pytania, czy mieszkańcy chcą kontynuacji obozu KO w nowym opakowaniu, czy lokalnej alternatywy spod znaku Gibały.
Referendum stworzyło problem polityczny i wizerunkowy dla KO w Krakowie i poza nim, ale nie uczyniło z PiS głównego rozgrywającego. Największy kapitał polityczny ma dziś ten, kto potrafi połączyć gniew na Miszalskiego z wiarygodną obietnicą miejskiej zmiany. Wszystkie znaki na niebie i ziemi pokazują, że najłatwiej może to zrobić Łukasz Gibała.
