Polskość to skrajna nienormalność, zacofanie, oligarchia, łapówkarstwo i mity – takie wnioski płyną w książki „Rozmowy rzymskie”, którą napisali wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski oraz dominikanin o. Wojciech Giertych, stryj Romana Giertycha.
Z wydanej przez „Znak” książki, jest zapisem rozmowy Giertycha i Sikorskiego, bije niechęć, a nawet pogarda do wszystkiego co kształtuje obecną polską świadomość: Henryka Sienkiewicza, Adama Mickiewicza, szlachty, I Rzeczpospolitej czy powstań narodowych.
Wyzierające z tej książki poglądy Sikorskiego to zlepek prymitywnych stereotypów człowieka, który albo we własnym kraju nie czuje się u siebie, albo gardzi jego tradycją i kultywującym go motłochem.
Oczywiście Radosław Sikorski jest tym, który może prymitywnych Polaków, rzecz jasna o poglądach prawicowych, ucywilizować. Tak pisze na przykład o polityce zagranicznej:
R.S.:Ta logika jest wciąż żywa. Chociażby w sposobie, w jaki po stronie prawicy formułuje się politykę zagraniczną. Jest to zdecydowanie narracja „wolności od”: od Niemców, od Unii Europejskiej… A ukierunkowania na rozwój, „wolności do”, by twórczo wykorzystać naszą niepodległość, w tych wizjach raczej nie ma.
W.G.:Myślenie w perspektywie „wolności od” najchętniej karmi się wizją wroga. Ale odkąd nie ma zaborców, nie ma przeciwników wojennych, wrogów trzeba wymyślać, ewentualnie rozpamiętywać.
R.S.:Cieszę się, że ojciec o tym wspomina, ponieważ w tym punkcie nasza wrażliwość, w jej brytyjskiej części, pewnie będzie podobna. Nie znam innego kraju, który świętuje to, że go napadnięto. Rozumiem, dlaczego PRL tak robiła. Celem było podtrzymanie wrogości wobec Niemców. Ale po co robimy to nadal? A jednocześnie wspaniałe zwycięstwa, jak pod Kłuszynem, są kompletnie zapomniane.
Warto tu dodać, że pisze to członek rządu, który ogranicza zakres nauczania historii Polski. Jednak idźmy dalej. Tak wygląda rozmowa o wpływie Henryka Sienkiewicza na polską świadomość.
R.S.:Wracając do Sienkiewicza i polskości… Nauczył on kilka pokoleń Polaków nieroztropnej wersji patriotyzmu, obecnej już wcześniej u Mickiewicza. Obaj pisali barwnie i wciągająco, ale też bezkrytycznie. Polacy zakochali się w tych własnych portretach literackich. Moje osobiste zdanie jest takie, że każde nasze powstanie narodowe było gorsze od poprzedniego. Kościuszkowskie było fatalne, ale Kościuszko miał przynajmniej armię i jakieś szanse na zwycięstwo. Okazało się błędem, bo siedząc cicho, pewnie doczekalibyśmy Napoleona i uratowalibyśmy państwo.
Listopadowe było hucpą młokosów, którzy wyobrażali sobie, że wygrają z Rosją bez żadnych sojuszy, i zaczęli mordować generałów uznających to za niedopuszczalną ruchawkę i nieodpowiedzialność. W ramach represji popowstaniowych zlikwidowano Uniwersytet w Wilnie, który spełniał funkcję kuratorium nad szkołami polskimi na Kresach. Potem doszło do likwidacji unii
brzeskiej i w wyniku powstania listopadowego straciliśmy polskie siły na Kresach, ale też doczekaliśmy się wywózek na Sybir. Do czasu powstania listopadowego istniał sejm, działało wojsko.
Uniwersytet Warszawski powstał w Królestwie Kongresowym aktem cara Aleksandra. Na Kresach działały polskie instytucje, które po powstaniu zostały zlikwidowane.
W.G.:Powstanie styczniowe, mówił mój ojciec, mogło wybuchnąć z inspiracji Bismarcka.
Polska szlachta zaś to wszelkie zło. Dokładnie tak, jak w komunistycznej propagandzie.
R.S.:Z punktu widzenia dorosłego i książek, o których rozmawiamy, uważam za użyteczną pracę polskiej lewicy nad ludową historią Polski, która sięga wstecz, a która w Trylogii w ogóle nie została pokazana. W rzeczywistości nasza szlachta, prawie za każdym razem, kiedy musiała wybrać między dobrem kraju a swoim interesem ekonomicznym, wybierała niestety interes ekonomiczny.
W.G.:A mimo to mit o jej szlachetności wciąż jest w Polsce żywy.
R.S.:Podobnie jak narracja o demokratycznym usposobieniu szlachty, gdy tymczasem ustanowiła ona oligarchię właścicieli ziemskich.
W.G.:W Polsce szlachta była procentowo liczniejsza niż w innych krajach. W demokracji szlacheckiej uczestniczyło 10 procent społeczeństwa. Nie potrafili funkcjonować w tym systemie, więc byli podatni na przekupstwa płynące od wielkich oligarchów i magnatów.
Suchej nitki wicepremier nie pozostawia także na polskim katolicyzmie.
R.S.:Jeszcze nie słyszałem w Polsce kazania o etyce kapitalizmu, który przecież doprowadził do zmiany ewolucyjnej naszego społeczeństwa.
Ludzie nie wiedzieli, jak się odnaleźć w przemianach ekonomicznych. Kościół im w tym nie pomógł. Może to moja ignorancja, ale jedyne słowa o kapitalizmie i katolicyzmie, jakie zapadły mi w pamięć, to wypowiedź wicepremiera Henryka Goryszewskiego z pierwszych lat transformacji: „Nieważne, czy Polska będzie bogata, czy biedna, byle była katolicka”.
Rzeczywiście jest to objaw ignorancji, gdyż wiele uwagi poświęcili tej kwestii na przykład Jan Paweł II i ks. Józef Tischner.
Ale polski katolicyzm jest dla Sikorskiego jeszcze gorszy:
R.S.:W polskim katolicyzmie przebijają właśnie ta zachowawczość, pesymizm i lęk. Jeśli więc ktoś robi coś pozytywnego, to już na starcie wydaje się podejrzany.
W.G.:Zamiast się rozwijać, mamy wiecznie czuwać, najlepiej ze sztandarami i proporcami – przy grobach, przy pomnikach, na akademiach i w kościołach.
R.S.:Takie „nudzenie się za Ojczyznę” odrzuca od patriotyzmu.
W.G.:To jęczenie nad swoim losem, ale z podniesioną głową. Z niego wynika, że nic innego nie ma do uczczenia, tylko samo cierpienie.
Trudno pominąć tu kwestię tego, że w ostatnich trzech dekadach Polska jest drugim najszybciej rozwijającym się państwem na świecie, a pierwszym wśród krajów demokratycznych. Pod tym względem wyprzedzają nas tylko Chiny.
Ale na koniec warto przytoczyć jeszcze jedną wypowiedź Radzia Sikorskiego, który tak kwituje „W pustyni i w puszczy”:
R.S.:To dopiero imperialistyczny tekst. Doklejanie się do brytyjskich pacyfikacji w Sudanie.
