Mateusz po grillu

Mateusz po grillu

blank

Mam wrażenie, że pierwszy raz od dawna dzieje się coś ważnego, co nie jest tylko graniem na emocjach, ale rzeczywistym krokiem do wspólnoty celów. I ta wspólnota nie opiera się na opowieściach, jak zniszczyć przeciwnika, ale na budowaniu i realizacji celów…

To, że przeciwnikiem jest Tusk, jest wtórne. Jest nim nie dlatego, że pochodzi z piekła, ale dlatego, że tych celów, które sobie stawiamy, nie realizuje. Dla mnie Tusk jest uosobieniem zła w polityce, bo jak kameleon przeszedł chyba wszystkie mutacje oprócz skrajnej prawicy. Ale cieszę się, że MM ze swoim, a może niedługo naszym stowarzyszeniem artykułuje to inaczej.

Poziom paneli na grillu był ponoć bardzo wysoki. I dobrze, bo trzeba zaczynać z wysokiego C. I nawet gdyby była to tylko siła oparta głównie na technokracji, to wraz z patriotyzmem, który jest mocno wyeksponowany w podsumowaniu napisanym przez Morawieckiego, staje się już mieszanką wybuchową. Do tego kwestie społeczne i mamy PiS w lepszej odsłonie niż w latach 2015-2019, czyli to, o czym mówiło się w środowiskach tej części biznesu, który poza robieniem pieniędzy chciał czegoś więcej: „PiS bez PiS-u”. Szczerze mi szkoda Jarosława Kaczyńskiego, którego uważam za najważniejszego polityka po 89 roku. Szkoda mi go, bo chyba pierwszy raz nie wsłuchał się w nastroje społeczne i postawił złą diagnozę. Powtórzę truizm, że ściganie się z Konfederacjami nie tylko nie miało sensu, ale wyglądało głupkowato, mniej więcej tak, jak sam Mateusz, kiedy przyjmował retorykę wojenną w PiS-ie, aby zjednać Ziobrystów i Zakon. Takie zagrania nie mają sensu i są natychmiast wychwytywane prze tę część elektoratu, która nie zalicza się do wyznawców, czyli tę, która naprawdę decyduje o wyniku wyborów.

Należy zadać sobie pytanie, czy w ruchu firmowanym przez faceta, który był premierem przez 6 lat, otoczonego posłami będącymi jeszcze niedawno w PiS (formalnie nadal w nim są) może być świeżość? I tak, i nie, bo już sama zmiana retoryki daje nową jakość. I gdybym miał doradzać byłemu premierowi, to po pierwsze powiedziałbym, że absolutnie nie należy odpowiadać na żadne zaczepki byłych partyjnych kolegów, wystarczy powiedzieć: „nie komentuję wypowiedzi moich kolegów, rozumiem ich frustrację i jest mi przykro, że tak się stało. Życzę im powodzenia, a to, że pan Kurski czy inny członek PiS mówi, że zawsze wspierałem Donalda Tuska czy prowadziłem politykę proniemiecką, to jego prywatna sprawa. Jest to tak absurdalne, ze nie będę tego komentował”. I tyle, bo wszelkie inne wypowiedzi są wdawaniem się w pyskówkę i elektorat, o który się walczy, nie jest nimi zainteresowany lub wręcz to go odpycha. A już absolutnie nie wolno złego słowa powiedzieć o Jarosławie Kaczyńskim. Tu pełna atencja i szacunek.

Czy Stowarzyszenie (nazwa Rozwój Plus jest moim zdaniem fatalna, ale może dla innych nie)  powinno przekształcić się w partię? Moim zdaniem nie. Partia może powstać, ale jako „polityczna szpica”. To mogłaby być taka kadrówka dla polityków, a stowarzyszenie powinno być szerokim ruchem ludzi, którzy wierzą w Polskę bez kompleksów. Sytuacja jest dość niespotykana, bo jest na ten moment czterdziestu posłów (a będzie więcej), senator, trzech europosłów czyli kilkadziesiąt biur, które powinny prowadzić aktywną robotę na rzecz Stowarzyszenia. To powinny być miejsca spotkań, należałoby przywrócić tym biurom życie, a równocześnie spotykać się i działać. I to działanie nie powinno polegać na układaniu list i dzieleniu stanowisk, tylko na tworzeniu i upowszechnianiu programu i wychodzeniu na zewnątrz. Po większości posłów nie spodziewam się niczego dobrego, ale jest naprawdę duża grupa społeczników, którzy mają szansę wykazać się ogromną aktywnością. Myślę, że posłowie, samorządowcy i część etatowych, pisowskich dyrektorów, powinna stworzyć partię i przyjąć do niej chętnych spoza polityki, a stowarzyszenie zostałoby formułą prawicowego ruchu, kontrolującego życzliwie partię. Piszę o tym nie dlatego, że taka konstrukcja byłaby moim marzeniem, tylko wiem dobrze, jak rzeczywistość partyjna wygląda i widziałem już kilka inicjatyw, które miały wyglądać inaczej niż wszystko inne, a skończyły na partyjniactwie i podziale stołków.

Na grillu było naprawdę dużo ludzi, w tym piastujący obecnie dość wysokie stanowiska, a ponieważ jesteśmy państwem partyjnym, zresztą nie tylko za tej władzy, to musieli brać pod uwagę, że to dotrze do uszu decydentów z Tuskiem na czele. Czemu przyszli? Myślę, że są trzy powody. Część na przeszpiegi, za zgodą swoich mocodawców. Ci złożyli już raporty i nawet mają szansę na gratyfikację. Część woli siedzieć okrakiem na barykadzie i tworzyć sobie przestrzeń na przyszłość. Zawsze można powiedzieć, że wroga trzeba poznać od środka, przecież to nie partia, a w ogóle Morawiecki to nie Kaczyński. Tych bym nie skreślał, o ile są dobrymi menadżerami. Ale część przyszła, bo widzi mizerię rządów Tuska i szuka jakiegoś sposobu na ratowanie Polski. To ludzie, którym bliskie jest hasło: robimy, nie gadamy, ale polegające na robieniu, a nie gadaniu, czyli odwrotnie niż u obecnie rządzących. To są ludzie, wpisujący się w stu procentach w pojęcie patriotyzmu, o którym mówił Mateusz.

Od czasu Ligi Polskich Rodzin w każdych wyborach pojawia się partia, która przyciąga młodzież i różnych niezadowolonych z sytuacji w polityce. W kolejnych pojawił się Palikot z obrzydliwą lewacką retoryką, a dalej Kukiz, który miał największą szansę zbudowania ruchu, mogącego przemienić rzeczywistość, ostatnim był Hołownia. Każda z tych partii w kolejnych wyborach przepadała bądź nie startowała, a poszczególne osoby wchodziły do sejmu z innych list (z ruchem Hołowni będzie tak samo). Głównym powodem było to, że młodzież, która była motorem kampanii, została olana i zawiedziona przerzucała swoje głosy, albo nie szła na wybory. Na grillu była masa młodych i oferta dla nich jest podstawą. I nie chodzi tylko o postulaty i deklaracje. Tych ludzi trzeba zagospodarować na co dzień. Spotykać się z nimi i nie psuć ich mirażami przyszłych stanowisk, tylko opowiadać im o naszej historii, zachęcić do pracy i miłości do Ojczyzny. Trzeba skończyć z narzekaniem i postawić na nowoczesny patriotyzm. Amen.

Autor tekstu
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

Wyszukiwarka
Kategorie
Przemysław Miśkiewicz

Przemysław Miśkiewicz

Publicysta. Działacz podziemia z lat 80. Przewodniczący Śląskiej Rady Konsultacyjnej ds. Działaczy Opozyzycji Antykomunistycznej, członek Stowarzyszenia Pokolenie. Zoologiczny antykomunista

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
Przemysław Miśkiewicz
blank