Walki na pięści i inne kończyny już się publiczności opatrzyły. Bo w końcu co nowego można w tej dziedzinie wymyślić, poza wtłoczeniem zawodników do klatek i pozwoleniem, żeby uderzali się na wszelkie możliwe sposoby. Jeszcze w czasach, kiedy ludzi podniecał fakt, że zawodnicy walczą w rozmaitych stylach, popularne były filmy, w których gdzieś na jakiejś odległej wyspie tajemniczy bogacz zapraszał różnych zawodników i kazał im walczyć, aby przekonać się, który styl albo który kraj jest najlepszy. Rozlegał się gong i na arenę wychodził na przykład Turek i Afrykanin. Albo Grek i Chińczyk. Bo każdego chłopca zawsze w pewnym wieku fascynuje pytanie: kto wygra – lew czy tygrys? I nie obchodzi go, że taka walka w przyrodzie nie jest możliwa, bo żyją na różnych kontynentach.
A gdyby tak podejść do sprawy nieco bardziej intelektualnie? W końcu żyjemy w czasach, gdy nie tylko walki w klatkach, ale i seriale w rodzaju „House of Cards” czy „Dyplomatka” zyskują ogromną popularność, nie wspominając o rozmaitych aktach, z których akta Epsteina są tylko ostatnim przykładem. Kiedy takie akta wychodzą na jaw, wówczas maluczcy tego świata dowiadują się czegoś, co podejrzewali (i co było im brane za złe jako uleganie zdrożnemu populizmowi), czyli że wielcy tego świata prowadzą podwójne życie i kwitnie wśród nich hipokryzja. A przecież hipokryzja nie jest taka zła…
Takie na przykład szefostwo Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w raporcie opublikowanym kilka dni przed rozpoczęciem obrad biadało, że Amerykanie rozmontowują system międzynarodowy, który do tej pory oparty był na przestrzeganiu prawa. To znaczy oni tak dokładnie nie napisali, bo jednak obawiali się, że wybuch śmiechu byłby zbyt groźny dla zdrowia czytelników. Napisali, że w tym systemie bywały podwójne standardy i sporo hipokryzji. Ale jednak gdy tacy Amerykanie (bo oczywiście tylko Amerykanie przekraczają prawo, to dla wszystkich w Monachium jest jasne) bywali w przeszłości oskarżani o łamanie prawa międzynarodowego, to wysyłali prawników, żeby przekonywać, że wszystko jest w porządku. A teraz nie wysyłają. Czyli dawniej robiono, co chciano, ale dawano zarobić prawnikom, a teraz po prostu robi się po uważaniu i nawet nie usiłuje się tego w żaden sposób zaklajstrować. Więc już lepiej, żeby wrócić do dawnego stanu, bo przynajmniej z wierzchu to jakoś wyglądało.
Widać więc, że popyt na hipokryzję jest – i to na najwyższych szczeblach, bo w końcu monachijska konferencja ma długą tradycję i wsparcie rządu Republiki Federalnej. Czemu by w takim razie tego nie wykorzystać i nie zrobić jakichś ogólnoświatowych zawodów? Wyspa jest, bo została po Epsteinie. Jako bogaty i tajemniczy sponsor najlepszy byłby założyciel Forum Ekonomicznego w Davos, pan Schwab, ale on już dość wiekowy, a poza tym opuścił kierownicze stanowisko w dość ambarasujących okolicznościach, więc może Wolfgang Ischinger z Monachium by się zgodził. Pozostawałoby zbudowanie areny i dostarczenie gongu o odpowiedniej głośności, ale to także nie powinno być problemem.
No i oczywiście program działania. Ja bym proponował jedno działanie stałe i okresowo odbywane turnieje z kandydatami zgłaszanymi przez państwa i organizacje międzynarodowe lub osoby prywatne. Na stałe, moim zdaniem, należałoby się zająć odpowiedzią na pytanie, które pojawiło się dobrze ponad 30 lat temu, gdy po raz pierwszy Chiny wzięły udział w międzynarodowej konferencji na temat praw człowieka.Powstało wtedy dręczące pytanie, jakie jest właściwie nazwisko tego człowieka. Ponieważ nadal nie udało się na nie odpowiedzieć, a padają rozmaite kandydatury, dobrze byłoby podejść do sprawy systematycznie i badać rzecz w permanencji.
Natomiast jako pierwszą kandydatkę do występu w turnieju widziałbym zawodniczkę z Europy, Ursulę von der Leyen, która niedawno w Parlamencie Europejskim, jak donosiła niezależna prasa, „alarmowała”, że Unia Europejska ma znakomitą gospodarkę, ale sama ją spowalnia przy pomocy biurokracji, która ją „dusi”. To oczywiście nie ma nic wspólnego z tym, że kierowana przez nią Komisja Europejska przyjmuje rocznie średnio dwa tysiące wszelakiego rodzaju aktów prawnych, liczących sobie kilkadziesiąt tysięcy stron.
Taka inauguracja Mistrzostw Świata w Hipokryzji na arenie im. Jeffreya Epsteina byłaby, jak sądzę, niezła, a potem już poszłoby z górki, bo kandydatów do Grand Prix byłoby wielu. Wyobrażam sobie, jaką by to miało oglądalność…
PS. Nie spodziewałem się, że konferencja monachijska przyniesie od razu tak mocne wejście do rywalizacji. Chiński minister spraw zagranicznych wezwał w swoim wystąpieniu do tego, żeby w stosunkach międzynarodowych było „więcej demokracji”. Poważny zawodnik.
