Nagły atak przyzwoitości w sprawie Kłodzka

Nagły atak przyzwoitości w sprawie Kłodzka

blank

Jednostki chorobowe bywają różne, nie wszystkie są sklasyfikowane, co nie znaczy, że nie sposób ich rozpoznać. Należy do nich Nagły Atak Przyzwoitości, w skrócie NAP. Groźny, zwłaszcza gdy dotyka dziennikarzy i polityków.

Sama przyzwoitość chorobą nie jest. Jest to raczej stan zwykły, by nie rzec przewlekły, i jako taki nieopisanie nudny, bo człowiek przyzwoity po prostu nie czyni innym krzywdy, nie naśmiewa się, nie manipuluje – po prostu żyje i daje żyć innym, nie przekraczając przy tym prawa ani granic moralności. Jak napisałem – śmiertelna nuda. Co innego jednostki dotykane NAP – one na ogół brylują, jeszcze w późnym wieku zachowują się jak nastolatkowie, nie zwracają uwagi na prawo czy moralność, bo zdaje im się, że wyznaczają trendy.

Ujawnić, jakie leki bierze minister, oczywiście pod warunkiem, że służy on w kancelarii niesłusznego prezydenta? Oczywiście! Napisać o tym, że znany polityk cierpi na depresję, i jeszcze faryzejsko okazywać mu współczucie – oczywiście pod warunkiem, że ten polityk popełnił „zbrodnię” przeciwstawienia się rządzącej partii? Jasna sprawa! Kłamać w wywiadzie tylko po to, żeby za chwilę powiedzieć, że chciało się jedynie „sprawdzić reakcję”? Ależ proszę bardzo! Bronić komunistycznego watażki, zwracając się do jego antagonistów bezpośrednimi słowy: „Odpierdolcie się od generała”? To standard przecież.

To jest zwyczajne życie i postępowanie ludzi, którzy sądzą, że funkcjonują na innych zasadach niż ogół. Nie chcę ciągnąć tej listy – każdy może sobie ją dowolnie przedłużać, jeśli wola. Chodzi o zasadę.

Nagłe nawrócenie elit

Bywają natomiast sytuacje, w których osoby zachowujące się w ten sposób doznają Nagłego Ataku Przyzwoitości. Marszczą wówczas brew, spoglądają spod oka, przybierają zasadniczy wyraz twarzy i albo milkną znacząco, albo z ust ich wydobywają się odgłosy, które można streścić w zdaniu: „nie można uogólniać, to pałka polityczna, która nie rozwiązuje żadnych problemów i nie pomaga skrzywdzonym, plemienność tej debaty jest po prostu nieprzyzwoita”. I znowu – każdy może sobie to zdanie dowolnie przedłużać, dodając inne sformułowania; ja tylko podałem ogólny ton, jaki obowiązuje w takich sytuacjach. Więcej szczegółów można znaleźć w niesłusznie zapomnianym dziele Piotra Wierzbickiego „Podręcznik Europejczyka”, które serdecznie polecam.

Z wybuchem krótkotrwałej epidemii przyzwoitości mamy do czynienia obecnie w związku z sytuacją rodem z horroru, jaka miała miejsce w Kłodzku, gdzie tamtejszy obywatel i jego żona zostali skazani za czyny pedofilskie i zoofilskie. Kobieta była lokalną działaczką Platformy Obywatelskiej i współpracowała z obecną wicemarszałek Sejmu Moniką Wielichowską, zaś mężczyzna działaczem nie był, ale liczne fotografie w mediach społecznościowych świadczą o tym, że w środowisku ludzi uśmiechniętych czuł się doskonale.

Kłodzko: przypadek niewygodny

I oto okazało się, że cała ta historia nie powinna mieć nic wspólnego z przynależnością partyjną kobiety. „Gazeta Wyborcza” zamieściła tekst, w którym o PO napisano per „pewna duża partia polityczna”. Tomasz Terlikowski, mieniący się specjalistą od pedofilii, zagrzmiał, że oskarża polityków prawicy o to, że chcą użyć tej sprawy do walki politycznej, i bronił mediów głównego nurtu przed zarzutem tuszowania sprawy. Tymczasem media głównego nurtu w swojej masie dyskretnie milczały, zgodnie z zamieszczonym wyżej opisem etiologii Nagłego Ataku Przyzwoitości. Milczały i dyskretnie wskazywały na te wredne media prawicowe i prawicowych polityków, którzy tę aferę chcieli „przykleić” do partii mającej w nazwie słowo „obywatelska”.

Dopiero po tygodniu, gdy już znikła nadzieja na to, że aferę uda się odkleić od KO, można było przeczytać materiały, które nie ukrywają niczego. Atak przyzwoitości powoli mija.

Tymczasem problem nie polega na tym, że jakaś partia jest partią pedofili, bo takich partii na szczęście w kraju nie ma. Problem polega na tym, że media stosują podwójne standardy – jedne afery wolno „przyklejać”, innych nagle „nie wolno uogólniać”. Cała ta sfora, która bez najmniejszej żenady przypisywała PiS morderstwo Pawła Adamowicza, dokonane przez chorego psychicznie człowieka na źle zabezpieczonej imprezie organizowanej przez Jerzego Owsiaka, teraz nagle udaje, że nie wie, o co chodzi, gdy inni domagają się wyciągnięcia politycznych konsekwencji z tego, co działo się w Kłodzku.

Hipokryzja jako system

A dwie sprawy są naprawdę godne wyjaśnienia. Najpierw ta, że działaczka z Kłodzka prowadziła działalność w lokalnych strukturach partyjnych już po tym, jak postawiono jej zarzuty, i po tym, jak aresztowano jej męża. Następnie ta, że proceder pedofilsko-zoofilski w jej rodzinie trwał przez 11 lat, a Kłodzko nie jest metropolią, w której można dowolnie zachować anonimowość. Nie – uspokajające wyjaśnienia, że nikt o niczym nie wiedział, wymagają weryfikacji. W niewielkich środowiskach plotki rozchodzą się szybko, a pewne plotki powinny być sprawdzane, jeżeli chce się zachować wiarygodność.

Więc następnym razem, gdy udający dziennikarzy ludzie zajmujący się szczuciem politycznym przy okazji spraw takich jak „sprawa pani Joanny z Krakowa” (kto pamięta, że miała być bohaterką „Marszu miliona serc”?) czy „sprawa pani Izabeli z Pszczyny” – obie te sprawy zostały po latach prawomocnie rozstrzygnięte przez sądy w sposób zadający kłam oskarżeniom politycznej szczujni – doznają Nagłego Ataku Przyzwoitości i chcą jej przydać naszemu życiu politycznemu, przypomnijmy sobie, że ta jednostka chorobowa nosi jeszcze jedną, krótszą nazwę: hipokryzja.

Autor tekstu
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

Wyszukiwarka
Kategorie
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank