




Jeszcze niedawno szef obecnego rządu był nadzieją europejskich elit. Dziś jest na marginesie.
Ważny dla liberałów i całego zresztą unijnego establishmentu portal Politico.eu opublikował listę dwudziestu ośmiu najbardziej wpływowych ludzi w Europie. Jest kilka zaskakujących pozycji, ale z zestawienia najbardziej wyziera frustracja elit. Fala zmian nazywana też konserwatywną kontrrewolucją jest coraz bardziej widoczna.
Na pierwszym miejscu umieszczony został Donlad Trump. Trudno to kwestionować, bo prezydent USA swoimi cłami, planem pokojowym i doktryną obronną wywołuje u europejskich przywódców stan rozedrgania. To on tak naprawdę decyduje czy kraje Unii Europejskiej będą bezpieczne oraz popadną w recesję.
Zaskoczeniem jest pozycja druga. Premier Danii Mette Frederiksen formalnie jest socjaldemokratką. Jednak jej polityka migracyjna bliższa jest prawicy niż socjalistom. Podobnie jest zresztą w kwestiach obronnych czy relacji z Rosją. Jest tu raczej jastrzębiem niż gołąbkiem pokoju.
Dopiero na trzecim miejscu znalazł się kanclerz Friedrich Merz. Jak na szefa rządu największego, najbogatszego i najbardziej wpływowego kraju w UE, to jednak pozycja odległa.
Ale to i tak ostatnia dobra wiadomość dla lewicy, liberałów i wszelkiej maści unijnych entuzjastów. Czwarte miejsce przypadło Marine Le Pen, szefowej francuskiej prawicy. Obecny prezydent tego kraju Emmanuel Macron został umieszczony dopiero na miejscu dziewiętnastym. To jasny sygnał, że nadchodzą poważne zmiany – widzą ją nawet przeciwnicy prawicy. Jeśli rzeczywiście Zjednoczenie Narodowe przejmie władzę we Francji, to cała Unia może zatrząść się w posadach.
O rosnącym znaczeniu partii negujących obecny porządek świadczy także wysokie, szóste miejsce Nigela Farage’a. To pozycja o cztery punkty wyższa niż premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera. Frage lider partii Reform UK, która ma zaledwie pięciu deputowanych w Izbie Gmin nadaje obecnie ton polityce na Wyspach. Co więcej, wiele wskazuje na to, że ma szansę sięgnąć po władzę w najbliższych wyborach.
Wyżej od Starmera znalazła się także premier Włoch Giorgia Meloni, która ostatnio wystąpiła do Europejskiego Banku Centralnego o zwrot trzystu miliardów dolarów w złocie, jakie znajdują się w skarbcu we Frankfurcie. To cios w finanse Niemiec i całej Unii Europejskiej, ale Meloni otwarcie mówi, że centrum UE powinno być w Rzymie.
W zestawieniu tym w ogóle nie ma Donalda Tuska, a na dwudziestym trzecim miejscu znalazł się prezydent Karol Nawrocki. „Polski premier Donald Tusk miał nadzieję, że ten rok będzie momentem, w którym przejmie pełną kontrolę nad krajem i zdecydowanie wprowadzi go do centrum europejskiej polityki. Karol Nawrocki zadbał o to, by tak się nie stało” – napisało Politico. „Nawrocki cieszy się dużym zainteresowaniem wśród konserwatywnych wyborców. Już teraz przekształcił Pałac Prezydencki w centrum Warszawy w alternatywny ośrodek władzy dla gabinetu premiera” – czytamy dalej.
Warto dodać, że wśród dwudziestu ośmiu najbardziej wpływowych postaci w Europie sześć to osoby, które nie pełnią funkcji politycznych. Kolejnych pięciu polityków – prezydent USA, wspomnianych dwóch liderów z Wielkiej Brytanii, Władimir Putin oraz Wołodymyr Zełenski – nie reprezentują państw należących do UE. Oznacza to, że Karol Nawrocki znalazł się wśród siedemnastu najbardziej znaczących polityków Unii Europejskiej.
W tym kontekście łatwiej zrozumieć, dlaczego Donald Tusk nie został zaproszony na szczyt do Londynu, gdzie omawiana była sytuacja na Ukrainie. Nie tylko z zestawiania Politico wynika, że jest uznawany jako polityk tracący grunt pod nogami. Zwłaszcza, że słabo radzi sobie z zarządzaniem finansami państwa.
Mariusz Staniszewski