Nawrocki w Ankarze i Grosse o Międzymorzu

Nawrocki w Ankarze i Grosse o Międzymorzu

blank

W czasie, gdy Wołodymyr Zełenski zajmował się eskalowaniem konfliktu symbolicznego z Polską i trzymał nas w niepewności, czy przyjedzie do Gdańska na konferencję, której był współorganizatorem, czy też nie przyjedzie, Karol Nawrocki udał się z wizytą do Ankary. Został tam przyjęty po królewsku, zgodnie z oficjalnym tureckim protokołem dla głów państw, ale nie uprzejmości były sensem wizyty. Warto było wysłuchać krótkich oświadczeń obu prezydentów, które – zwłaszcza ze strony tureckiej – były praktyczne. Erdogan mówił o handlu, inwestycjach i bezpieczeństwie, Nawrocki starał się mu dorównać, dodając geopolityczny element Trójmorza. Charakterystyczne, że normalna w takich sytuacjach gadanina symboliczna została zredukowana do niezbędnego minimum.

Tym gestem polski prezydent pokazał, że bardziej od licytowania się na gesty ceni konkretną współpracę. Jeżeli ktoś uśmiechnął się na poprzednie zdanie, że gest pokazał słabość polityki gestu, to spieszę donieść, że napisałem je w pełni świadomie. Tak – był to gest wskazujący, że gospodarka, bezpieczeństwo i współpraca są ważniejsze niż polityka symboli. Te ostatnie trzeba czynić, gdy nie ma innego wyjścia, ale przyszłość leży gdzie indziej.

W ten subtelny sposób Nawrocki pokazał Zełenskiemu, co jest ważne. Niestety, Ukrainiec w następnych dniach nadal rąbał swoje drzewo, używając chwytliwej retoryki, że „nikt nam nie będzie nic kazał”, ale być może realizuje on inny plan, na co trudno poradzić. Trzeba przeczekać do wyborów, o ile Zełenski się na nie odważy, ewentualnie do zmiany jego linii politycznej, gdy przestanie się orientować przede wszystkim na Niemcy.

Międzymorze jako odpowiedź

Sytuacja, z jaką mieliśmy do czynienia, z pewnością zostanie opisana w następnym wydaniu książki prof. Tomasza Grosse „Międzymorze”. Pozycję tę, która ukazała się na początku tego roku, serdecznie polecam jako wakacyjną lekturę dla ludzi lubiących się zastanawiać, w jaką stronę zmierza świat i co mogą zrobić, żeby na ten kierunek wpłynąć. Grosse udowadnia w swojej książce, że konsolidacja Europy Środkowej i Wschodniej jest „kluczem do przywrócenia równowagi geopolitycznej w Europie”, a rywalizacja o kontrolę nad tym regionem stała się ważnym aspektem destabilizacji ładu międzynarodowego. Czynnikiem destabilizującym był Berlin, a także Bruksela realizująca interesy Niemiec. Ukraina natomiast powinna być – zdaniem profesora – jednym z czterech krajów o podstawowym znaczeniu dla utworzenia w regionie siły stabilizującej. Pozostałe kraje to: Szwecja, Polska i Turcja.

Pozycja Ukrainy w tej grupie budzi oczywiste wątpliwości, bo elity polityczne tego kraju dotknięte zostały ostatnio czymś w rodzaju manii wielkości. Ostatnie działania prezydenta Zełenskiego nakierowane są wyraźnie na trwałe wytworzenie napięcia między Warszawą a Kijowem, aby pozostali uczestnicy tej swoistej osi musieli zadać sobie pytanie, którą ze stolic wziąć na pokład. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że Ukraina nie ma szans na zastąpienie Polski w roli zwornika, jednak cały problem polega na tym, że bez niej lub wbrew niej ten środkowoeuropejski układ będzie poważnie upośledzony. Warto o tym pamiętać, zanim podejmie się konfrontacyjny ton.

Europa po obecnym modelu

Już to, co napisałem powyżej, świadczy o tym, że książka profesora Grosse dobrze nadaje się do analizowania rzeczywistości politycznej. Buduje on szeroką panoramę obejmującą problemy instytucjonalne i polityczne Unii Europejskiej oraz pozycję Niemiec, które z kraju mającego być podporządkowanym unijnemu układowi zmieniły się – w tej interpretacji – w gracza podporządkowującego sobie układ. Autor widzi w możliwości załamania się „UE, jaką znamy” szansę dla naszego regionu i wylicza działania, jakie należałoby podjąć: odcięcie się od polityki klimatycznej i migracyjnej, ograniczenie uzależnienia od unijnych instrumentów finansowych, powstrzymanie ekspansji prawnej Trybunału Sprawiedliwości, pozostawienie decyzji obronnych i zagranicznych na poziomie państw oraz niewchodzenie do unii walutowej. Jednocześnie Grosse namawia do budowania Międzymorza także jako wspólnoty obecnej w społecznej świadomości.

To ostatnie wydaje się szczególnie trudne, bo europejskie elity zadbały o to, aby wszelkie działania pozostające poza dominującą tendencją centralizacyjną były przedstawiane jako próba rozbicia Unii, czyli – w uproszczonej retoryce – jako działania „antyeuropejskie”. Co prawda Grosse pisze o rozpadzie „UE, jaką znamy” i proponuje powrót do zasady subsydiarności, ale gdy przyjdzie co do czego, nikt nie będzie się bawił w subtelności. Będziemy mogli się o tym przekonać, jeśli któreś z mediów mainstreamu zdecyduje się omówić tę książkę. Na razie zastosowano strategię zamilczania. Wiele w tej książce materiału do refleksji i nie ze wszystkim trzeba się zgadzać. Ja na przykład pozostaję sceptyczny wobec wieszczonego przez profesora konfliktu – także zbrojnego – między Rosją a Chinami. Będzie się nad czym zastanawiać, gdy miną największe upały i nasze mózgi wrócą do regularnej aktywności.

Autor tekstu
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

Wyszukiwarka
Kategorie
Robert Bogdański

Robert Bogdański

Publicysta niezależny. Pisał w Do Rzeczy, Tygodniku TVP, Idziemy. W przeszłości szef anglojęzycznego portalu TVP, prezes Polskiej Agencji Prasowej, dziennikarz BBC i Reuters

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
Przemysław Miśkiewicz
blank