Zatrzymanie we wtorek pięciu byłych i obecnych menedżerów Orlenu, w tym byłego członka zarządu spółki Michała Roga, wprowadza sprawę polityki cenowej koncernu z 2023 r. na nowy etap. Śledztwo dotyczy podejrzenia bezpodstawnego zaniżania cen paliw od sierpnia do listopada, a więc także w okresie poprzedzającym wybory parlamentarne. To jednocześnie kolejna sprawa dotycząca Orlenu z czasów, gdy koncernem kierował Daniel Obajtek. Były prezes twierdzi, że mamy do czynienia z politycznym rozliczaniem jego kadencji. Obecne władze spółki i prokuratura wskazują natomiast na konkretne decyzje biznesowe, możliwe straty i materiał zbierany w postępowaniach od wielu miesięcy. Coraz wyraźniej widać, że spór o Orlen będzie rozstrzygany nie tylko w polityce, ale przede wszystkim w sądach.
ABW zatrzymała pięciu menedżerów na polecenie łódzkiego wydziału Prokuratury Krajowej. Wszyscy usłyszeli zarzuty w śledztwie prowadzonym od ponad dwóch lat. Dotyczy ono cen paliw w okresie od sierpnia do listopada 2023 r. W momencie pisania tej analizy prokuratura nie podała jeszcze pełnego opisu zarzutów ani wysokości szkody, która miała powstać.
Sprawa komunikacyjnie i politycznie trudna dla rządu
Polityczny kontekst jest oczywisty. Jesienią 2023 r. ceny na stacjach Orlenu spadały mimo sytuacji na światowym rynku i osłabienia złotego. Opozycja oskarżała wtedy koncern o utrzymywanie niskich cen przed wyborami. Orlen temu zaprzeczał. Głośna była również sprawa „awarii” dystrybutorów na części stacji, pojawiających się w czasie zwiększonego popytu.
Daniel Obajtek dziś przedstawia zatrzymania inaczej: jego zdaniem menedżerowie odpowiadają w praktyce za to, że paliwo kosztowało mniej niż 6 zł. Śledczy nie kwestionują jednak samego faktu obniżenia ceny. Badają, czy sposób jej ustalania był gospodarczo uzasadniony i czy decyzje nie przyniosły Orlenowi szkody.
Dodatkowo cała sprawa jest dla rządu politycznie i komunikacyjnie niewygodna. W ostatnich dniach ceny paliw znów stały się jednym z głównych tematów sporu z prezydentem Karolem Nawrockim. Opozycja przypomina premierowi Donaldowi Tuskowi jego dawną deklarację o benzynie po 5,19 zł, a przedstawiciele rządu odpowiadają, że przy obecnych warunkach rynkowych taki poziom jest praktycznie nieosiągalny. Jednocześnie prokuratura ściga menedżerów Orlenu w sprawie decyzji, których efektem były przed wyborami w 2023 r. wyjątkowo niskie ceny na stacjach.
Prawnie nie ma tu sprzeczności – śledczy badają nie samą obniżkę, lecz to, czy odbyła się kosztem spółki i bez gospodarczego uzasadnienia. Politycznie ten niuans jest jednak trudny do sprzedania. Dla przeciętnego kierowcy przekaz może wyglądać znacznie prościej: dziś politycy spierają się, dlaczego paliwo nie jest tańsze, a równocześnie byli menedżerowie Orlenu odpowiadają za decyzje z okresu, gdy było ono wyjątkowo tanie. To daje Danielowi Obajtkowi do ręki prosty i zrozumiały argument, nawet jeśli nie odpowiada on dokładnie treści zarzutów prokuratury.
To nie jest jedno śledztwo
Dzisiejsza sprawa wpisuje się w serię postępowań dotyczących poprzedniego kierownictwa koncernu. Po zmianie władz Orlenu rozpoczęto szeroki przegląd decyzji z lat 2016-2024. Do marca 2025 r. spółka informowała o 118 kontrolach i audytach oraz 16 zawiadomieniach skierowanych do prokuratury. To dane samego Orlenu, a więc strony zainteresowanej oceną poprzednich władz spółki, ale część tych spraw wyszła już poza etap wewnętrznych kontroli.
Największa pod względem finansowym dotyczy Orlen Trading Switzerland. W sierpniu br. do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko trzem byłym menedżerom. Prokuratura zarzuca im niedopełnienie obowiązków przy trzech kontraktach na zakup ropy. Według śledczych spółki grupy Orlen straciły na nich 378 mln dolarów, czyli około 1,5 mld zł. Oskarżeni będą mogli kwestionować te ustalenia przed sądem.
Osobne postępowanie dotyczy samego Daniela Obajtka. W grudniu 2025 r. prokuratura skierowała akt oskarżenia w sprawie dwóch umów na usługi detektywistyczne o wartości 393,6 tys. zł. Według aktu oskarżenia miały one służyć nie interesom spółki, lecz zbieraniu informacji o politykach ówczesnej opozycji. Obajtek nie przyznał się do winy.
Problemem jest także język polityków
Fakty procesowe dają obecnej władzy argument, że nie chodzi wyłącznie o polityczne deklaracje. Są wielomiesięczne śledztwa, zarzuty i akty oskarżenia. W sprawie OTS materiał przeszedł już do etapu sądowego. Sama liczba postępowań nie dowodzi jednak winy poprzedniego zarządu. Audyt spółki nie jest wyrokiem, zarzut nie jest skazaniem, a o odpowiedzialności karnej mogą zdecydować dopiero niezależne sądy.
Wątpliwości dotyczące politycznego charakteru rozliczeń nie rozwiewają z pewnością wypowiedzi przedstawicieli rządu. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, komentując wtorkowe zatrzymania, napisał, że Obajtek „ręcznie sterował cenami”, a działanie miało służyć ratowaniu władzy PiS. To tezy dalej idące niż lakoniczny komunikat Prokuratury Krajowej i wypowiedziane jeszcze przed zakończeniem postępowania. Dają opozycji argument, że politycy formułują wyrok wcześniej niż sąd.
Z drugiej strony również europoseł Obajtek sprowadza sprawę do politycznego hasła, mówiąc o zatrzymywaniu ludzi „za paliwo poniżej 6 zł”. To pomija istotę śledztwa: czy kierownictwo spółki giełdowej podejmowało decyzje cenowe zgodnie z jej interesem gospodarczym.
Najważniejszy będzie finał tych spraw
Na obecnym etapie trudno uczciwie rozstrzygnąć, czy mamy do czynienia przede wszystkim z odpowiedzialnością za błędy poprzedniego kierownictwa, czy z politycznie motywowanym rozliczeniem ludzi kojarzonych z PiS. Są przesłanki, które każda ze stron może wykorzystać.
Na korzyść tezy o realnym rozliczaniu nieprawidłowości przemawiają: skala audytów, długość części postępowań oraz – co budzi jednak wątpliwości, zważywszy upolitycznienie prokuratury – akty oskarżenia, które już trafiły do sądów. Argument o politycznym charakterze działań wzmacnia natomiast sposób, w jaki część przedstawicieli rządu publicznie przesądza odpowiedzialność osób, których winy sądy jeszcze nie stwierdziły.
Dla oceny całej operacji wobec dawnego kierownictwa Orlenu najważniejsze będzie więc nie to, ilu menedżerów zatrzyma ABW ani jak ostre komentarze padną z obu stron. Testem będą nawet nie same akty oskarżenia, ale jakość zgromadzonych dowodów i prawomocne rozstrzygnięcia sądów. Na które trzeba będzie czekać zapewne długie lata.
