To się akurat Tuskowi udało – krótka a celna puenta wolty parlamentarzystów PiS w sprawie kryptowalut. „Od ściany do ściany, głupi czy pijany…” – napisał na X szef rządu. Jeszcze niedawno PiS wspierał weto prezydenta do drugiej wersji rządowego projektu regulacji rynku kryptoaktywów, wskazując na danie państwu ogromnych narzędzi ingerencji w oszczędności obywateli. Po parunastu dniach okazało się, że najlepiej, by Polacy w ogóle nie mogli lokować pieniędzy w kryptoaktywa. To znaczy, by nie mogli tego robić w Polsce. Bo gdyby jakimś cudem ta regulacja przeszła (nic na to nie wskazuje) to będzie jak z internetowym hazardem – w Polsce obwarowanym restrykcjami, na czym korzystają zagraniczne platformy. Co jednak kierowało inicjatorami tego zwrotu, bo ma on tło bez wątpienia czysto polityczne?
Być może niesłusznie zbagatelizowano wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, że on osobiście jest za zakazem rynku kryptowalut. W ramach frakcyjnej walki w PiS toczą się oczywiście bitwy i potyczki o dostęp do ucha prezesa. Porównajmy listę siedemnastu parlamentarzystów, którzy podpisali się pod projektem z listą inicjatorów stowarzyszenia „Rozwój Plus” Mateusza Morawieckiego. Zbiory rozłączne.Poza Ryszardem Terleckim, który przyzwyczaił nas do swej, hm, ekscentryczności, a do „harcerzy” nie należy. W największym skrócie – za inicjatywą stoją „maślarze”. Trudno sobie wyobrazić, by „bankster” Morawiecki i jego ludzie przyklasnęli projektowi z własnej woli.
Kryptowaluty nie będą drugim wyrokiem TK ws. aborcji
Podziwiam rzecznika partii Rafała Bochenka, który usiłuje uzasadnić karkołomną woltę, wskazując na zaniedbania rządu ws. afery Zondacrypto. Czy tę wiedzę partia posiadła w ostatnich dniach? Bo przecież nie zdarzyło się nic, co by wyjaśniało taki nagły zwrot. Odwrotnie, obok zapowiedzi trzeciej wersji rządowego projektu pojawiły się projekty Polski 2050 i projekt prezydencki. Wszystkie je łączy chęć uporządkowania rynku, różni zaś dopuszczalna głębokość ingerencji państwa w ten rynek. Żaden jednak nie zakazuje działalności sektora kryptoaktywów.
Badania opinii publicznej pokazują, że 21% Polaków w ogóle nie słyszało o aferze Zondacrypto, a większość sprzeciwia się pomocy państwa dla osób poszkodowanych w wyniku nietrafionych inwestycji w kryptowaluty. To nie jest więc sprawa, która elektryzuje opinię publiczną. Być może politycy PiS wyszli z założenia, że ich elektorat ma w nosie kryptowaluty i kupi narrację o zakazie groźnych spekulacji. Czy to znaczy, że PiS skupia się na utrzymaniu około 20 procent swych wyborców i rezygnuje z ofensywy?
Rękawica rzucona Konfederacji i prezydentowi
Projekt PiS stawia w trudnej sytuacji prezydenta Nawrockiego. Nie tylko ze względu na fakt skierowania przez niego do Sejmu własnego, bardziej liberalnego od rządowego projektu ustawy. Konfederacja to ugrupowanie najbardziej oponujące przeciw zbyt restrykcyjnym regulacjom sektora kryptoaktywów. Prezydent chce być prezydentem całej prawicy, czyli i PiS, i Konfederacji, a z kolei coraz częściej mówi się o premierowskich ambicjach szefa jego kancelarii, Zbigniewa Boguckiego. Prezydent przychyli się do zdania Konfederacji ws. kryptoaktywów – pójdzie na zwarcie z PiS, poprze PiS – Sławomir Mentzen gotów go nazwać gorzej, niż nazywa generała Kukułę. Czyżby PiS chciał pokazać, że jest w stanie zarządzać polityczną narracją na prawicy?
Oczywiste jest też, że swoim projektem PiS stawia się w ostrej opozycji do Konfederacji. Nie chodzi tu tylko o sprawę kryptowalut, lecz podejście do wolnego rynku.Konfederacja podkreśla – i to zarówno skrzydło libertariańskie, jak i narodowe – że trzeba maksimum wolnego rynku, a minimum państwa. Trzeba chronić przed nadużyciami, ale nie prowadzić obywatela za rączkę. PiS chce wolnego rynku mocno monitorowanego przez państwo, które bez skrępowania będzie ingerować w razie potrzeby w ten rynek. Obywatel ma prawo wyboru, ale państwo ma chronić go przed ryzykiem, którego może nie być w stanie prawidłowo ocenić.
Ryzykowne sprawdziany PiS
To może być przygotowanie narracji kampanijnej – PiS jako ambasador państwa opiekuńczego, jako reprezentant tych, których nie stać na luksus inwestowania oszczędności, bo tych oszczędności po prostu nie mają. Otwarte jest pytanie, czy skutkiem takiej narracji będzie nie tylko uderzenie w koalicje rządzącą, ale również atak na Konfederację? Atak z tych pozycji – etatystycznych – ucieszy tych polityków KO, którzy liczą, że w razie potrzeby po wyborach parlamentarnych ludzie Mentzena, liberała z krwi i kości, dostarczą głosów brakujących do rządzenia. Bo mentzenowcy, mając do wyboru etatystów i „socjalistów” z PiS i niefajną, ale „wolnorynkową” KO z ciężkim sercem, oczywiście dla dobra Polski, mogą poprzeć opcję Tuska…
Zobaczymy, czy projekt siedemnastu posłów PiS stanie się projektem całego klubu. I jak odniosą się do niego politycy bliżsi Mateuszowi Morawieckiemu. Jeśli zostanie wprowadzona dyscyplina klubowa w głosowaniu nad zakazem, będzie to kolejny sprawdzian spójności partii. W jej obecnej kondycji takie sprawdziany są bardziej ryzykiem, niż utrwaleniem spójności ugrupowania. Dla wyborców zaś zaskakujące wolty są po prostu niejasne. Są one sprawdzianem również dla nich – w jakim stopniu stanowią karne wojsko. Także na tym polu PiS w swojej obecnej, nie najlepszej kondycji, ryzykuje bardzo wiele.
