Po wywiadzie prezydenta dla „Rzeczpospolitej”: starcie narracji, nie różnych spojrzeń na Rosję

Po wywiadzie prezydenta dla „Rzeczpospolitej”: starcie narracji, nie różnych spojrzeń na Rosję

blank

Wywiad prezydenta Karola Nawrockiego dla wtorkowej „Rzeczpospolitej” wywołał natychmiastową reakcję Donalda Tuska. Prezydent stwierdził, że zna raporty NATO i pozostaje w kontakcie z zagranicznymi przywódcami, ale nie dostrzega drastycznej zmiany poziomu zagrożenia ze strony Rosji. Zarzucił też premierowi wykorzystywanie obaw o bezpieczeństwo do walki politycznej. Tusk odpowiedział na platformie X, że Nawrocki nie widzi wzrostu rosyjskiego zagrożenia ani problemu z obecnością w polskiej polityce Grzegorza Brauna i jego ugrupowania. Wpis zakończył słowami „Dzięki za szczerość”. Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz zarzucił premierowi wyrwanie wypowiedzi z kontekstu.

Wbrew narracji strony rządowej istota sporu nie odnosi się do pytania, czy Rosja jest niebezpieczna. Nawrocki tego nie kwestionuje. Różnica dotyczy oceny, czy zagrożenie ostatnio znacząco wzrosło oraz tego, jak należy o nim mówić. Premier akcentuje niebezpieczeństwo płynące z działań Kremla, prezydent przestrzega przed wykorzystywaniem tej kwestii w krajowej polityce.

W wywiadzie pojawił się również wątek Grzegorza Brauna. Nawrocki zwrócił uwagę na parlamentarną reprezentację jego ugrupowania i poparcie części wyborców. Krytycy prezydenta uznali tę odpowiedź za zbyt powściągliwą wobec zarzutów o prorosyjskość Brauna. Sam fakt obecności ugrupowania w parlamencie nie rozstrzyga jednak oceny jego działalności.

Od tej politycznej wymiany zdań znacznie ważniejsze jest zjawisko potwierdzone przez sondaże: polska opinia publiczna coraz rzadziej traktuje stosunek do Rosji, Ukrainy i dalszego przebiegu wojny jako jedną, nierozłączną kwestię. Obóz rządowy trwa jednak przy tej narracji, wyborcy prawicy zdecydowanie ją odrzucają.

Rosja pozostaje postrzegana jako zagrożenie, ale w wojnę nie wierzymy

We wrześniowym badaniu SW Research dla Onetu blisko 65 proc. Polaków uznało ostrzeżenia przed kolejnymi rosyjskimi prowokacjami za wiarygodne. Nie oznacza to jednak, że równie wielu spodziewa się otwartej agresji.

Sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski z początku zeszłego miesiąca pokazał, jak różne są oceny ryzyka wojny. Wśród wyborców Konfederacji 72 proc. uznało rosyjski atak na Polskę lub państwa bałtyckie za nieprawdopodobny, a 22 proc. obawiało się takiego scenariusza. Również większość sympatyków opozycji parlamentarnej nie spodziewała się agresji.  Z kolei 67 proc. wyborców koalicji rządzącej obawiało się rosyjskiego ataku, a 30 proc. uważało go za nieprawdopodobny. Podział koalicja-opozycja przebiega więc zgodnie ze stosunkiem do narracji o nierozłączności opisanych wyżej wątków.

Można więc obawiać się rosyjskich działań wywiadowczych, cyberataków czy prowokacji, a jednocześnie nie wierzyć w rychłą inwazję. To nie sprzeczność, lecz rozróżnienie między zagrożeniami, które już występują, a możliwością  regularnej wojny z NATO.

Sondaże nie pozwalają oczywiście ocenić rzeczywistych zamiarów Kremla. Pokazują jednak, że społeczne poczucie zagrożenia nie przekłada się automatycznie na przekonanie o bliskości konfliktu zbrojnego. Dlatego zarówno alarmistyczne wypowiedzi, jak i zapewnienia o braku istotnych zmian sytuacji mogą trafiać do różnych grup odbiorców.

Coraz większy dystans wobec Kijowa

Jeszcze wyraźniejszą zmianę widać w stosunku do Ukrainy. Po wybuchu pełnoskalowej wojny poparcie dla Kijowa łączyło solidarność z napadniętym państwem z przekonaniem o wspólnym zagrożeniu. Dziś te dwie postawy coraz częściej są rozdzielane.

W lipcowym badaniu CBOS aż 75 proc. respondentów opowiadało się za współpracą polsko-ukraińską wobec rosyjskiego zagrożenia. Jednocześnie 84 proc. uważało, że Polska powinna reagować na gloryfikowanie osób odpowiedzialnych za zbrodnie na Polakach. Z kolei 73 proc. badanych sądziło, że politycy obu państw podsycają wzajemne konflikty dla własnych korzyści.

Wyniki te trudno uznać za przejaw zwrotu ku Rosji. Pokazują raczej, że poparcie dla bezpieczeństwa Ukrainy nie oznacza już pobłażliwości wobec działań jej władz. Spory historyczne, gospodarcze i dotyczące pomocy uchodźcom są oceniane coraz bardziej niezależnie od wojny.

Zmęczenie jej konsekwencjami również znajduje odbicie w badaniach. W lipcu 52 proc. respondentów CBOS sprzeciwiało się dalszemu przyjmowaniu ukraińskich uchodźców, a 42 proc. popierało ich przyjmowanie. Ponad połowa uważała zakres udzielanej pomocy za zbyt duży. W sierpniu odsetek osób dostrzegających możliwość pojednania polsko-ukraińskiego wyniósł 53 proc., najmniej w historii tych pomiarów.

Zmienia się także ocena perspektyw zakończenia konfliktu. W lipcu 55 proc. Polaków przewidywało, że Ukraina będzie musiała zrezygnować z części terytorium. To jednak prognoza, niekoniecznie poparcie dla ustępstw wobec Moskwy. Podobnie przekonanie o potrzebie rozmów pokojowych nie jest równoznaczne z akceptacją rosyjskich żądań ani z gotowością do normalizacji stosunków z Kremlem.

W tej ostatniej kwestii trzeba zachować szczególną ostrożność. Brakuje aktualnych, porównywalnych badań pozwalających jednoznacznie określić poparcie Polaków dla przywrócenia regularnego dialogu politycznego z rosyjskimi władzami. Sondaże dotyczące negocjacji pokojowych nie dają podstaw do takiego wniosku.

Nie wierzymy, że „oni walczą za nas”

Najważniejsza zmiana w polskich nastrojach polega więc nie na zaniku obaw przed Rosją, lecz na słabnięciu przekonania, że zagrożenie ze strony Kremla powinno przesądzać o stosunku do wszystkich działań Ukrainy. Polacy nadal dostrzegają potrzebę współpracy z Kijowem, ale coraz wyraźniej formułują wobec niego własne oczekiwania.

Spór prezydenta Nawrockiego z premierem Tuskiem pokazuje również, jak trudno prowadzić debatę o bezpieczeństwie bez brania pod uwagę krajowych podziałów politycznych. Prezydent i premier różnią się oceną zmian rosyjskiego zagrożenia, lecz o jej trafności nie rozstrzygną ani polemiczne wpisy, ani badania opinii publicznej.

Sondaże pozwalają natomiast dostrzec coś, co w tej polemice łatwo przeoczyć.  Otóż obawa przed Rosją nie oznacza już w Polsce bezwarunkowego poparcia dla Ukrainy, a sceptycyzm wobec polityki Kijowa nie musi oznaczać przychylności wobec Moskwy. To właśnie w tej przestrzeni, między poczuciem zagrożenia a rosnącymi oczekiwaniami wobec ukraińskiego sąsiada, wykuwa się dziś stosunek Polaków do trwającej niemal pięć lat wojny.

Autor tekstu
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest wiceprezesem Fundacji im. XBW Ignacego Krasickiego, członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Dla Dobitnie.pl pisze o polityce i kulturze..

Wyszukiwarka
Kategorie
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest wiceprezesem Fundacji im. XBW Ignacego Krasickiego, członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Dla Dobitnie.pl pisze o polityce i kulturze..

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
Przemysław Miśkiewicz
blank