Rząd ma tylko jeden pomysł na finanse publiczne: dalej pożyczać i zadłużać państwo

Rząd ma tylko jeden pomysł na finanse publiczne: dalej pożyczać i zadłużać państwo

blank

Rozmowa z posłanką Marią Koc (Rozwój Plus)

Wszystko wskazuje na to, że rosnące zadłużenie i potężny deficyt budżetowy staną się jednymi z kluczowych tematów w kampanii przed wyborami parlamentarnymi. Czy dostrzega Pani pomysły rządu na wyjście z trudnej sytuacji finansów publicznych?

Zaskoczę Pana – dostrzegam. Konkretnie jeden pomysł.

Jaki?

Dalej pożyczać, dalej zadłużać państwo. Nawet dalecy od dzisiejszej opozycji ekonomiści i Rada Fiskalna podchodzą bardzo krytycznie do projektu budżetu na 2027 rok i do planu zarządzania długiem. Rada oceniła ryzyko przekroczenia progu długu publicznego 55% PKB już w 2027 r. jako „bardzo wysokie” i wskazała, że próg zostaje przekroczony w niemal wszystkich badanych przez nią wariantach ryzyka. W 2029 roku, wedle prognoz rządu, sięgnie on niemal 60%. A widział Pan przewidywane koszty obsługi długu?

W przyszłym roku to ponad 100 mld zł.

Dokładnie 107 mld wedle rządowego planu. To, bagatela, 293 mln zł dziennie i 2,43 proc. PKB rocznie. Za to w 2030 roku to już około 150 mld zł czyli prawie 3 proc. PKB. To już katastrofa. Ale być może przemyślana katastrofa.

Jak to?

Rząd świadomie zwiększa zadłużenie, rosną koszty obsługi długu. Przyznaje to w oficjalnych dokumentach. Kolejne ekipy otrzymają kukułcze jajo, ze wszystkimi tego konsekwencjami. To, że Komisja Europejska zachowuje się teraz powściągliwie, nie oznacza, że będzie równie powściągliwa, gdyby do władzy doszła obecna opozycja. Do krajów, w których nie rządził układ akceptowany przez Brukselę, KE potrafiła być bardzo krytyczna. Nie wykluczam takiego scenariusza, powstającego w kręgu Donalda Tuska: rząd stworzony przez obecną opozycję próbuje zapanować nad gospodarczą katastrofą, ale ma rzucane kłody pod nogi przez eurokratów. Wówczas Tusk wraca jako wybawiciel na białym koniu, a Komisja Europejska znowu odwraca wzrok.

Czy to nie jest nieco spiskowa teoria?

Donald Tusk czyta sondaże, czyta analizy. Widzi, że szanse na utrzymanie władzy po wyborach za rok są w najlepszym wypadku 50:50, a do tego dochodzi prezydent niezależny od Koalicji Obywatelskiej. Widzi, że potencjalna prawicowa większość może nie być stabilna. Pamiętamy wszyscy lata 2005-2007. Trzeba również wziąć pod uwagę perspektywę budżetową UE na lata 2028-2034. Dostaniemy niewiele więcej, niż odprowadzimy.

Ale tak działa Unia Europejska. Dzięki unijnym funduszom takie kraje, jak Polska, mogły się rozwinąć, a rozwinięte państwa stają się z czasem płatnikami netto.

Owszem, tak jest – niemniej przy ocenie perspektyw dla polskiej gospodarki ten element ma ogromne znaczenie. Mniej unijnych funduszy to mniej środków na inwestycje i tym samym cios dla gospodarki. Dodatkowo trzeba uwzględnić różnice między stopniem rozwoju poszczególnych regionów naszego kraju. Unijne fundusze są konieczne, by je niwelować. Rząd absolutnie nie powinien kapitulować, uznawać, że swoje już otrzymaliśmy. Przeciwnie, powinien skutecznie zabiegać o pieniądze na rozwój polskich regionów. Niestety nie widzę determinacji w tym kierunku.

Prognozy PKB dla Polski na najbliższe lata nie są złe.

Tak, ale te wzrost jest napędzany zadłużeniem. KPO i SAFE to przecież pożyczki. Zwolennicy podkreślają, że są to pożyczki korzystnie oprocentowane, według mnie te warunki są raczej nieprzewidywalne, niż korzystne. Nawet jednak jeśli byłaby to pożyczka na wyjątkowo korzystnych warunkach, to jest to kredyt, który trzeba spłacać. Jak? O tym rząd nie mówi. Pytanie, czy w ogóle o tym myśli.

Co więc robić, by uniknąć zderzenia ze ścianą?

Trzeba wyhamować proces zadłużania budżetu państwa i uszczelnić system podatkowy. Dochody budżetowe są niższe od zaplanowanych. Ministerstwo Finansów prognozuje, że w bieżącym roku wpływy z VAT będą o 9,5 mld niższe, od zaplanowanych. Wpływy z tego tytułu od stycznia do sierpnia 2026 roku były zaledwie o 2 proc. wyższe, niż rok wcześniej. W 2025 roku, mimo wzrostu gospodarczego, wpływy z VAT były niemal 28 mld zł niższe od zaplanowanych. To też znak, że wróciły patologie, które udało się ukrócić za rządów Mateusza Morawieckiego, jak karuzele vatowskie.

Rząd chce z jednej strony podnosić akcyzę, ale mimo podwyżek wpływy są drastycznie niższe od zaplanowanych…

Patrząc na wykonanie budżetu za 2025 r. szczególnie widoczne było to w przypadku wyrobów tytoniowych. Rząd Morawieckiego wypracował z przedsiębiorcami rozsądną mapę akcyzową, godzącą potrzeby budżetu z zahamowaniem wzrostu szarej strefy.  W 2023 r. udział nielegalnych papierosów w polskim rynku spadł do rekordowo niskiego poziomu 4,7 proc., a dochody budżetu z akcyzy tytoniowej rosły.

W 2024 r. obecny rząd zdecydował jednak o zmianie harmonogramu i znacznie szybszych podwyżkach. Na efekty nie trzeba było długo czekać.

Szara strefa ma się dobrze?

Bardzo dobrze. Według organizacji branżowych legalna sprzedaż papierosów spadła w 2025 r. o 13 proc., a w pierwszych siedmiu miesiącach 2026 r. o kolejne 10 proc. Jednocześnie udział nielegalnych papierosów w rynku wzrósł do 9,7 proc. w pierwszym kwartale 2026 r., czyli ponad dwukrotnie w porównaniu z 2023 r.

Podwyżki nie przyniosły też zakładanych dochodów. Jak wskazała Najwyższa Izba Kontroli, wpływy z akcyzy od wyrobów tytoniowych w 2025 r. były o około 3,2 mld zł niższe od prognozowanych. Problem dotyczy zresztą nie tylko tytoniu. Wpływy z akcyzy od paliw silnikowych były w 2025 r. niższe od założeń o około 690 mln zł, a od alkoholu etylowego o 350 mln zł. Z kolei na 2026 r. Ministerstwo Finansów przewiduje, że łączne wpływy z akcyzy będą aż o 8,8 mld zł niższe od pierwotnego planu.

Skoro dane są, jakie są, to czemu rząd z uporem brnie w taką politykę akcyzową?

Te dane powinny skłonić ministra finansów i premiera do głębokiej refleksji. Dalsze zwiększanie stawek bez uwzględnienia sytuacji na rynku może pogłębić problemy, zamiast zapewnić budżetowi oczekiwane wpływy.

Zejdźmy z poziomu makro na poziom mikro – czyli małych i średnich polskich przedsiębiorców. Jak oni odczuwają obecną sytuację?

Trudno, by ucieszyły ich zmiany w postaci obniżonego limitu przychodu dla rozliczających się ryczałtem i wyższego CIT dla niektórych przedsiębiorców. Zarazem mamy sytuację, gdy wielkie firmy działające w Polsce płacą śladowy CIT. Rafał Brzoska pokazał, jak wygląda to w praktyce: InPost odprowadził w 2025 r. niemal pół miliarda zł z tytułu CIT, a wielka firma kurierska DHL – 130 tysięcy złotych. Równowartość ceny niezłego auta przy około 2,5 mld zł przychodu z rynku e-commerce! Ale to mali i średniacy mają ponosić koszty łatania dziurawego budżetu.

Wspomniała Pani o zagrożeniu dla inwestycji. Jak się to przełoży na kondycję sektora MŚP?

Już się przekłada. Wyhamowanie wielu inwestycji oraz zamknięcia kolejnych dużych zakładów uderzają w polskie firmy, które brały udział bądź to w tych inwestycjach, bądź były partnerami dużych graczy. Zamknięcie zakładu w małej miejscowości to nie tylko setki osób bez pracy – a w wielu powiatach mamy już dwucyfrowe bezrobocie – lecz również upadłości mniejszych firm, będących elementami łańcucha logistycznego. W samym drugim kwartale obecnego roku liczba upadłości przedsiębiorstw wzrosła o 4,4 proc. rok do roku, a we wrześniu liczba restrukturyzacji skoczyła o blisko 15 proc. – coraz więcej firm ma problemy z utrzymaniem płynności finansowej.

Czy tę w gruncie rzeczy pesymistyczną rozmowę możemy zakończyć jakimś optymistycznym akcentem?

Nie tylko możemy, ale musimy. Jest jeszcze czas na odsunięcie nadciągającej katastrofy. Będzie to zadanie, nie ukrywam, że niezwykle trudne, dla ekipy, która obejmie ster rządu po wyborach parlamentarnych za rok. Niezależnie od tego, jak patchworkowa będzie to koalicja, jej uczestnicy muszą wypracować wspólny plan na uzdrowienie finansów publicznych. Wierzę, że wśród polskich polityków i ekonomistów jest dość rozsądnych ludzi, by podołać temu zadaniu. I wierzę w patronat prezydenta Karola Nawrockiego nad tym fundamentalnym wyzwaniem.

Autor tekstu
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest wiceprezesem Fundacji im. XBW Ignacego Krasickiego, członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Dla Dobitnie.pl pisze o polityce i kulturze..

Wyszukiwarka
Kategorie
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest wiceprezesem Fundacji im. XBW Ignacego Krasickiego, członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Dla Dobitnie.pl pisze o polityce i kulturze..

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
Przemysław Miśkiewicz
blank