Około 500 mln zł ma trafić do Synthos Green Energy od grupy polskich inwestorów. Wobec miliardów potrzebnych na budowę reaktorów nie jest to kwota przełomowa, ale sama decyzja ma znaczenie. Po latach zapowiedzi, wskazywania lokalizacji i podpisywania listów intencyjnych w projekt Michała Sołowowa ma wejść prywatny kapitał spoza jego grupy. Pytanie nie dotyczy jednak już tylko tego, czy mały atom w Polsce powstanie. Coraz ważniejsze jest to, jakie miejsce zajmie obok znacznie większego państwowego programu jądrowego.
Historia polskich SMR zaczęła nabierać konkretnych kształtów w 2019 r., kiedy Synthos podpisał porozumienie z GE Hitachi Nuclear Energy dotyczące wykorzystania reaktora BWRX-300. Pomysł był prosty: Polska miała rozwijać nie tylko duże elektrownie jądrowe, ale także mniejsze jednostki, które można byłoby budować bliżej zakładów przemysłowych i istniejącej infrastruktury energetycznej.
W 2021 r. do przedsięwzięcia dołączył Orlen i powstała spółka Orlen Synthos Green Energy, należąca po połowie do państwowego koncernu i Synthos Green Energy. Ambicje szybko rosły. W 2022 r. mówiono nawet o uruchomieniu pierwszego reaktora w 2029 r., a rok później OSGE wskazało siedem potencjalnych lokalizacji. Ministerstwo Klimatu wydało decyzje zasadnicze dla sześciu z nich, obejmujących łącznie 24 reaktory BWRX-300.
Po zmianie rządu harmonogram stał się ostrożniejszy. Dziś pierwszeństwo ma Włocławek, a strategia Orlenu zakłada uruchomienie co najmniej dwóch reaktorów o łącznej mocy około 0,6 GW do 2035 r. Pierwszy BWRX-300 miałby ruszyć około 2032 r. Jednocześnie OSGE podpisało umowę na przygotowanie szczegółowego projektu reaktora dostosowanego do polskich wymagań i wystąpiło o kontrakt różnicowy dla 14 jednostek w trzech lokalizacjach.
Duży atom pozostaje podstawą
SMR-y rozwijane są równolegle do znacznie większego programu państwowego. W Choczewie mają powstać trzy reaktory AP1000 firmy Westinghouse o łącznej mocy do 3750 MW. Polskie Elektrownie Jądrowe złożyły wniosek o zezwolenie na budowę, a obecny harmonogram przewiduje uruchomienie pierwszego bloku w 2036 r. Państwowy program zakłada docelowo od 6 do 9 GW mocy w dużych reaktorach.
Nie są to więc dwa konkurencyjne pomysły na polską energetykę jądrową. Minister energii Miłosz Motyka mówił w tym roku wprost o równoległym rozwoju dużych elektrowni i SMR-ów. Paweł Gajda, dyrektor Departamentu Energii Jądrowej w Ministerstwie Energii, podkreśla z kolei, że podstawą państwowego programu pozostają sprawdzone wielkoskalowe reaktory generacji III+.
Skala przyszłych potrzeb pokazuje, dlaczego w polskim systemie może być miejsce dla obu technologii. Według jednego ze scenariuszy wykorzystywanych w pracach nad krajową polityką energetyczną zapotrzebowanie na energię elektryczną może wzrosnąć do 2040 r. do około 204 TWh netto, a moc szczytowa z 24,5 do 31,3 GW. W tym wariancie duże elektrownie jądrowe odpowiadałyby za 16,3 proc. produkcji energii, a SMR-y za kolejne 6,3 proc. Łącznie atom dostarczałby więc ponad jedną piątą krajowej energii elektrycznej.
Nie oznacza to, że oba rodzaje reaktorów mają pełnić tę samą funkcję. Duże bloki mają być podstawą stabilnej produkcji dla całego systemu. SMR-y mogą uzupełniać je bliżej przemysłu, dużych odbiorców i miejsc, w których będą wyłączane elektrownie węglowe. Im większa będzie elektryfikacja transportu, ogrzewania i przemysłu, tym mniej sensowny staje się więc spór „duży czy mały atom”. Pytanie dotyczy raczej tego, ile każdego z tych źródeł Polska będzie w stanie zbudować i sfinansować na czas.
Europa też czeka na sprawdzian SMR-ów
Podobne plany powstają w całej Europie. Czechy wybrały Rolls-Royce SMR jako partnera dla ČEZ, Rumunia rozwija projekt NuScale w Doicești, Estonia przygotowuje własny program, a zainteresowanie małymi reaktorami deklarują także Szwecja i Holandia. Komisja Europejska powołała europejski sojusz przemysłowy na rzecz SMR.
Europa nadal nie ma jednak działającego komercyjnego reaktora modułowego nowej generacji. Najważniejszy sprawdzian technologii wybranej przez Polskę odbywa się obecnie w Kanadzie. W Darlington powstaje pierwszy BWRX-300. To tam okaże się, ile w praktyce kosztuje taka jednostka, jak długo trwa jej budowa i czy następne reaktory rzeczywiście można stawiać szybciej i taniej.
Polska ma więc pewną przewagę: nie będzie pierwszym krajem sprawdzającym w praktyce BWRX-300. Będzie mogła korzystać z doświadczeń Kanady i dopiero później budować serię takich samych jednostek. Jeżeli powtarzalność projektu rzeczywiście obniży koszty, SMR-y mogłyby zastępować część bloków węglowych, dostarczać energię i ciepło przemysłowi oraz uzupełniać produkcję dużych elektrowni jądrowych.
Przy czym należy podkreślić, że ryzyko jest równie wyraźne. Jeżeli pierwsze inwestycje okażą się znacznie droższe, niż zakładano, ekonomiczna przewaga małych reaktorów może stopnieć. Dochodzą wymagania dozoru jądrowego, budowa krajowego zaplecza wykonawczego, przygotowanie kadr oraz kwestia skali wsparcia państwa. Sam fakt, że OSGE zabiega o kontrakt różnicowy, pokazuje, że również mały atom będzie potrzebował długoterminowego sposobu zabezpieczenia przychodów.
Problemem mogą być także ludzie. Prof. Łukasz Bartela z Politechniki Śląskiej, zajmujący się przygotowaniem kadr dla energetyki jądrowej, zwraca uwagę na konieczność dostosowania szkolnictwa wyższego i technicznego do potrzeb całego sektora. Jeśli równocześnie będą powstawały duże elektrownie i SMR-y, o tych samych inżynierów, wykonawców i specjalistów będzie zabiegało wiele inwestycji.
Pół miliarda to dopiero początek
Na tym tle znaczenia nabiera informacja, że do Synthos Green Energy ma trafić około 500 mln zł od grupy polskich przedsiębiorców, wśród których są: Rafał Brzoska, Krzysztof Pawiński, Dariusz Gałęzewski i Mati Staniszewski. Za tę kwotę oczywiście nie powstanie elektrownia. Najważniejsze i bardzo symboliczne jest to, że po raz pierwszy szersza grupa dużych prywatnych inwestorów jest gotowa wyłożyć własne pieniądze na polski mały atom.
Polska nie stoi więc przed wyborem: duży czy mały atom. Duże reaktory są podstawą państwowego programu i mają dostarczać znaczną część energii do krajowej sieci. SMR-y mogą stworzyć jego drugi, bardziej rozproszony poziom, szczególnie potrzebny przemysłowi.
Na razie jednak łatwiej policzyć planowane reaktory niż te, których budowa rzeczywiście się rozpoczęła. Wejście prywatnych inwestorów tej proporcji jeszcze nie zmienia. Pokazuje natomiast, że po latach, w których o SMR-ach mówiły głównie państwo, koncerny energetyczne i dostawcy technologii, do gry chce wejść również polski prywatny kapitał.
