Czy pod pretekstem zagrożenia rosyjską dywersją kierownictwo policji przygotowuje uzbrojone oddziały do kolejnej odsłony konfliktu o Trybunał Konstytucyjny? Takie podejrzenia pojawiły się po ujawnieniu rozkazu, który nakazuje utrzymanie policyjnej prewencji w pełnej gotowości od 2 do 8 listopada. Funkcjonariusze mają dysponować między innymi pistoletami maszynowymi, bronią gładkolufową i sprzętem noktowizyjnym. Pismo wydano dzień przed piątkową operacją, podczas której policja zabezpieczała przejęcie kontroli przez rząd nad siedzibą Trybunału. Komenda Główna Policji stanowczo zaprzecza jakimkolwiek związkom obu spraw. Jednak ustalenia „Rzeczpospolitej” pokazują, że w oficjalne wyjaśnienia nie wierzą nie tylko politycy opozycji i dziennikarze, ale i część doświadczonych policjantów.
Rozkaz z 29 października, oznaczony jako „BARDZO PILNE!”, podpisał zastępca komendanta głównego policji nadinsp. Tomasz Michułka. Skierowano go do komendantów wojewódzkich. Wyznaczone siły oddziałów i samodzielnych pododdziałów prewencji, stanowiące wsparcie odwodu centralnego KGP, mają pozostawać w gotowości do natychmiastowego wyjazdu z jednostek macierzystych. O ich skierowaniu do działań zdecyduje Centrum Operacyjne Komendy Głównej.
Dokument szczegółowo wymienia wyposażenie: broń krótką i gładkolufową, amunicję, kamizelki kuloodporne, hełmy, miotacze pieprzu oraz urządzenia noktowizyjne i termowizyjne. Osobno nakazuje przygotowanie pistoletów maszynowych. Nie wskazuje natomiast miejsca planowanych działań ani konkretnego zagrożenia. Jego uzasadnienie ogranicza się do „sytuacji operacyjnej na terenie kraju”.
Sam rozkaz nie dotyczy wprost skierowania oddziałów przeciwko demonstrantom ani wydania polecenia użycia broni. Jednak data jego podpisania, termin mobilizacji i rodzaj uzbrojenia nabrały szczególnego znaczenia po wydarzeniach z 30 października.
Rozkaz wydany przed operacją w Trybunale Konstytucyjnym
Izabela Kacprzak i Grażyna Zawadka ujawniły w „Rzeczpospolitej”, że piątkowa operacja wokół Trybunału była przygotowywana w ścisłej tajemnicy. Według ich ustaleń w policyjnym kierownictwie o szczegółach wiedziały trzy osoby: komendant główny Marek Boroń, komendant stołeczny Krzysztof Ogroński oraz jego zastępca Tomasz Znajdek. Dziennikarki wskazują, że moment działania wybrano nieprzypadkowo – przed świątecznymi wyjazdami Polaków i podczas zagranicznej podróży prezydenta Karola Nawrockiego. W trakcie tych przygotowań zostało rozesłane pismo Michułki. Powstało więc podejrzenie, że rozkaz może dotyczyć przygotowań na wypadek gwałtownej reakcji społecznej na zmianę kierownictwa TK. Mobilizacja od 2 listopada obejmowałaby okres następujący bezpośrednio po piątkowej operacji.
Składa się to w logiczną całość. „Rzeczpospolita” pisze, że rząd liczył na efekt zaskoczenia – pusta Warszawa po wyjeździe mieszkańców na groby bliskich. I możliwe niepokoje po powrocie, właśnie od 2 listopada.
„Rzeczpospolita” przytacza wypowiedzi funkcjonariuszy, którzy nie wierzą w wyjaśnienia KGP. Jeden z nich ocenia, że przygotowania wyglądają na zabezpieczenie przed poważnymi protestami, zamieszkami i możliwością zastosowania szczególnie zdecydowanych środków. Inny sugeruje, że ogólnikowa treść dokumentu miała ukryć rzeczywisty cel mobilizacji.
Najwięcej zastrzeżeń dotyczy pistoletów maszynowych. „Broni maszynowej prewencja zabezpieczająca demonstracje i protesty nie zabiera” – podkreślają rozmówcy dziennikarek. Wskazują też, że policyjna prewencja nie jest formacją powołaną przede wszystkim do zwalczania sabotażystów. Jeden z byłych wysokich oficerów ironizuje na temat precyzji, z jaką kierownictwo KGP miałoby przewidywać zagrożenie dywersją akurat między 2 a 8 listopada.
Pytania dotyczą również sposobu wydania rozkazu. Za pion prewencji odpowiada nadinsp. Roman Kuster, który w tym czasie przebywał z zaplanowaną wizytą służbową w USA. Pismo podpisał natomiast Michułka, nadzorujący piony kryminalne. Nie dowodzi to naruszenia procedur, ponieważ obowiązki nieobecnego zastępcy mogą zostać przekazane innemu. W kontekście tajnych przygotowań do piątkowej operacji okoliczność ta zwróciła jednak uwagę rozmówców gazety.
Prewencja ma walczyć z rosyjskimi dywersantami?
Nie wszyscy podzielają podejrzenia o polityczne przeznaczenie mobilizacji. Źródło zbliżone do służb specjalnych zapewniło „Rzeczpospolitą”, że rozkaz był uzasadniony i nie stanowił pretekstu do sprowadzenia policjantów do Warszawy. Jeden z oficerów prewencji wskazał na możliwość prowokacji ze strony rosyjskich służb, które mogłyby wykorzystać sytuację wokół Trybunału do przeprowadzenia sabotażu.
To oznaczałoby, że nawet jeśli zagrożenie powstało w związku z konfliktem politycznym, nie oznacza to automatycznie, że policję przygotowywano do tłumienia protestów. Możliwy jest także scenariusz ochrony przed prowokacjami wymierzonymi w bezpieczeństwo państwa. Tylko dlaczego chronić mieliby nienawykli do obchodzenia się z taką bronią policjanci z oddziałów prewencji? Ten scenariusz się nie skleja.
W szeregach Policji wrze
Komenda Główna Policji już 30 października zaprzeczyła, aby mobilizacja była związana z wydarzeniami wokół Trybunału. Wskazała na „aktualne zagrożenia związane z aktami sabotażu i dywersji”. Dzień później Policyjna Solidarność zażądała wyjaśnień od komendanta głównego. Związkowcy kwestionowali przede wszystkim prawne okoliczności działań pod TK i zwracali uwagę na odpowiedzialność funkcjonariuszy wykonujących rozkazy. Ich wystąpienia nie należy utożsamiać z odrębnym sprzeciwem wobec uzbrojenia przewidzianego w piśmie Michułki. Pokazuje ono jednak, że wydarzenia wywołały niepokój również wewnątrz formacji.
1 listopada Marek Boroń skierował do policjantów list, w którym odrzucił polityczne interpretacje rozkazu. Zapewnił, że gotowość ma związek z zagrożeniami ze strony służb rosyjskich, próbami destabilizacji sytuacji w Polsce i możliwością ataków na infrastrukturę krytyczną. Podkreślił też, że nie pozwoli wykorzystywać policji do celów politycznych, co – zważywszy ostatnie wydarzenia – nie brzmi wiarygodnie.
KGP ma teoretycznie poważne argumenty, by nie ujawniać szczegółów rozpoznania operacyjnego. Jeżeli istnieją informacje o przygotowywanym sabotażu, publiczne wskazywanie jego możliwego miejsca i terminu mogłoby ułatwić działania sprawcom. Również wyposażenie odwodu centralnego w broń długą nie musi oznaczać zamiaru jej użycia podczas protestów. Wciąż jednak brakuje odpowiedzi na pytanie, dlaczego szczególna gotowość obejmuje dokładnie siedem dni, dlaczego wybrano te jednostki i czy podobne rozkazy wydawano wcześniej. To kwestie, które można przynajmniej częściowo wyjaśnić bez ujawniania tajemnic służb. Zwłaszcza, że milczenie lub niewiarygodne wyjaśnienia tylko podsycają skrajnie napiętą atmosferę w kraju.
Sprawę można rozstrzygnąć tylko przez ustalenie, jakie informacje operacyjne stanowiły podstawę rozkazu Michułki i kiedy zapadła decyzja o mobilizacji. Jeżeli dokument powstał w odpowiedzi na rozpoznane zagrożenie rosyjskim sabotażem, kierownictwo policji powinno móc to wykazać przed uprawnionymi organami. Jeśli zaś przygotowania wiązały się z przewidywaną reakcją na operację w Trybunale, konieczne byłoby wyjaśnienie, dlaczego uznano za potrzebne uzbrojenie prewencji w pistolety maszynowe. Ten drugi wariant oznaczałby bodaj największy skandal w dziejach III Rzeczypospolitej: wzięcie pod uwagę strzelania do manifestantów. Od czasów stanu wojennego w Polsce policyjne polowanie na ludzi nie miało miejsca.
W obu przypadkach stawką jest wiarygodność kierownictwa Policji i społeczne zaufanie do formacji. Wewnętrzny rozkaz, którego celu nie znają nawet niektórzy doświadczeni oficerowie, ujawniony tuż po politycznie kontrowersyjnej operacji, nie może pozostać sprawą rozstrzyganą wyłącznie przez listy politycznie powoływanych szefów formacji. O jego zasadności powinny przesądzić dokumenty i rzeczywiste przesłanki podjętej decyzji. Sprawa na pewno nie powinna zostać wyciszona albo zbyta enigmatycznym stwierdzeniem o „bezpieczeństwie państwa”.
