Czas rozpocząć negocjacje o wyjściu z UE?

Czas rozpocząć negocjacje o wyjściu z UE?

blank

Zaczęło się! Jarosław Kaczyński mówi o reformie Unii Europejskiej, ale Donald Tusk ogłasza, że to początek Polexitu. Nic tutaj nie jest przypadkowe, wszyscy grają swoje role.

Z wystąpienia Jarosława Kaczyńskiego na Forum Krynica 2026 na temat reformy Unii Europejskiej w pamięci pozostanie jedno zdanie – to o ewentualnym rozpoczęciu rokowań w sprawie wyjścia ze Wspólnoty. Prezes PiS przedstawił to oczywiście jako kontrowersyjny i ryzykowny sposób wywierania presji na Komisję Europejską podczas negocjacji o reformie UE. Doskonale zdawał sobie jednak sprawę z tego, że słowa te rozjuszą liberalno-lewicowe elity i zbudują linię podziału w najbliższej kampanii wyborczej.

Donald Tusk od razu podjął rękawicę. Przytoczył wyjęty z kontekstu fragment i przedstawił prezesa PiS jako zwolennika wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Zręcznie posłużył się przykładem Wielkiej Brytanii, gdzie premier David Cameron, który zorganizował referendum w sprawie Brexitu, sam nie wierzył, że obywatele zagłosują za wyjściem. Innymi słowy Tusk przekonuje, że uruchomienie tego procesu może się wymknąć spod kontroli.

Manipulacja jest oczywista, ale w tego rodzaju dyskusji nigdy nie chodzi o niuanse, ale główny wydźwięk i narrację. Kaczyński mówi: istnieje możliwość zreformowania UE, bo mogą się zmienić władze we Francji, Hiszpanii, Niemczech i Polsce. Tusk odpowiada: oni chcą nas z Unii wyprowadzić. Czyj przekaz jest bardziej czytelny?

Linia sporu

Dyskusja o tym, że gruntowana reforma Unii Europejskiej jest konieczna toczy się od Portugalii po Rumunię od Szwecji po Włochy. Lewica uważa, że jedynym wyjściem jest więcej Europy w Europie, czyli silniejsza integracja i ostatecznie stworzenie superpaństwa. Wszelkie trudności, z jakimi mamy obecnie w UE do czynienia – wysokie ceny energii, ubożenie społeczeństw, wybuchy społeczne, bunty imigrantów, nieszczelne granice, spadające konkurencyjność i innowacyjność – wówczas znikną, gdyż są wynikiem zbyt małej liczby kompetencji oddanych Brukseli. Szczęście zapanuje, gdy państwa narodowe pozbędą się swoich kompetencji i pełnię władzy otrzymają światłe europejskie elity, które nie są skrępowane demokratycznymi wyborami.

W Polsce znamy to doskonale jeszcze z PRL, gdy problemy przejściowe socjalizmu można było rozwiązać jedynie większą ilością socjalizmu. Skończyło się jak musiało, czyli katastrofą.

Prawica domaga się raczej odwrócenia integracji i zwiększenia znaczenia oraz samodzielności państw narodowych, gdyż tylko one są w stanie rozwiązywać problemy swoich społeczeństw. Samostanowiące się narody są także gwarantem demokracji i wolności obywatelskich, które UE ciągle ogranicza. To właśnie rządy narodowe są w stanie tak kształtować politykę gospodarczą, by biznes był w stanie odpowiadać na wyzwania współczesnego świata.

Kompromis jest tu właściwie niemożliwy, gdyż stan pośredni oznacza stagnację i chaos. Z tym właśnie mamy teraz do czynienia.

„Jest tak źle”

Właśnie w tym kontekście należy rozpatrywać wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego w Krynicy. Jego diagnoza – o coraz bardziej zacofanej Unii oraz jednocześnie Brukseli zawłaszczającej coraz to nowe sfery władzy – była jak najbardziej słuszna. Z tą częścią jego wypowiedzi nikt, kto posługuje się liczbami i zdrowym rozsądkiem, nie może poważnie dyskutować.

Emocje wzbudza druga część przemówienia, w której otwarcie mówi o  metodach wywierania wpływu na władze UE, których celem jest zatrzymanie procesu konsolidacji władzy w Brukseli i powolne przekazywanie uprawnień  z powrotem do stolic narodowych. Prezes PiS przedstawia wizję ostrej gry, w której możliwe są różne warianty.

Pierwszy to stworzenie silnego frontu dużych państw, których rządzić będzie prawica, do zmiany traktatów. Okno takich możliwości może się otworzyć, gdyż władza w tych państwach może się zmienić. To będzie jednak oznaczało stałą konfrontację z Komisją Europejską, a tu państwa narodowe mogą niemal całkowicie sparaliżować jej prace  – na przykład poprzez blokowanie wszystkich decyzji. To prędzej czy później zmusiłoby KE do ustępstw.

W ostrzejszym wariancie państwa domagające się reformy UE zawierają wspólny traktat z przesuniętym terminem wejścia w życie i zaczynają negocjacje o wyjściu z UE. Kaczyński przyznaje, że to rozwiązanie ryzykowne, ale jego zdaniem „jest tak źle”, że należy mieć w zanadrzu taki wariant.

Prezes PiS nie jest teoretykiem, ale praktykiem, który polityką żyje. Jego słowa nie są więc tylko wnikliwą analizą sytuacji, ale też jasnym komunikatem do wyborców. Zwłaszcza tych sceptycznych wobec UE, a więc głosujących na Konfederację i Konfederację Korony Polskiej. To do nich Jarosław Kaczyński wysyła jasny sygnał, że skończył się czas uległości i zaufania wobec Brukseli. Nadchodzi okres twardej polityki, w której nie będzie już żadnych złudzeń.

Przejmowanie inicjatywy

Kaczyński stara się więc powiedzieć w sposób cywilizowany i przemyślany to, o czym trywialnie krzyczą w swoich rolkach politycy wywodzący z Suwerennej Polski. Jednocześnie pokazuje, że PiS nadal może być liderem na prawicy, gdyż nie tylko potrafi dobrze diagnozować rzeczywistość, ale wie także jakich narzędzi użyć, by osiągnąć cel.

To dowód na ewolucję PiS i próbę odzyskania wiarygodności wśród najbardziej radykalnych wyborców prawicy. Przyciągnięcia ich z powrotem, a przede wszystkim odebrania argumentów obu konfederacjom, które do znudzenia powtarzają, że PiS jest wobec Brukseli tak samo uległy jak Donald Tusk.

W tej sytuacji ataki ze strony obecnego premiera o chęci opuszczenia UE tylko uwiarygadniają słowa Kaczyńskiego.

Jednocześnie jest to jednak ryzykowna gra z wyborcami, którzy są zwolennikami pozostania Polski w UE. Co prawda bardzo wielu rodaków utożsamia już wysokie ceny energii i utrudnienia w biznesie z idiotycznymi pomysłami UE, ale jednocześnie od siedemdziesięciu do siedemdziesięciu pięciu procent obywateli naszego kraju opowiada się za pozostaniem we Wspólnocie.

Jarosław Kaczyński walcząc o dusze wyborców prawicy podaje jednocześnie tlen coraz słabszemu Donaldowi Tuskowi.

O tym będą te wybory

Dla obecnego premiera słowa Jarosława Kaczyńskiego są prezentem, gdyż pozwalają mu wytyczyć granicę podziału na zwolenników wyjścia z UE i w niej pozostania. Nawet jeśli zagrywka ta jest oparta na manipulacji, to usłużne wobec niego media będą zdanie Kaczyńskiego powtarzały tak długo, aż wryją się w pamięć odbiorców.

W najbliższych tygodniach i miesiącach to Jarosław Kaczyński i politycy PiS będą się musieli tłumaczyć ze słów, które padły w Krynicy, wyjaśniać kontekst i niuansować.

Tusk dostał amunicję, by siać strach wśród umiarkowanych wyborców, a to przecież jego ulubiony sposób uprawiania polityki.

Autor tekstu
Mariusz Staniszewski

Mariusz Staniszewski

dziennikarz, był m.in. wiceprezesem Polskiego Radia, prezesem TechFilm i wicenaczelnym Wprost, współtwórca Kanału Dobitnie i prezes Dobitnie Media.

Wyszukiwarka
Kategorie
Mariusz Staniszewski

Mariusz Staniszewski

dziennikarz, był m.in. wiceprezesem Polskiego Radia, prezesem TechFilm i wicenaczelnym Wprost, współtwórca Kanału Dobitnie i prezes Dobitnie Media.

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank