Biznes chce pracowników z zagranicy – ale kto pokryje wszystkie koszty migracji?

Biznes chce pracowników z zagranicy – ale kto pokryje wszystkie koszty migracji?

blank

Polski biznes chce więcej pracowników z zagranicy i mniej formalności przy ich zatrudnianiu. Przedsiębiorcy mają swoje powody, żeby o to zabiegać, niemniej państwo nie może prowadzić polityki migracyjnej wyłącznie na podstawie zapotrzebowania zgłaszanego przez firmy. Skutki napływu cudzoziemców nie ograniczają się do zatrudnienia, podatków i składek ZUS. Dotyczą także mieszkań, szkół, bezpieczeństwa, stosunków społecznych i zmian kulturowych. Pracodawcy bronią własnych interesów, natomiast odpowiedzialność za długofalowe następstwa migracji spoczywa przede wszystkim na państwie. A Polska wciąż nie jest do tego odpowiednio przygotowana.

Konfederacja Lewiatan ponownie zaapelowała o ułatwienia w zatrudnianiu cudzoziemców. Jej przedstawiciele przekonują, że w budownictwie, transporcie, przemyśle i usługach wielu stanowisk nie sposób obsadzić pracownikami z Polski – po prostu ich nie ma. Firmy narzekają również na przewlekłe postępowania urzędowe. Według danych MSWiA przytoczonych przez Bankier.pl średni czas oczekiwania na decyzję o pobycie czasowym wynosił w lipcu br. 420 dni. W niektórych województwach trzeba czekać znacznie więcej.

Argumentów gospodarczych rzeczywiście nie brakuje. Polski Instytut Ekonomiczny w raporcie „Konsekwencje zmian demograficznych dla podaży pracy w Polsce” szacuje, że do 2035 roku liczba pracujących może zmniejszyć się o 2,1 mln, czyli 12,6 proc. Przy utrzymaniu obecnego wieku emerytalnego z rynku pracy odejdzie 3,8 mln osób, a zastąpi je zaledwie 1,7 mln młodszych pracowników. Tak dużej różnicy nie da się zlekceważyć.

Warto jednak zagłębić się uważniej we wnioski ekonomistów PIE. Obok otwarcia się na migrację wskazują oni również na konieczność zachęcania do pracy osób dotąd nieaktywnych zawodowo, wdrażania nowych technologii i zwiększania wydajności. Tymczasem w postulatach pracodawców na pierwszy plan wysuwa się zwykle szybsza rekrutacja zagraniczna. Z punktu widzenia biznesu może być ona rozwiązaniem stosunkowo prostym, zwłaszcza gdy alternatywą są kosztowne inwestycje, szkolenie załogi albo wyższe wynagrodzenia. Najprościej ściągnąć pracownika z zagranicy, a potem, gdy nie będzie potrzebny, pozostawić samemu sobie. Jak w Niemczech czy Francji kilka dekad temu.

Prognozowany ubytek 2,1 mln pracowników nie oznacza przecież, że Polska powinna sprowadzić 2,1 mln imigrantów. To w żadnym wypadku nie jest gotowa odpowiedź na pytanie o przyszłą politykę państwa.

Firmy liczą wakaty, państwo musi liczyć koszty

Zatrudnienie cudzoziemca może być korzystne dla wszystkich stron. Firma zyskuje potrzebnego pracownika, on sam otrzymuje wynagrodzenie, a budżet i ZUS dodatkowe wpływy. Warunkiem są jednak legalne zatrudnienie, uczciwe wynagrodzenie i możliwość samodzielnego utrzymania się. W dłuższej perspektywie, nie tylko w czasie rynkowej hossy.

Nie każdy cudzoziemiec przyjeżdża do Polski na stałe. Część osób podejmuje pracę tylko na kilka miesięcy, inni po latach wracają do ojczyzny. Wielu jednak zostaje, sprowadza rodziny, posyła dzieci do szkół. Wówczas potrzeby kadrowe przedsiębiorstw stają się również sprawą lokalnej społeczności. Potrzebne są mieszkania, miejsca w przedszkolach, nauczyciele przygotowani do pracy z dziećmi nieznającymi polskiego, dostęp do lekarzy i sprawnie działające urzędy. Kto ma za to zapłacić? Przedsiębiorca, który sprowadził pracowników, nie ponosi tych wydatków bezpośrednio, poza zwykłymi podatkami i składkami. Samorząd musi natomiast poradzić sobie z dodatkowymi obowiązkami, nawet jeśli nie miał wpływu na liczbę cudzoziemców osiedlających się na jego terenie.

Holenderska Rada ds. Migracji w raporcie „Balanced Labour Migration” z 2024 roku zwróciła uwagę, że korzyści z zatrudniania pracowników zagranicznych należy zestawiać z kosztami mieszkaniowymi, społecznymi i skutkami dla warunków pracy. Ostrzegła również przed utrwalaniem działalności gospodarczej opartej na taniej sile roboczej. To ważne w kontekście polski, gdzie część przedsiębiorstw także buduje swoją przewagę na niskich kosztach zatrudnienia.

Spojrzeć warto również na Szwecję. Według danych Komisji Europejskiej za ubiegły rok bezrobocie wśród osób urodzonych poza Unią Europejską wynosiło tam 19,1 proc., podczas gdy wśród urodzonych w Szwecji 5,3 proc. Na tak duże różnice składa się wiele przyczyn, w tym kwalifikacje i znajomość języka. Pokazują one jednak, jak trudne może być zapewnienie przyjezdnym trwałego zatrudnienia.

Polskie doświadczenia z ukraińskimi uchodźcami

Nie można przy tym pomijać polskich, pozytywnych doświadczeń z uchodźcami z Ukrainy. Z raportu Deloitte przygotowanego dla UNHCR wynika, że w ubiegłym roku pracowało 76 proc. uchodźców w wieku produkcyjnym. Autorzy oszacowali ich wkład w polski PKB na 2,4 proc., czyli około 94 mld zł, i nie znaleźli dowodów na pogorszenie sytuacji polskich pracowników wskutek ich zatrudnienia. Wskazali też, że składki zdrowotne odprowadzane przez uchodźców przewyższyły o 50 mln zł koszty finansowanych dla nich świadczeń.

To byłyby mocne argumenty na rzecz promowania migracji zarobkowej, gdyby nie jeden szczegół. Trudno bowiem pominąć fakt, że Ukraińcom pomagają bliskość językowa i kulturowa oraz istniejące wcześniej związki z Polską. Nie ma podstaw, aby zakładać, że przybysze z każdego regionu świata równie szybko odnajdą się w polskich warunkach.

Polska nie może z góry odrzucać wszystkich zagranicznych pracowników ani zakładać, że każde dodatkowe miejsce pracy obsadzone przez cudzoziemca przynosi wyłącznie korzyści. Trzeba uwzględniać również następstwa, które ujawniają się po kilku lub kilkunastu latach.

Polska przyjmuje migrantów, ale dopiero tworzy zasady integracji

W październiku 2024 roku rząd Donalda Tuska przyjął strategię migracyjną na lata 2025-2030 „Odzyskać kontrolę. Zapewnić bezpieczeństwo”. Dokument obejmuje zasady wjazdu, zatrudnienia, ochrony granic i integracji. Polska ma więc oficjalnie określone cele, a w ubiegłym roku przyjęto również plan ich realizacji.

Co jednak z przygotowaniem do społecznych następstw migracji? Odrębna strategia integracji cudzoziemców na lata 2026-2035 wciąż pozostaje w fazie projektowej. Ministerstwo Rodziny przeprowadziło wiosną br. konsultacje, podczas których zgłoszono około 1350 uwag. Dotyczyły one między innymi nauki języka polskiego, sytuacji dzieci w szkołach i sposobów oceny skuteczności państwowej pomocy. Według informacji resortu dokument nadal jest przedmiotem prac wewnętrznych. Pod koniec ubiegłego roku opublikowano również wyniki kontroli NIK dotyczącej działań Ministerstwa Rodziny w latach 2021-2024. Izba uznała je za niewystarczające i stwierdziła, że nie doprowadziły do opracowania spójnej polityki integracji cudzoziemców. Systemowa pomoc, przewidziana w przepisach o pomocy społecznej, obejmowała przede wszystkim osoby ze statusem uchodźcy lub ochroną uzupełniającą.

Od tamtej pory podjęto nowe działania, w tym rozwijanie Centrów Integracji Cudzoziemców. Nadal jednak system, który powinien być przygotowany przed podjęciem decyzji o znacznym zwiększeniu napływu imigrantów, jest w fazie tworzenia. A przecież już we wrześniu br., według danych ZUS, do ubezpieczeń emerytalnego i rentowych zgłoszonych było 1,367 mln cudzoziemców. Nie jest to całkowita liczba wszystkich obcokrajowców mieszkających w Polsce. Dobrze jednak pokazuje, jak ważną rolę odgrywają już dziś w naszej gospodarce i jak dużym wyzwaniem pozostaje ich integracja.

O skali napływu pracowników z zagranicy nie mogą przesądzać wyłącznie potrzeby przedsiębiorców. Rząd powinien ustalić, w jakich zawodach rzeczywiście brakuje ludzi i jakich kwalifikacji oczekuje się od cudzoziemców. Musi też zadbać o możliwość nauki języka polskiego, określić obowiązki pracodawców i przygotować samorządy na przyjazd osób, które zamierzają osiedlić się w Polsce wraz z rodzinami. Bez odpowiednich środków gminy nie poradzą sobie z dodatkowymi potrzebami w zakresie edukacji, ochrony zdrowia i innych usług publicznych.

Konfederacja Lewiatan i inne organizacje pracodawców mają prawo zabiegać o rozwiązania korzystne dla swoich członków. Rząd musi jednak uwzględniać również interes tych obywateli, którzy nie prowadzą przedsiębiorstw, ale będą mieszkać, pracować i wychowywać dzieci obok nowych mieszkańców Polski. I którzy zasadnie obawiają się, by Polska nie stała się drugą Francją czy Niemcami, państwami w których bezpieczeństwo Francuzów i Niemców kurczy się z roku na rok.

Jeżeli firmy chcą sprowadzać kolejnych pracowników, powinny również uczestniczyć w kosztach ich integracji. Rząd zaś nie może poprzestać na przyspieszaniu wydawania zezwoleń. Musi pokazać, że potrafi kontrolować liczbę przyjeżdżających i zapewnić warunki do zgodnego życia miejscowej ludności i nowych mieszkańców. Błędy w tej dziedzinie mogą być znacznie kosztowniejsze niż dzisiejsze niedobory kadrowe. A odpowiedzialność za nie pozostanie po stronie państwa, nie przedsiębiorców, którzy zgłaszali zapotrzebowanie na pracowników.

Autor tekstu
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest wiceprezesem Fundacji im. XBW Ignacego Krasickiego, członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Dla Dobitnie.pl pisze o polityce i kulturze..

Wyszukiwarka
Kategorie
Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski

Marcin Rosołowski. Jest wiceprezesem Fundacji im. XBW Ignacego Krasickiego, członkiem Rady Fundacji Instytut Staszica, współprowadzącym podcast @Podwojnyprosty na YouTube. Z wykształcenia prawnik, z zawodu specjalista od public relations i public affairs. Dla Dobitnie.pl pisze o polityce i kulturze..

blank
Pobierz artykuł w PDF
Czytaj więcej
blank